Ministerstwo w walce z zatorami sięga po doświadczenia UE. Czy nie za ostrożnie?
C ała Europa walczy z zatorami płatniczymi. W Wielkiej Brytanii od ubiegłego roku wielkie firmy muszą się raz do roku wyspowiadać, w jakim terminie regulują faktury. Już samo niezłożenie sprawozdania jest przestępstwem, za które odpowiada przedsiębiorstwo oraz każdy z jego dyrektorów. W Niemczech już od kilku lat obowiązują zaostrzone przepisy dotyczące terminów płatności, a odstraszająco działają odsetki za nieterminowe płatności, które w relacjach pomiędzy przedsiębiorcami są znacznie wyższe niż konsumenckie.
A u nas? Wprawdzie w 2013 r. wdrożono unijną dyrektywę w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach handlowych, ale zrobiono to tak, że lobby wielkich sieci handlowych i firm budowlanych niepłacących na czas mogło zacierać ręce. Z badań wynika, że problem zatorów się pogłębia, a wielkim podmiotom wciąż bardziej się opłaca nie zapłacić faktury na czas niż zaciągać kredyty w banku. Mali dostawcy boją się występować na drogę sądową przeciw gigantom, bo jest ona długa i wyboista, a w dodatku ryzykują zerwaniem relacji handlowych. Dlatego teraz rząd postanowił sięgnąć po najlepsze europejskie wzorce i przygotował projekt ustawy walczącej z zatorami. Duże firmy także u nas będą musiały składać sprawozdania o swoich praktykach płatniczych. Jeśli się okaże, że nagminnie nie płacą, to nie tylko zostaną napiętnowane publicznie, ale grozi im kara w wysokości 5 proc. niezapłaconych kwot. Tyle że przedsiębiorcy mówią: to wszystko za mało, potrzebujemy bardziej rygorystycznych ustawowych rozwiązań. Bo cóż, że będą sprawozdania, skoro nie przewidziano sankcji za ich niezłożenie. A i kara za niepłacenie na czas jest zbyt niska. Cóż, że będzie wprowadzone przyspieszone postępowanie nakazowe, jeśli w sądach – w których już dziś sprawy toczą się latami – nie zwiększy się obsady.
Przedsiębiorcy liczą, że rząd wysłucha ich postulatów i dopracuje proponowane rozwiązania. Ministerstwo Przedsiębiorczości nie mówi nie. W rozmowie z DGP wiceminister Mariusz Haładyj obiecuje się pochylić nad uwagami nadesłanymi w trakcie konsultacji. O co kruszą kopie przedsiębiorcy? Przedstawiamy najważniejsze postulaty. ©℗
Joanna Pieńczykowska
joanna.pienczykowska @infor.pl
Broń przeciwko niesolidnym kontrahentom
Przedsiębiorcy niemal jednym głosem twierdzą, że ministerialne propozycje są krokiem w dobrym kierunku. Uważają jednak, że to wciąż za mało, by w pełni rozwiązać problemy z płatnościami, z jakimi się borykają
19 października zakończyły się konsultacje publiczne projektu ustawy, która zgodnie z intencją Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii ma ograniczać zatory płatnicze. Resort proponuje m.in. skrócenie terminów płatności, wprowadzenie obowiązku publikowania informacji o praktykach płatniczych i terminach zapłaty przez największe firmy, a także szybszą ścieżkę do nakazu zapłaty (więcej na infografice). Nowe przepisy mają wejść w życie w większości od 1 czerwca 2019 r. Ulga na złe długi ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2020 r. Przedsiębiorcy wyczekują nowych regulacji z nadzieją. Dziś długie terminy oczekiwania na należności za dostarczone towary czy usługi to prawdziwa zmora.
Terminy skrócone, ale krąg powinien być szerszy
Za niewystarczające przedsiębiorcy uznają propozycje dotyczące skrócenia terminów zapłaty. Ich zdaniem rozwiązanie jest dobre, ale powinno objąć szerszy krąg podmiotów. Zgodnie z projektowaną ustawą, w sytuacji gdy płatnikiem jest duże przedsiębiorstwo, a jego kontrahentem mała lub średnia firma, maksymalny termin na uregulowanie należności ma wynosić 60 dni, w przypadku podmiotu publicznego zaś – 30 dni (z wyłączeniem podmiotów leczniczych, do których zastosowanie ma mieć termin 60 dni). Co więcej, w przypadku wpisania do umowy z przedsiębiorcą zaliczanym do MSP terminu niezgodnego z tą regulacją stosować ma się z mocy ustawy termin jeszcze krótszy, bo 30-dniowy. Obecnie termin na zapłatę nie może przekraczać 60 dni, chyba że przedsiębiorcy inaczej się umówią.
W ocenie Anny Marcinkowskiej, dyrektor departamentu prawnego i compliance w Krajowym Rejestrze Długów, nałożenie obowiązku zapłaty w terminie 60 dni tylko na duże podmioty nie przyczyni się spektakularnie do zmniejszenia zatorów. – Warto się zastanowić nad ewentualnym rozszerzeniem tego wymogu na szerszy krąg podmiotów. Termin 60 dni powinien też przewidywać ewentualne odstępstwa, np. aby nie pogorszyć sytuacji dłużnika, który ma przejściowe kłopoty finansowe – podkreśla Marcinkowska.
Z kolei zdaniem części przedsiębiorców i prawników zobowiązanie do stosowania terminów 30-dniowych nie powinno dotyczyć tylko podmiotów publicznych, ale wszystkich firm, w których udziałowcem jest Skarb Państwa (SP), samorządy czy inne spółki należące do państwa. Szczególnie że takich firm jest na rynku dużo. Tylko tych z udziałem SP jest kilkaset. Są znaczącymi kontrahentami małych i średnich firm. Jeśli płacą z dużym poślizgiem, to wpływają na płynność finansową mniejszych uczestników rynku.
– Nie można zapominać, że przedsiębiorcy z sektora MSP wciąż mają gorszy dostęp do kredytów niż duzi gracze rynkowi. Możliwości szybkiego uzupełnienia kapitału na bieżącą działalność są więc w ich przypadku ograniczone. Dlatego ważne jest, by takie podmioty dostawały zapłatę od każdego w jak najkrótszym czasie – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Szef FPP zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię: przy wprowawdzaniu krótszego, 30-dniowego terminu płatności wyjątkowo potraktowano podmioty lecznicze. To oznacza, że będą miały na uregulowanie należności 60 dni. Dziś one często opóźniają się z płatnościami nawet o rok, co jest nie do uniesienia dla małych i średnich firm. Dlatego w ślad za skróceniem w stosunku do nich tego terminu – powinno nastąpić ustawowe zniesienie lub chociaż ograniczenie obecnego zakazu cesji w ustawie o działalności leczniczej.
– Szkoda, że projektodawcy nie zdecydowali się na to. Bez pogorszenia sytuacji podmiotów leczniczych można by w ten sposób umożliwić firmom np. korzystanie z faktoringu. Zakaz cesji długów szpitalnych bez zgody właściciela (jakim jest najczęściej samorząd) wprowadzono, żeby zapobiec przejęciom szpitali przez podmioty prywatne. W świetle dzisiejszych przepisów ryzyko to już nie istnieje. Wprowadzenie proponowanych w projekcie ustawy zapisów bez ograniczenia skutków wynikających z art. 54 ustawy z 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 160 ze zm.), dotyczącego właśnie wspomnianej wcześniej cesji, może zdecydowanie pogorszyć płynność podmiotów leczniczych. Uważam, że skoro powierzono dyrektorowi szpitala tak duży majątek, to warto pójść krok dalej i udostępnić mu narzędzia pozwalające skutecznie zarządzać. Wypada mieć nadzieję, że w dalszych pracach projekt zostanie uzupełniony o to rozwiązanie – twierdzi Marek Kowalski.
Procedura nakazowa bez zmian w sądach nie pomoże
Przedsiębiorcy nie są przekonani, że sytuację poprawi wprowadzenie uproszczonej procedury nakazowej. Ma ona obowiązywać w przypadku, gdy wartość roszczenia nie przekracza 75 tys. zł, a polegać będzie na złagodzeniu wymogów przy wykazywaniu spełnienia świadczenia przez wierzyciela. Do pozwu nie będzie musiał dołączać zatem protokołu odbioru towaru lub wykonania usługi, lecz wystarczy samo uprawdopodobnienie, że świadczenie zostało spełnione. Ale zdaniem krytyków zmniejszenie formalizmu związanego z dochodzeniem należności może przynieść wręcz negatywny skutek.
– Może przyczynić się do zwiększenia napływu do sądów spraw wątpliwych, co jeszcze bardziej spowolni prowadzenie postępowań sądowych. Takie rozwiązania należałoby połączyć z jednoczesnym dostosowaniem infrastruktury wymiaru sprawiedliwości, np. zwiększeniem liczby osób do obsługi postępowań – mówi Anna Marcinkowska.
!Zdaniem części przedsiębiorców i prawników zobowiązanie do stosowania terminów 30-dniowych powinno dotyczyć nie tylko podmiotów publicznych, ale wszystkich firm, w których udziałowcem jest Skarb Państwa, samorządy czy inne spółki należące do państwa.
Ulga na złe długi też do poprawki
Modyfikacji zdaniem firm i organizacji branżowych wymaga też zapis o uldze na złe długi, pozwalający na pomniejszenie przez wierzyciela podstawy opodatkowania (CIT, PIT) o kwotę widniejącą na fakturze niezapłaconej przez 120 dni od wyznaczonego terminu. Taka ulga obecnie obowiązuje już w przypadku VAT.
Zdaniem przedsiębiorców pytanych przez BIG InfoMonitor rozwiązanie to powinno pozwalać na obniżanie podstawy opodatkowania już po 60 dniach. Zwłaszcza w przypadku firm z sektora MSP. Dla nich brak płatności na czas to możliwość utraty płynności finansowej. Potrzebne są więc działania, które pomogą ją utrzymać.
Pomysł takiej ulgi sprawdziłby się też lepiej w ocenie rynku po stronie wierzyciela, który chciałby z takiego rozwiązania skorzystać, z wykonaniem określonych działań w celu wyegzekwowania należności (np. działania windykacyjne, wpis do biura informacji gospodarczej). – To dodatkowo wpłynęłoby na powiększenie baz danych o podmiotach nierzetelnych i stanowiłoby realny i szybki miernik badania wiarygodności płatniczej kontrahenta – uważa Anna Marcinkowska.
Z drugiej strony eksperci BIG InfoMonitor proponują, by uzależnić jednak możliwość korzystania z ulgi na złe długi od dokonania uprzedniej analizy wiarygodności płatniczej klienta. Byłoby to niejako działanie prewencyjne, a więc pozwalałoby już na pierwszym etapie współpracy wyeliminować ryzyko powstania zatoru przez niezawieranie kontraktu z firmą nierzetelną, a tym samym wyeliminowanie jej z obrotu gospodarczego. – Chodziłoby tu o minimum zaangażowania wierzyciela, a dowód na przeprowadzenie analizy stanowiłby warunek niezbędny skorzystania z proponowanej w projekcie ulgi za złe długi. Ustawodawca powinien w większym stopniu wdrażać rozwiązania promujące weryfikację potencjalnych klientów i kontrahentów – uważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Jak uzasadnia, zarządzanie wierzytelnościami zaczyna się na etapie weryfikacji potencjalnego klienta czy kontrahenta, nie zaś w momencie, gdy pojawiają się pierwsze trudności z otrzymaniem płatności od dłużnika.
Główny problem pozostanie
Jakub Bińkowski, sekretarz departamentu prawa i legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, uważa, że proponowana ustawa nie zlikwiduje kluczowego problemu związanego z opóźnieniami w płatnościach: swoistej niechęci mniejszych podmiotów, by egzekwować swoje prawa w relacjach handlowych z większymi firmami. Bo już dziś – choć mają narzędzia, by wydłużony termin zapłaty wiązał się dla nich z określoną premią finansową – z obawy przed utratą ważnych kontrahentów – rzadko z nich korzystają.
– To nie wierzyciel powinien dysponować uprawnieniem do doliczania odsetek do kwoty wynikającej z opóźnionej faktury czy rachunku, lecz duży podmiot powinien mieć narzucony taki obowiązek. W ten sposób zdejmujemy ciężar dochodzenia odsetek z małych firm, które z tego uprawnienia często nie korzystają, i wprowadzamy automatyzm. To postulat, który zawarliśmy w swoim stanowisku do projektu ustawy – twierdzi Jakub Bińkowski. Argumentuje, że wierzyciel pozbyłby się rozterek związanych z występowaniem do dłużnika o należne mu pieniądze z tytułu odsetek za zwłokę w regulowaniu należności, a dłużnik, chcąc uniknąć dodatkowych opłat, starałby się terminowo opłacać faktury.
– Mniejsze podmioty zawsze będą bały się wychodzić przed szereg. Szczególnie gdy ich głównym partnerem biznesowym jest duża spółka. Wypowiedzenie przez nią współpracy oznacza bowiem drogę w jedną stronę – w stronę bankructwa. Mniejsze firmy ze względu na skalę działania nie mają możliwości dywersyfikacji kontrahentów – potwierdza Jan Ziemkiewicz, właściciel firmy budowlanej na Mazowszu.
Jakub Bińkowski mówi, że takim narzędziem dyscyplinującym mogłoby być wpisanie do katalogu czynów nieuczciwej konkurencji niedopełnienia obowiązku doliczania odsetek do faktury.
– Firmy boją się wchodzić w spór z odbiorcą towarów czy usług, bo upominając się o pieniądze, ryzykują utratę przyszłych kontraktów. Dlatego o płatnościach przypomina jedynie 10,8 proc. mikro, małych i średnich firm, reszta – biernie czeka. Wśród firm, które odważnie mówią dłużnikowi o konieczności zapłaty, kolejne transakcje traci jedna na pięć. Oznacza to, że zdecydowana większość, 80 proc., zachowuje biznesowe relacje z dłużnikiem – tłumaczy Sławomir Grzelczak i dodaje, że w tej sytuacji to państwo powinno wcielić się w rolę egzekutora rozwiązań wymierzonych w opóźnianie płatności.
– Inaczej kolejne narzędzia, z których będą mogły skorzystać, podzielą los unijnej dyrektywy w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych. Wdrożona ponad pięć lat temu dyrektywa unijna w postaci ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która pozwala obciążać firmę-dłużnika kosztami windykacji do równowartości 40 euro, a także naliczać odsetki karne dla płatności przychodzących po upływie 30 dni od wymagalności faktury, nie jest stosowana – podkreśla Grzelczak.
Brakuje instrumentów mobilizujących
W ocenie przedsiębiorców, organizacji branżowych i prawników przedsiębiorców w nowej ustawie zabrakło przepisów zapewniających skuteczną egzekucję nowych obowiązków w zakresie płatności. A bez nich niewiele zmieni się na rynku. Dominik Maliszewski, adwokat, wspólnik, Euler Hermes, Okurowska, Minkiewicz, Maliszewski – Kancelaria Prawna, zauważa, że w ustawie zaproponowano co prawda, by w przypadku wykrycia procederu powodowania czy stymulowania powstawania zatorów płatniczych, zwłaszcza u dużego przedsiębiorstwa, podmiot ten niejako automatycznie – i niezależnie od działań swoich kontrahentów – poniósł konsekwencje w postaci utraty przywilejów czy ulg podatkowych. Chodzi o konieczność doliczania przez dłużnika do podstawy opodatkowania kwoty nieuregulowanego na czas zobowiązania. W ustawie znalazł się też zapis wprowadzający kary finansowe w wysokości do 5 proc. wysokości nieuregulowanych w terminie umownym zobowiązań w danym roku. Taką karę płaciliby przedsiębiorcy zobowiązani do przekazywania do publikacji sprawozdań o stosownych terminach zapłaty, gdy wartość nieuregulowanych na czas należności z tytułu transakcji handlowych stanowić będzie co najmniej dwukrotność nieotrzymanych w terminie należności.
– Proponowane w tym zakresie zmiany powinny być jeszcze dalej idące i bardziej dotkliwe dla dużych przedsiębiorstw, takich jak np. wielkopowierzchniowe sieci handlowe – podkreśla Dominik Maliszewski. Dodaje, że można byłoby rozważyć pomysł wykluczania niesolidnych płatników z postępowań o udzielnie zamówień publicznych. – Wydaje się, że taka sankcja, zwłaszcza w branży budowlanej, mogłaby skutecznie zdyscyplinować duże przedsiębiorstwa do terminowych rozliczeń z podwykonawcami.
Jego zdaniem warto wprowadzić też pozytywne zachęty. – Mogłyby to być dodatkowe ulgi podatkowe dla tych przedsiębiorców, którzy regulują na czas należności. Rozwiązania mogłyby być wzorowane na ostatnich zmianach w ustawie o VAT, dających możliwość odprowadzenia nieco niższego podatku do urzędu skarbowego tym podmiotom, które, korzystając z mechanizmu split payment w danym miesiącu, dokonają wcześniejszego rozliczenia, nie czekając do ostatniego dnia ustawowego terminu – uzupełnia Maliszewski.
Być może pomogłoby i byłoby w związku z tym pożądane zwiększenie przepływu danych pomiędzy rejestrami gromadzącymi dane o dłużnikach. Chodzi np. o umożliwienie innym podmiotom – w tym biurom informacji gospodarczej – dostępu do danych z BIK oraz do danych w nowo tworzonych bazach – Rejestrze Należności Publicznoprawnych, Krajowym Rejestrze Zadłużonych – jak również w bazach już istniejących.
– To pozwoli na szybkie i w miarę kompleksowe zebranie danych na temat np. potencjalnego kontrahenta i sprawne podjęcie decyzji przez dany podmiot na podstawie pełnych i wiarygodnych informacji. Wszystkie dane będą bowiem w jednym miejscu – podkreśla Anna Marcinkowska.
Polska wzoruje się na zagranicy
Rząd przy tworzeniu przepisów starał się czerpać z ustawodawstwa obowiązującego w krajach, które najlepiej radzą sobie z zatorami. W Europie zatory płatnicze występują z różnym nasileniem. Najbardziej uczciwie, według raportu Bisnode, działają firmy duńskie, aż 86,5 proc. z nich płaci zobowiązania w terminie. Podobnie robi 8 na 10 przedsiębiorstw w Niemczech. Szybciej od nas płacą też Węgrzy (55 proc. rozliczeń dokonuje się w tym kraju w terminie). W Polsce ustaleń dotyczących terminu płatności dochowuje znacznie mniej niż połowa firm. W zakresie zatorów niestety wyróżniamy się Europie in minus. Gorzej pod tym względem jest tylko we Francji, Grecji czy Portugalii.
Dlatego rząd przeanalizował wnikliwie ustawodawstwo obowiązujące w tych krajach, gdzie zatory topnieją. I tak, przy ustalaniu zapisów o publicznym piętnowaniu wzorował się na regulacjach obowiązujących m.in. w Wielkiej Brytanii. Natomiast ustalając zakaz wydłużania podstawowego 60-dniowego terminu zapłaty, czerpał z rozwiązania obowiązującego od lipca 2017 r. w prawie holenderskim.
– Jeśli chodzi o rozwiązania zagraniczne, to nie ma prostych recept i wzorców możliwych do skopiowania 1:1. Polski projektodawca skorzystał z kilku narzędzi, które zostały zaprojektowane w innych państwach. Zresztą cały proces konsultacji poprzedzono przeglądem rozwiązań stosowanych w różnych krajach UE. Niemniej jednak nie wydaje mi się, żeby istniał jakiś gotowy wzorzec postępowania, z którego moglibyśmy korzystać. Należy czerpać z dobrych praktyk, ale także wypracowywać własne rozwiązania, które będą powiązane ze specyfiką rynku, gospodarki – podkreśla Jakub Bińkowski.
©℗
Rachunki nie płacone na czas doskwierają całej UE
opinie ekspertów
Trzeba usprawnić sądy i wprowadzić kary dla opieszałych dłużników
ekspert prawny BCC
Radosław Płonka
Proponowana ustawa zdecydowanie usprawni dotyczące płatności relacje między przedsiębiorstwami państwowymi a sektorem MSP. Niewiele natomiast zmieni, jeśli chodzi o zatory płatnicze w relacjach między firmami prywatnymi, gdzie też są one poważnym problemem. Dlatego postulujemy wprowadzenie przede wszystkim takich zmian, które ograniczą opieszałość sądów gospodarczych. O ile nakaz zapłaty przedsiębiorca jest w stanie uzyskać w ciągu 2–4 tygodni, to sprawa o odzyskanie długu trwa minimum rok. To powoduje, że dziś opóźnianie płatności uważane jest za najtańszy kredyt na rynku. Dlatego w sądach powinno się zwiększyć obsadę do obsługi tego rodzaju spraw. Trzeba też wprowadzić terminy, w jakich takie sprawy powinny być rozstrzygane przed sądem. Na przykład sprawa dotycząca prawa zapłaty z faktury powinna zostać zamknięta na jednej, góra dwóch rozprawach. A jeśli dłużej – to sędzia powinien obowiązkowo zdawać sprawozdanie, co jest tego powodem.
Poza tym postulujemy wprowadzenie mechanizmu szybkiego zabezpieczenia na majątku dłużnika. Oczywiście wierzyciel nie mógłby z tego majątku egzekwować swojej należności aż do czasu prawomocnego wyroku, ale dłużnik nie mógłby też zbywać go i nim rozporządzać. To mogłoby stanowić dla niego mobilizację do płacenia faktur na czas. Jednocześnie komornik powinien zyskać narzędzie do poszukiwania majątku dłużnika już na etapie przedsądowym. Dziś ma do tego prawo dopiero po zapadnięciu wyroku w sprawie. Efekt jest taki, że dłużnik pozbywa się majątku w trakcie trwania sprawy sądowej i gdy przegra – to, co zostaje, nie starcza na zabezpieczenie roszczeń wszystkich pokrzywdzonych. Jednym słowem, trzeba sprawić, by dłużnik miał świadomość, ze jeśli nie zapłaci w terminie, to za 2–3 miesiące może wpaść w poważne kłopoty, a konkretnie – dotkną go ograniczenia swobody rozporządzania majątkiem. To najlepsza droga do skończenia z patologią na rynku. Można też rozważyć zmiany w kodeksie wykroczeń, zgodnie z którymi na dłużnika notorycznie niepłacącego kontrahentom, czyli świadomie kredytującego się u dostawców usług i towarów, mogłaby zostać nałożona kara grzywny. To mogłoby odstraszać od takich zachowań. ©℗
Czas skończyć z premiowaniem nielojalnych partnerów
Paweł Jóźwik adwokat w Kancelarii Stefaniuk i Partnerzy obsługującej Coface
Najczęściej nierzetelnymi dłużnikami są duże firmy, które narzucają kontrahentom z sektora MSP bardzo długie (nierzadko nawet 180-dniowe) terminy płatności i nie płacą im w terminie, kredytując się w ten sposób ich kosztem. Aby wyeliminować te praktyki, zaproponowano sztywne ustawowe terminy płatności: dla podmiotów publicznych 30 dni, dla prywatnych 60 dni.
Pozytywnie oceniam propozycję rozwiązania, które dobrze sprawdza się na Węgrzech, a polega na możliwości stosowania sankcji finansowych wobec podmiotów generujących zatory płatnicze. Obecne rozwiązania prawne pozwalają wierzycielowi naliczyć (poza odsetkami za opóźnienie w transakcjach handlowych) kwotę 40 euro za każdą niezapłaconą należność. Do tej kwoty ministerstwo proponuje dodać kwotę rekompensaty w wysokości 1 proc. należności głównej. Co więcej, w przypadku gdy sprawa trafi do sądu, automatycznie ujmie on wyżej wskazane kwoty w nakazie zapłaty. Dobrze należy też ocenić propozycję wprowadzenia ulgi na złe długi w przypadku podatków PIT i CIT. Obecne rozwiązanie pozwalające pomniejszyć podstawę opodatkowania kwotą niezapłaconej faktury premiuje nielojalnych dłużników. ©℗
Potrzebna szybsza i tańsza egzekucja
Paweł Mazur członek zarządu z ANG Biznes
Propozycje ministerstwa nie są może przełomowe i zaskakujące, ale najważniejsze, że podjęto działania w celu wyeliminowania problemu zatorów płatniczych. Ciągle dużo jest do zrobienia, przede wszystkim jeśli chodzi o skuteczność egzekucji. Dziś egzekwowanie należności jest często procesem przewlekłym i kosztownym, a skrócenie terminów nie zmieni tego w sposób diametralny. Pomysł ministerstwa zakłada bowiem, że duży kontrahent zobowiązany będzie do zapłacenia faktury na rzecz mniejszej firmy w ciągu maksymalnie 60 dni. Niektórzy kontrahenci nie dotrzymują jednak terminów zapłaty, niezależnie od tego, jak dużo mieliby czasu. Pomysł jest więc jak najbardziej dobry, ale powinien być uzupełniony o rozwiązanie problemu egzekwowania należności. Podobnie w przypadku ulgi na złe długi. Zgodnie z propozycjami przedsiębiorca, który dostarczył towar lub usługę i wystawił za nie fakturę, będzie zobowiązany do zapłaty podatku VAT dopiero po uregulowaniu należności przez kontrahenta. To oczywiście poprawi sytuację firm, które borykają się z problemem zatorów finansowych, ale tylko częściowo. Ten pomysł uchroni przedsiębiorców jedynie przed dalszym zadłużaniem się, ale nie zapewni dostatecznej płynności finansowej. Już teraz istnieją rozwiązania, które są o wiele korzystniejsze dla firmy. Przedsiębiorcy mogą skorzystać np. z usługi faktoringu, dzięki której otrzymują od faktora ok. 80 proc. należności za niezapłaconą fakturę, a resztę, pomniejszoną o prowizję faktora, po wyegzekwowaniu długu.
Na proponowanych rozwiązaniach zyskają natomiast na pewno firmy handlujące z podmiotami publicznymi – po wprowadzeniu zmian będą mogły liczyć na uregulowanie należności w ciągu maksymalnie 30 dni. Jednak aby te propozycje mogły faktycznie wpłynąć na eliminowanie zatorów płatniczych, konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które znacznie skrócą czas egzekucji długów. Im więcej bowiem pozostawia się przedsiębiorcom wolności w tej kwestii, tym bardziej będą wykorzystywali luki w przepisach prawa. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu