Można dowodzić fałszerstwa, nie czekając na procedurę karną
Wniesienie o unieważnienie rejestracji wspólnotowego znaku towarowego z uwagi na wcześniej nabyte prawo autorskie jest możliwe
Jest to jednak tylko generalna zasada, którą przypomniał luksemburski Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Orzekł bowiem jednocześnie, że w takich sytuacjach ogromne znaczenie ma sposób dowodzenia, iż ten, kto pierwszy stworzył rysunek, uczynił to w odpowiednim czasie, który pozwala chronić prawa autora.
Gdyby jednak okazało się, że znak powstał wcześniej, a dokument przenoszący prawo na przedsiębiorcę jest sztucznie datowany później, to może się okazać, że inna firma może bezkarnie zarejestrować niemal identyczny rysunek jako swój.
Mano portafortuna
Ręka przynosząca szczęście, przedstawiająca prawą dłoń ze skrzyżowanymi palcami wskazującym i środkowym, została w latach 80. narysowana przez Włocha De Gregoria. Następnie przeniósł on prawa autorskie do swojej mano portafortuna, jak określano ten znak, na Mediatek Italia. Jednak w październiku 2007 r. National Lottery Commission (NCL) z siedzibą w Londynie zarejestrowała niemal identyczny rysunek jako swój wspólnotowy znak towarowy. Wtedy Włosi wnieśli o unieważnienie prawa wynikającego z tej rejestracji.
Powołali się przed Urzędem Harmonizacji Rynku Wewnętrznego w dziedzinie znaków towarowych i wzorów (OHIM) na włoskie przepisy, z których wynikała ochrona ich praw. Jako dowód przedstawili kopie umowy zawartej przez De Gregoria z Mediatekiem. Z rozporządzenia WE 40/94 wynika bowiem, że nieważność rejestracji wolno stwierdzić m.in., gdy wcześniejsze prawo wynika z prawa autorskiego.
Wydział Unieważnień przychylił się do wniosku. Brytyjczycy odwołali się jednak, podnosząc, że wzmianka o 70-letnim okresie ochrony wynikającej z prawa autorskiego czy data stempla pocztowego na liście, w którym przesłano umowę, przypadająca w niedzielę, pozwalają sądzić, że dowody zostały sfabrykowane. Izba Odwoławcza OHIM stwierdziła jednak, że nie pozwala to żywić wątpliwości co do prawdziwości treści umowy przenoszącej prawa z rysownika na Mediatek.
NCL wniosła skargę do luksemburskiego sądu orzekającego w pierwszej instancji. Ten uwzględnił punkt widzenia Brytyjczyków. Wtedy jednak OHIM zwrócił się do TS o uchylenie tego wyroku. A tu już rozpatrywane mogły być wyłącznie argumenty proceduralne, nie zaś względy słuszności.
Kompetencje sądu
Trybunał starał się określić zasięg kontroli, jakiemu muszą podlegać dowody przedstawione przez strony postępowania rejestracyjnego i zmierzającego do unieważnienia praw do znaku. Skupił się na tym, że wprawdzie Włosi przedstawili dowód z prawa krajowego, mówiącego o ochronie pierwowzoru znaku, jednak nie został przy tym w ogóle omówiony przed sądem wyrok włoskiego sądu kasacyjnego, którym kierował się de facto skład orzekający. Z wyroku wynikało bowiem, że mimo iż włoski kodeks cywilny mówi o niepodważalności dokumentu prywatnego do chwili wszczęcia postępowania o stwierdzenie jego fałszerstwa, to jednak osoba, która broni swojego prawa, przeciwstawiając je budzącemu wątpliwości listowi, nie musi czekać na procedurę karną.
Dlatego TS orzekł, że NLC miała prawo, bez konieczności wszczynania dodatkowego procesu kryminalnego, przedstawić dowód, zgodnie z którym umowa Włochów z 1986 r. została w rzeczywistości sporządzona w dacie innej niż ta, która widnieje na stemplu pocztowym. Tym bardziej, że żadna ze stron nie miała prawa wypowiedzieć się przed europejskim sądem w tej kwestii. Ten zaś stwierdził - niejako prawem kaduka - że Izba Odwoławcza dokonała błędnej wykładni prawa krajowego. Z tego powodu TS odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez sąd.
Dobromiła Niedzielska-Jakubczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu