Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo europejskie

Zakaz geoblokowania staje się faktem. Za naruszenie grożą milionowe kary

Ten tekst przeczytasz w 36 minut

J uż 3 grudnia wchodzi w życie unijne rozporządzenie, które zakazuje geoblokowania. To ostatni dzwonek dla przedsiębiorców na przygotowania. Tak naprawdę – głównie dla handlowców w branży e-commerce, bo unijny prawodawca nie zdecydował się na usunięcie barier w handlu online w przypadku usług audiowizualnych, finansowych czy książek itp. I chociaż zdaniem ekspertów trudno mówić o rewolucji, to przedsiębiorcy muszą dokładnie sprawdzić, czy ich polityka sprzedażowa jest odpowiednio skonstruowana, by nie narazić się na zarzut utrudniania dostępu do polskiego rynku konsumentom z innych państw. Przygotować się trzeba, bo chociaż sankcji w rozporządzeniu nie zapisano, to nie znaczy, że ich w ogóle nie będzie. Prezes UOKiK będzie mógł nałożyć kary ‒ i to drakońskie. Geoblokowanie będzie bowiem mogło zostać uznane zarówno za porozumienie ograniczające konkurencję, jak i za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów, za co przedsiębiorcy grozi kara w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu. Dodatkowo sankcja grozi osobie zarządzającej.

I chociaż w rozmowie z DGP wiceprezes UOKiK zapewnia, że urząd nie będzie karał od razu, ale da czas uczciwym przedsiębiorcom na przygotowania – to nie można spocząć na laurach. Tym bardziej że jest już gotowy projekt ustawy dostosowującej polskie przepisy do unijnych, z której wynika, że UOKiK chce wzmocnić uprawnienia swojego prezesa – tak by mógł on skuteczniej walczyć z tego typu nieprawidłowościami.

Problem jednak w tym, że projekt nowego aktu prawnego opublikowano 26 października, a na uwagi w ramach konsultacji dano zainteresowanym podmiotom zaledwie siedem dni. Jako że koniec terminu przypadał w środku długiego weekendu związanego ze świętem 1 listopada – ze zrozumiałych względów mało kto zapewne zwrócił uwagę na szczegóły projektu. A przewiduje on nie tylko wzmocnienie uprawnień prezesa UOKiK, lecz także bardzo istotną zmianę w sposobie jego powoływania: już nie w drodze konkursu, ale bezpośrednio przez premiera. Pozostaje wierzyć, że przekazanie do konsultacji ustawy w tak gorącym terminie i takie skrócenie okresu konsultacji nie było celowe, a jedynie wynikało z pośpiechu. ©

Joanna Pieńczykowska

joanna.pienczykowska@infor.pl

 

Bruksela narzuca równe warunki. Ale głównie w handlu

Już za trzy tygodnie wejdzie w życie unijne rozporządzenie zakazujące geoblokowania. Za naruszenie jego zasad grozić będą przedsiębiorcom drakońskie kary, przewidziane w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów

Po dziewięciomiesięcznym okresie vacatio legis 3 grudnia 2018 r. zacznie być stosowane rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2018/302 z 28 lutego 2018 r. w sprawie nieuzasadnionego blokowania geograficznego oraz innych form dyskryminacji klientów ze względu na przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub miejsce prowadzenia działalności na rynku wewnętrznym oraz w sprawie zmiany rozporządzeń (WE) nr 2006/2004 oraz (UE) 2017/2394 i dyrektywy 2009/22/WE (Dz.Urz. UE z 2018 r. L 60I, s.1). W największym skrócie zakazuje ono tzw. geoblockingu. Zmiany dotyczyć będą przede wszystkim największych sieci handlowych. Ale są istotne także z perspektywy niewielkich polskich przedsiębiorców z branży handlowej, którzy próbują lub chcą podbijać Europę.

Zlikwidować bariery

Pomysł rozprawienia się z geoblokowaniem narodził się w głowach unijnych decydentów w 2016 r., a już na początku 2018 r. został doprowadzony do finału. Geoblokowanie polega na ograniczaniu dostępu do dóbr ze względu na położenie geograficzne nabywcy lub na tworzeniu różnych warunków dla kupujących z różnych państw. Przykłady? Brytyjski sklep internetowy sprzedaje ekskluzywne obuwie kilkunastu marek. Po wejściu na stronę internetową sklepu z polskiego IP klient się dowiaduje, że może zakupić buty jedynie dwóch marek. Pozostałe dostępne są tylko dla Brytyjczyków i Francuzów. Albo niemiecki sklep z zabawkami: polski internauta za coś, co kolegę z Niemiec kosztuje 40 euro, musi zapłacić ponad 300 zł. I przykład radykalny: hiszpański e-sklep odzieżowy, który informuje, że klientów z Polski, Rosji i Ukrainy w ogóle nie obsługuje. Począwszy od 3 grudnia 2018 r. hiszpański przedsiębiorca co prawda będzie mógł wprowadzać takie dyskryminacyjne zasady dla obywateli rosyjskich i ukraińskich, ale dla polskich już nie. Wreszcie przykład z naszego podwórka: sklep z odzieżą patriotyczną ma kilka wersji językowych swej strony internetowej prowadzi sprzedaż do kilkunastu krajów. Z okazji Dnia Flagi przypadającego na 2 maja robiona jest promocja, dzięki której za pośrednictwem polskiej wersji strony można zrobić zakupy z rabatem wynoszącym 40 proc. wartości towaru. Po wejściu w życie nowych przepisów przedsiębiorca, co prawda, nadal będzie mógł robić promocje, ale nie będzie mógł uniemożliwiać zagranicznym nabywcom kupowania towarów w niższej cenie za pośrednictwem polskiej wersji strony.

Clou unijnego rozporządzenia opiera się na wprowadzeniu zasady, że każdy klient z Europejskiego Obszaru Gospodarczego (należą do niego państwa UE oraz Norwegia, Islandia i Liechtenstein) będzie mógł dokonywać zakupów w każdym sklepie internetowym działającym na terenie UE na równych zasadach. Przedsiębiorcy nie będą mogli dyskryminować swoich klientów: nie będzie wolno ani odmawiać realizacji zamówień, ani podwyższać cen w zależności od położenia geograficznego nabywcy. Unijni decydenci postanowili zastosować najprostszy z możliwych mechanizmów. Otóż przedsiębiorca prowadzący e-sklep nie będzie mógł stosować automatycznego przekierowania na wersję sklepu właściwą dla danego kraju. Przekierowanie będzie dopuszczalne jedynie za wyraźną zgodą klienta, która w każdej chwili będzie mogła być cofnięta. Potencjalny nabywca musi też mieć możliwość swobodnego poruszania się po domyślnej wersji strony właściwej dla klientów z państwa, w którym sklep prowadzi podstawową działalność.

Proste zasady, masa wątpliwości

Na pozór prosta zasada może rodzić jednak z punktu widzenia przedsiębiorców wiele szczegółowych pytań. Na przykład, czy od 3 grudnia 2018 r. ceny towarów dla mieszkańców poszczególnych państw członkowskich będą musiały być identyczne? Jest to przecież o tyle nielogiczne, że w różnych krajach jest różna siła nabywcza. Otóż rozporządzenie – wbrew treści niektórych analiz umieszczanych w ostatnich miesiącach w internecie – wcale nie wprowadza obowiązku stosowania jednej ceny. Istotą jest to, by klient miał możliwość wyboru wersji strony, a tym samym – miał taki dostęp do towarów, jak obywatele innych państw EOG. Po prostu w ramach jednej wersji strony cena nie będzie mogła być różna w zależności od miejsca, z którego łączy się z witryną klient.

Kolejna rzecz: czy od 3 grudnia 2018 r. każdy polski e-handlowiec będzie musiał wysyłać towary za granicę? Odpowiedź brzmi: nie. Rozporządzenie nie zabrania prowadzić handlu wyłącznie na terenie swojego państwa członkowskiego. Jeśli więc ktoś oferuje dostawę wyłącznie na terenie Polski, nie ma obowiązku wysyłać np. Brytyjczykowi zamówionego przez niego towaru do Anglii. Ale już ma obowiązek wysłać zakupiony przez Anglika towar w wybrane przez niego w Polsce miejsce.

I kwestia następna: czy jeśli polski przedsiębiorca ma podpisaną umowę dystrybucyjną na część towarów w taki sposób, że może sprzedawać towary jedynie Polakom, będzie mógł dalej postępować zgodnie z tą umową dystrybucyjną? Tu odpowiedź jest jasna: nie. Przedsiębiorcy muszą zadbać o to, by zmienić treść takich umów ze swymi partnerami handlowymi. W przeciwnym razie narażają się na zarzut stosowania porozumień ograniczających konkurencję. Świeża jest sprawa kary nałożonej przez Komisję Europejską na japońską spółkę Pioneer (decyzja z lipca 2018 r.). Komisarze uznali, że azjatycki producent sprzętu RTV, poprzez ograniczanie swoim dystrybutorom możliwości prowadzenia handlu transgranicznego, dopuścił się naruszenia w postaci stworzenia porozumienia ograniczającego konkurencję. W tym przypadku ukarany został jedynie producent sprzętu, niemniej jednak zgodnie z przepisami można bez trudu wyobrazić sobie sytuację, w której karani są także dystrybutorzy na poszczególne państwa członkowskie UE.

Skromny zasięg branżowy

Prawnicy podkreślają, że zasięg branżowy unijnych regulacji jest skromny i dla wielu konsumentów może być rozczarowujący. Unijne przepisy dotyczyć będą zasadniczo bowiem tylko i aż sektora handlu internetowego.

Bartosz Mysiak, radca prawny w LSW Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy, wyjaśnia, że nowe rozporządzenie swą mocą nie obejmuje rynku audiowizualnego (a także innych usług polegających na przyznaniu dostępu do utworów chronionych m.in. prawem autorskim), usług transportowych, a także detalicznych usług finansowych, które regulowane są odrębnymi unijnymi przepisami.

– Oznacza to, że faktycznie zakaz geoblokowania nie będzie dotyczył sporej części unijnego rynku, na którym istnieje potencjał do transgranicznego rozwoju. Szczególne oczekiwania skierowane są wobec rynku utworów objętych prawem własności intelektualnej (m.in. muzyka, filmy, transmisje sportowe), gdzie stosowanie barier pozostało dozwolone z obawy o perturbacje na rynku producentów i dystrybutorów tych utworów – spostrzega mec. Mysiak.

Mówiąc prościej: np. Netflix, Showmax czy portale sportowe umieszczające skróty meczów nadal będą mogły różnicować swą ofertę w zależności od kraju pochodzenia użytkownika. Stosowane od 3 grudnia 2018 r. rozporządzenie nic w ich przypadku nie zmienia.

– Z perspektywy konsumenta rozporządzenie jest zatem sukcesem częściowym i pozostaje sprawą otwartą, czy, kiedy i w jaki sposób Unia zdecyduje się na wprowadzenie bezwzględnego zakazu geoblokowania wobec najbardziej wrażliwych branż. Pozostaje mieć nadzieję, że nie jest to ostatnie słowo unijnego prawodawcy i z biegiem czasu zostaną wypracowane rozwiązania uwzględniające interesy wszystkich zainteresowanych grup w dotychczas nieuwzględnionych obszarach – podkreśla mec. Bartosz Mysiak.

Sankcje za ograniczenie konkurencji

Początkowo, po uchwaleniu rozporządzenia nr 2018/302 wielu przedsiębiorców odetchnęło z ulgą. Pierwszą rzeczą, na którą niektórzy zwracali uwagę, były bowiem ewentualne sankcje przewidywane za naruszenie przepisów. Rozporządzenie zaś takich w swojej treści w zasadzie wprost nie przewiduje. Ale to ułuda. W rzeczywistości kary za łamanie przepisów o geoblokowaniu będą drakońskie. To efekt tego, że geoblokowanie będzie mogło zostać uznane zarówno za porozumienie ograniczające konkurencję, jak i – gdy sprzedaż prowadzona jest do konsumentów – za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów.

Tych, którzy się do nowych przepisów nie dostosują, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł ukarać na podstawie art. 106 i art. 106a ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 798 ze zm.).

To z kolei oznacza, że przedsiębiorcy będzie grozić kara pieniężna w wysokości nie większej niż 10 proc. obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary. Możliwe też będzie ukaranie bezpośrednio osoby zarządzającej podmiotem gospodarczym. Tu ustawa przewiduje sankcję do 2 mln zł.

Co istotne, przedsiębiorca będzie mógł zostać ukarany również za działanie nieumyślne. Oznacza to, że polski biznes e-commerce powinien szybko sprawdzić, czy nie stosuje rozwiązań technicznych mogących stanowić geoblokowanie. I jeśli tak, przebudować swoje strony internetowe, aby od 3 grudnia 2018 r. już tak nie robić.

Przedsiębiorca, który do rozporządzenia się nie dostosuje, może spodziewać się najpierw postępowania wyjaśniającego, w ramach którego będzie zobowiązany do udzielania informacji o prowadzonej działalności pod rygorem kary pieniężnej. Następstwem analizy przekazanych informacji oraz otrzymanych zawiadomień może być postępowania w przedmiocie koncyliacyjnego doprowadzenia do zaniechania praktyki i usunięcia jej skutków, a nawet postępowanie w przedmiocie nałożenia kary pieniężnej. ©

Polska ustawa: 7 dni na konsultacje

Unijne rozporządzenia są stosowane wprost. Rodzimy ustawodawca chce jednak uchwalić nowelizację ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Przede wszystkim po to, by określić, kto w Polsce będzie odpowiadał za ocenę stosowania nowych przepisów przez przedsiębiorców. Przekazany do konsultacji 26 października 2018 r. projekt ustawy przewiduje, że prezes UOKiK będzie organem odpowiedzialnym w relacjach przedsiębiorca ‒ konsument w zakresie naruszeń zbiorowych interesów konsumentów oraz w relacjach przedsiębiorca ‒ przedsiębiorca, gdy prezes uzna, że geoblokowanie stanowi praktykę ograniczającą konkurencję. W pozostałych przypadkach (np. sporu przedsiębiorcy kupującego towar u innego przedsiębiorcy) właściwe będą sądy powszechne, a podstawą roszczeń najczęściej przepisy o odszkodowaniach (głównie art. 415 kodeksu cywilnego). [więcej w tekście Dominika Jędrzejki]

Przedstawiciele przedsiębiorców, z którymi rozmawialiśmy, są jednak zaniepokojeni brzmieniem propozycji nowych przepisów krajowych. Te bowiem w niewielkim stopniu dotyczą samego geoblokowania, bardziej zaś pozycji i uprawnień prezesa UOKiK.

– Tuż przed długim weekendem dostaliśmy projekt do konsultacji z zakreślonym siedmiodniowym terminem na przesłanie uwag. Można powiedzieć wprost, że rządzący chcą ominąć procedurę konsultacji i przepchnąć kolanem ustawę – mówi nam jeden z przedsiębiorców.

Prezes UOKiK z nadania, nie z konkursu

Negatywnie do projektu ustawy odnosi się także BCC. Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonga Ozga oraz ekspert prawny BCC, przekonuje, że proponowane rozwiązania są złe. Projekt nowelizacji zakłada bowiem, że prezes UOKiK będzie powoływany przez prezesa Rady Ministrów na sześcioletnią kadencję i ta sama osoba nie będzie mogła być prezesem urzędu więcej niż przez dwie kadencje.

– Bardzo istotne, w porównaniu ze stanem obecnym jest to, że w projekcie ustawy odchodzi się od naboru na stanowisko prezesa urzędu w drodze otwartego i konkurencyjnego konkursu na rzecz jednoosobowego powołania przez prezesa Rady Ministrów. Otwarty i konkurencyjny nabór na stanowisko prezesa UOKiK daje dużo większą rękojmię objęcia urzędu przez osobę kompetentną i odpowiednio przygotowaną merytorycznie. Powołanie na urząd osoby w wyniku jednoosobowej decyzji, i to bez konkursu, jest niedobrym rozwiązaniem – uważa Radosław Płonka. I przypomina, że nawet projektodawca powołuje się w ocenie skutków regulacji na unijną dyrektywę ECN+ (czyli dyrektywę dotyczącą nadania organom ochrony konkurencji państw członkowskich uprawnień w celu zapewnienia skuteczniejszego egzekwowania reguł konkurencji i należytego funkcjonowania rynku wewnętrznego). Będzie ona nakładała na państwa członkowskie UE obowiązek przyjmowania regulacji m.in. w zakresie jasno określonych kryteriów powołania osób pełniących funkcję organów antymonopolowych.

– Tymczasem nowelizacja, która w założeniu ma być odpowiedzią na unijne wymogi, wprowadza mechanizm powołania prezesa UOKiK jednoosobową decyzją prezesa Rady Ministrów, co będzie rozwiązaniem niezapewniającym jasno określonych kryteriów powołania prezesa polskiego urzędu antymonopolowego. A co za tym idzie, zmiany mające zapewnić zgodność z prawem unijnym w praktyce będą z tymże prawem niezgodne – przekonuje Radosław Płonka. 

opinie ekspertów

Nadal będzie można ograniczyć ofertę tylko do wybranego rynku

Bartosz Mysiak radca prawny w kancelarii LSW Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy

Przepisy należy uznać za niewątpliwie korzystne z perspektywy konsumentów. Dotyczy to również przedsiębiorców, których w równym stopniu obejmą pozytywne skutki rozporządzenia, jeżeli są użytkownikami końcowymi, a więc nie dokonują zakupu w celu dalszej odsprzedaży towaru lub usługi.

Skutkiem przepisów nie powinno być zmuszenie przedsiębiorcy, aby oferował usługi w całej Unii Europejskiej – nawet w sytuacji, gdy działa na rynku internetowym. Trzeba bowiem pamiętać, że świadczenie usług lub dostawa niektórych towarów do poszczególnych krajów członkowskich może wiązać się z dodatkowymi obowiązkami, m.in. dotyczącymi ochrony środowiska, prawa konsumenckiego, spraw fiskalnych lub obowiązków informacyjnych, np. na etykietach produktów. Przedsiębiorca może nie mieć środków i wiedzy, by sprostać tego typu wymaganiom w zgodzie z prawem wszystkich państw. Z tych uzasadnionych powodów ma on prawo zdecydować się na ograniczenie swojej oferty jedynie do wybranych rynków i nie będzie to stanowić dyskryminacji w rozumieniu rozporządzenia. Dla lokalnych przedsiębiorców wprowadzane przepisy staną się zatem istotne dopiero w sytuacji planowania zagranicznej ekspansji.

Obowiązki i zakazy zawarte w rozporządzeniu skierowane są przede wszystkim do międzynarodowych koncernów, które działają we wszystkich lub w większości państw Unii i różnicują swoją ofertę w zależności od kraju pochodzenia klienta. Nowe prawo stawia przed nimi wiele wyzwań, w tym konieczność ujednolicania stron internetowych, aplikacji i procedur sprzedażowych, a także renegocjowania niektórych umów (w szczególności dystrybucyjnych), aby ostatecznie wyeliminować praktyki dyskryminujące klientów z różnych państw członkowskich – ze szczególnym naciskiem na nieuzasadnione różnice w cenie.

Zmiany te z pewnością wygenerują pewne koszty, które w jakimś zakresie mogą zostać przerzucone na klientów końcowych. Nie można wykluczyć, że w niektórych przypadkach spowoduje to ujednolicenie cen towarów i usług w całej UE – poprzez podniesienie ich na tych rynkach, gdzie dotychczas były najniższe. Ostatecznie jednak znoszenie barier rynkowych powoduje wzmocnienie konkurencji, co z kolei wywołuje presję na obniżkę cen. Jeżeli nawet wystąpią pewne chwilowe perturbacje, to z perspektywy klienta końcowego nowe unijne prawo w dłuższej perspektywie powinno przynieść skutki jedynie pozytywne. Nowe wymogi prawne nie wydają się też na tyle uciążliwe, aby sprawić poważne problemy dużym przedsiębiorcom.

©

Problemy ze stosowaniem mogą rodzić różne krajowe przepisy o reklamacjach

Patrycja Kaznowska associate w kancelarii Świeca i Wspólnicy

Na wejściu w życie rozporządzenia skorzystają zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy. Rozporządzenie nie różnicuje praw konsumentów i przedsiębiorców, co oznacza, że podczas zakupu towarów lub usług obie grupy zostały zrównane. Jest to niewątpliwie korzystne rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy na gruncie przepisów krajowych mają słabszą pozycję w stosunku do konsumentów. Jednocześnie zasady sprzedaży na rynku wspólnotowym zostaną uproszczone, w szczególności z punktu widzenia małych i średnich przedsiębiorców. Celem rozporządzenia jest zapewnienie klientom możliwości jednolitego dostępu do oferty nie tylko podczas dokonywania zakupów produktów za pośrednictwem sklepów internetowych, lecz także podczas podróży zagranicznych w celu zakupu danej usługi czy towaru. Jednocześnie rozporządzenie ma wyeliminować praktyki dyskryminacyjne wprowadzane zwykle przez ogólne warunki i inne informacje ustalane i stosowane przez handlowca lub w jego imieniu jako warunek konieczny do uzyskania dostępu do danych towarów lub usług, obejmujące m.in. ceny, warunki płatności oraz dostawy. Podkreślenia wymaga, że dla celów omawianego rozporządzenia nie należy traktować warunków negocjowanych indywidualnie między handlowcem a klientami jako ogólnych warunków dostępu, co pozostawia swobodę regulacji w szczególności w transakcjach między przedsiębiorcami.

Od 3 grudnia 2018 r., dokonując zakupu w sklepie internetowym, nie zostaniemy automatycznie przekierowani na stronę internetową w języku odpowiednim dla naszej lokalizacji. Jako klienci zyskamy więc dostęp do całej oferty dostępnej w kraju sprzedawcy. Takie zapisy niosą jednak ryzyko zrównania cen na terenie całej Unii Europejskiej, co z kolei może okazać się niekorzystne ze względu na różnicę PKB nominalnego per capita w UE. Może się bowiem okazać, że zyskamy dostęp do całego wachlarza usług czy towarów, na które nie będzie nas w rzeczywistości stać.

Wydaje się, że największe problemy ze stosowaniem przepisów rozporządzenia może budzić brak harmonizacji prawa krajowego w stosunku do prawa wspólnotowego. Jako przykład można podać przepisy dotyczące reklamacji, które w krajach członkowskich unormowane zostały w odmienny sposób. Powstanie więc wątpliwość, czy w takim stanie faktycznym dochodzi do dyskryminacji na tle przepisów rozporządzenia. ©

Rozporządzenie ułatwi działalność także przedsiębiorcom

Julia Padlewska prawnik w kancelarii FKA Furtek Komosa Aleksandrowicz

Na nowych regulacjach zyskają niewątpliwie konsumenci, dla których rynek e-commerce stanie się jeszcze łatwiej dostępny i ponadterytorialny. Dotychczasowe wprowadzanie barier w transgranicznej działalności handlowej wiązało się z różnicowaniem nie tylko cen, lecz także dostępności towarów i usług w zależności od danego kraju. Zniesienie takich ograniczeń umożliwi mieszkańcom wszystkich państw członkowskich równe korzystanie z oferty online danego przedsiębiorcy. Rozporządzenie w takim samym stopniu dotyczy przedsiębiorców, jeżeli dokonują oni zakupu dóbr lub usług w innym państwie członkowskim.

Dla małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce oznacza to możliwość rozszerzenia swojej oferty i otwarcia się na nowych klientów, a także odblokowanie rynku w kontekście pozyskiwania towarów i usług potrzebnych do prowadzenia własnej działalności. W skali makro jest to kolejny krok w stronę rozwoju branży e-commerce, polegający na udostępnianiu większej ilości towarów i usług dobrej jakości w coraz niższej cenie.

Nowa regulacja może się wiązać z dodatkowymi kosztami dla przedsiębiorców, modyfikacji wymagają bowiem regulaminy sklepów internetowych, potrzebne są też zmiany w funkcjonowaniu samych sklepów. Konieczna może być również analiza umów dystrybucyjnych, jeżeli ograniczono w nich sprzedaż do terytorium kilku państw członkowskich.

W celu pełnego wdrożenia rozporządzenia konieczna jest także nowelizacja prawa krajowego. ©

Co nakazuje rozporządzenie handlującym w sieci

To ostatni dzwonek dla przedsiębiorców prowadzących internetową sprzedaż. Nowe przepisy wymagają co najmniej przeglądu prowadzonej działalności. Oferujący towar w sprzedaży zagranicznej powinni m.in. rozbudować informacje udzielane konsumentom

Lepszy dostęp konsumentów i przedsiębiorców do towarów i usług w całej Unii Europejskiej jest jednym z podstawowych celów rozwoju jednolitego rynku wspólnotowego.

Choć już na gruncie obowiązujących przepisów państwa członkowskie zapewniają, by usługodawcy prowadzący działalność w Unii nie traktowali usługobiorców w zróżnicowany sposób ze względu na ich przynależność państwową lub miejsce zamieszkania, to okazało się, że w czasach intensywnego rozwoju sprzedaży na odległość konieczne stało się doprecyzowanie tych regulacji. Dokonano tego w rozporządzeniu 2018/302/UE z 28 lutego 2018 r. w sprawie nieuzasadnionego blokowania geograficznego oraz innych form dyskryminacji klientów ze względu na przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub miejsce prowadzenia działalności na rynku wewnętrznym, powszechnie nazywanym rozporządzeniem o geoblokowaniu. Jego przepisy znajdą bezpośrednie zastosowanie wobec polskich przedsiębiorców i konsumentów już od 3 grudnia 2018 r. Warto zatem wcześniej wiedzieć, co się zamieni i jakie ryzyko jest związane z nieuwzględnieniem nowych regulacji, zwłaszcza że przedsiębiorcy oferujący towar w sprzedaży zagranicznej niekiedy będą zmuszeni do rozbudowania informacji udzielanych konsumentom na etapie poprzedzającym zawarcie umowy.

Z dyskryminacją bazującą na czynniku geograficznym zetknął się prawdopodobnie niejeden polski konsument, doznając przy tym uczucia uzasadnionej frustracji lub mając poczucie niesprawiedliwości. Ale geoblokowanie jest niekorzystne nie tylko dla samych konsumentów. W podobny sposób należy je oceniać również w aspekcie całego rynku: zjawisko to blokuje rozwój całego handlu cyfrowego, powoduje ograniczenie dostępu do produktów i usług przedsiębiorców innych państw członkowskich, a także dzieli rynek. Rozporządzenie 2018/302/UE ma być lekarstwem na wyżej wskazane problemy, ale wiązać się będzie jednocześnie z koniecznością respektowania jego postanowień przez polskich przedsiębiorców.

Geoblokowanie – czyli co

Według definicji zawartej w motywie 1 rozporządzenia z praktyką blokowania geograficznego mamy do czynienia, gdy handlowcy działający w jednym państwie członkowskim blokują lub ograniczają dostęp do swoich interfejsów internetowych, takich jak strony internetowe i aplikacje, klientom z innych państw członkowskich, którzy chcą zawierać transakcje transgraniczne.

W jakiej postaci właściwie można zatknąć się w praktyce z blokowaniem geograficznym i czy rzeczywiście ma ono znacznie z praktycznego punktu widzenia? Może to być przykładowo odmowa sprzedaży do innego kraju UE; ukryte przekierowanie klienta na inną stronę, oferowanie różnorodnych warunków sprzedaży; utrudnianie płatności konsumentom pochodzącym z innego państwa członkowskiego przez dodatkowe opłaty czy też ograniczony dostęp do funkcjonalności sklepu internetowego ze względu na IP urządzenia, z którego konsument korzysta z internetu. W praktyce blokowaniem geograficznym będą odmienne ceny biletów na koncert dla kupującego z Polski i Niemiec czy też ograniczony dostęp do serwisu gwarancyjnego dla nabywcy z Chorwacji dokonującego zakupu internetowego w Polsce.

Co musi polski e-sklep

Rozporządzenie nie nakłada obowiązku sprzedaży transgranicznej na polskich przedsiębiorców, a jedynie nakazuje zaniechanie praktyk dyskryminujących, jeśli przedsiębiorca na obrót z zagranicą się zdecyduje. Artykuł 1 ust. 2 rozporządzenia stanowi wprost, że nie ma ono zastosowania do sytuacji czysto wewnątrzkrajowych, gdy wszystkie istotne elementy transakcji mają miejsce w obrębie jednego państwa członkowskiego.

W konsekwencji w dalszym ciągu przedsiębiorca może ograniczyć się do oferowania towarów i usług wyłącznie na terytorium RP i odmawiając realizacji zamówienia z zagranicy, nie naruszy zakazu geoblokowania, jeśli jego wola działania wyłącznie na rynku krajowym jest jasno zakomunikowana. Z tym ostatnim jednak bywa różnie, gdyż nierzadko przedsiębiorcy chcą korzystać z okazyjnych transakcji zagranicznych, ale nie mają zamiaru dostosowywać swojej działalności do regulacji obowiązujących na danym rynku, gdyż wiąże się to z kosztami. Zauważyć trzeba jednak, że z ryzyko związane z przepisami rozporządzenia zaktualizuje się dla polskich przedsiębiorców o tyle, o ile będą oni w stanie zachęcić konsumentów z innych państw członkowskich do dokonywania transakcji transgranicznych. Dopiero wówczas możliwe będzie bowiem ewentualne sygnalizowanie działań dyskryminacyjnych, jeśli takie w praktyce się pojawią.

Zakres zastosowania

Podstawą rozporządzenia jest oczywiście wyrażony w art. 3 ust. 1 zakaz dyskryminacji klientów ze względu na przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub miejsce prowadzenia działalności na rynku wewnętrznym. I choć zakaz ten należy interpretować możliwie szeroko i odnosić do każdego etapu zawarcia umowy – to jednak nie ma on charakteru bezwzględnego.

Sytuacja konsumentów nabywających towar w kraju przedsiębiorcy nie musi być zawsze taka sama jak konsumentów, którzy dokonują nabycia z zagranicy, ale podstawą ich różnicowania nie może być pochodzenie. Przykładowo uzasadnione może być różnicowanie ze względu na koszt dostawy, ale tylko wówczas, gdy czynnikiem decydującym jest odległość, a nie fakt konieczności przekroczenia granicy.

Mówiąc o obowiązywaniu zakazu na każdym etapie umowy, należy wskazać, że znajdzie ona zastosowanie zarówno w sferze obowiązków informacyjnych i przekazu marketingowego (etap przedkontraktowy), jak i w odniesieniu do warunków samej umowy (etap kontraktowania), aż po obsługę posprzedażową (etap pokontraktowy).

Jakie wyłączenia

Warto również wskazać, że rozporządzenie 2018/302/UE nie wprowadza definitywnego zakazu geoblokowania w każdym sektorze. Katalog wyłączeń (wskazany m.in. w art. 1 ust. 3) jest szeroki, jednak z praktycznego punktu widzenia na uwagę zasługuje kilka jego pozycji (infografika).

Duży problem konsumentów w całej Unii Europejskiej

Po pierwsze – usługi audiowizualne, w tym usługi dostępu do transmisji wydarzeń sportowych i które są świadczone na podstawie wyłącznych licencji terytorialnych, nie zostały objęte omawianą regulacją mimo ostrej dyskusji na etapie prac legislacyjnych. Oznacza to, że w przypadku transmisji wydarzenia sportowego przez polskiego przedsiębiorcę (np. gala sztuk walki), będzie on uprawniony do ograniczona dostępności tej usługi wyłącznie na terenie RP i przykładowo kilku wybranych państw członkowskich.

Po drugie – warto wspomnieć o usługach finansowych (bankowość, działalność kredytowa, ubezpieczenia), które również mogą być oferowane w różnych wariantach ze względu na pochodzenie.

Z innych istotnych wyłączeń na uwagę zasługują usługi zdrowotne, usługi agencji pracy tymczasowej czy też usługi w dziedzinie transportu.

Między firmami też działa

Kolejny aspekt o charakterze ogólnym to stosowanie rozporządzenia również do transakcji realizowanych między przedsiębiorcami, przy czym z pewnymi ograniczeniami: nie mogą one zmierzać do dalszej odsprzedaży towarów i usług. Dla polskiego porządku prawnego takie objęcie ochroną właściwą dla prawa konsumenckiego także transakcji w relacjach B2B wydawać się może zaskakujące.

Dostęp do towarów i usług

Podstawowym założeniem rozporządzenia jest, że przedsiębiorca powinien zagwarantować możliwość nabycia towarów i usług w państwie, do którego oferuje dostawę, na zasadach równych dla każdego odbiorcy. Przyjmuje się więc zasadę, że jeśli przedsiębiorca zdecydował się zaoferować towaru i usługi w sprzedaży transgranicznej, to nie może dyskryminować ich nabywców. Nie dotyczy to jednak zapewnienia dostępu do utworów chronionych prawem autorskim i innych przedmiotów objętych ochroną o charakterze niematerialnym. W praktyce więc usługa polegająca na zaoferowaniu utwór wideo do pobrania lub w dostępie online może być ograniczona dla odbiorców z danego państwa członkowskiego. Takie ograniczenia wymuszone zostały zasadami dotyczącymi licencji terytorialnych na udostępniania utworów, choć wydaje się, że właśnie w tym aspekcie zakaz geoblokowoania byłby najbardziej odczuwalny dla polskiego konsumenta. Według licznych dostępnych badań polscy konsumenci najczęściej spotkali się z geoblokowaniem właśnie w odniesieniu to tego typu usług i jestem przekonany, że wejście w życie nowych regulacji jest powszechnie odbierane właśnie jako ich uwolnienie. Podobne ograniczenia mogą zostać zastosowane w stosunku do kształtowania cen książek, jeśli wynika to z wewnętrznych regulacji państw członkowskich (art. 4 ust. 5).

Zagwarantowania dostępności na równych zasadach nie należy natomiast utożsamiać z koniecznością bezwzględnego zagwarantowania równych cen i takich samych warunków umownych każdemu klientowi. Warunki te można różnicować przykładowo przez stosowanie programów lojalnościowych dla stałych klientów czy też dla klientów nabywających towary o określonej wartości. Można rozważyć również różnicowanie w zależności od tego, czy transakcję zawiera konsument, czy też przedsiębiorca. Podział nie może jednak bazować na pochodzeniu klienta.

Interfejs internetowy

Rozporządzenie posługuje się pojęciem interfejsu internetowego, przez które, jak wskazano w art. 2 pkt 16 rozporządzenia, należy rozumieć wszelkiego rodzaju oprogramowanie, w tym stronę internetową lub jej część oraz aplikacje, w tym aplikacje mobilne obsługiwane przez przedsiębiorcę lub na jego rzecz, które służy do zapewnienia klientom dostępu do towarów lub usług w celu zawarcia transakcji. Interfejs internetowy przedsiębiorcy nie może blokować lub ograniczać dostępu klientów z uwagi na ich przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub prowadzenia działalności gospodarczej (mowa o tym w art. 3 ust. 3 rozporządzenia).

W praktyce oznacza to, że przedsiębiorcy, projektując swoje strony www lub aplikacje mobilne, nie powinni stosować takich rozwiązań technologicznych, które uniemożliwiają lub utrudniają korzystanie z nich przez klientów z innych państw członkowskich w łatwy sposób. Dostępność i swoboda korzystania powinny zostać zapewnione w sensie funkcjonalnym, a więc przez praktyczne zastosowanie takich mechanizmów, które pozwolą bez przeszkód zapoznać się z ofertą, przeprowadzić transakcję oraz skorzystać z uprawnień z nią związanych, przykładowo takich jak odstąpienie od umowy bez podania przyczyny czy też rękojmia.

Nie jest całkowicie wykluczone stosowanie stron www przeznaczonych dla klientów zagranicznych, jednak przekierowanie na taką stronę powinno być wyraźne, a warunki jej wykorzystania – niedyskryminujące (patrz art. 3 ust. 2). W praktyce blokowanie geograficzne może być przecież uzasadnione koniecznością przestrzegania przepisów wewnętrznych danego państwa (przykładowo zakaz reklamy określonych produktów lub ograniczenia wiekowe w dostępie do treści). W takiej sytuacji przedsiębiorca będzie uprawniony do stosowania geoblokowania, ale będzie musiał wykazać obiektywną przyczynę takiego stanu rzeczy. Podanie tej przyczyny klientowi będzie również wymagane na poziomie dostępu do interfejsu internetowego, a co za tym idzie – już na tym etapie należy takie uzasadnienie przemyśleć i nie można ograniczyć się do przyjęcia założenia, że zostanie ono podane w przypadku ewentualnego wezwania organów ochrony prawa konsumentów.

Instrumenty płatnicze

Również w odniesieniu do zasad płatności rozporządzenie w art. 5 wymaga, by transakcje płatnicze były co do zasady akceptowane na takich samych zasadach, niezależnie od pochodzenia klienta czy też miejsca jego rachunku bankowego. W praktyce oznacza to zakaz pobierania dodatkowych opłat w przypadku transakcji zagranicznych, ale również obowiązek oferowania analogicznych metod płatności w odniesieniu do wszystkich państw członkowskich. Istotna jest jednak możliwość zastrzeżenia akceptowalnej waluty, do czego przedsiębiorca ma prawo, pod warunkiem że zastrzeżenie to będzie miało charakter ogólny, czyli będzie dotyczyło wszystkich klientów.

Z zakazem geoblokowania w odniesieniu do płatności wiąże się również możliwość wstrzymania dostawy do czasu potwierdzenia odpowiedniego zainicjowania płatności zagranicznej. Takie uprawnienie (wskazane w art. 5 ust. 2) związane jest z różnorodnym ryzkiem wykorzystania instrumentów płatniczych pochodzących z państw nieznanych przedsiębiorcy.

W praktyce polski przedsiębiorca nie będzie zobowiązany do uznawania instrumentów płatniczych marek lub rodzajów innych niż ogólnie akceptowalne. Niemniej jednak, jeśli jakiś model płatności jest akceptowany, to nie można odmówić przyjęcia zapłaty tylko z uwagi na to, że korzystający z niego konsument pochodzi z innego państwa UE. Jeśli np. dopuszczamy zapłatę przelewem z rachunku bankowego, to automatycznie akceptowalny powinien być przelew z każdego państwa członkowskiego. Nie jest to obowiązek nowy, ale rozporządzenie rozciąga go na inne metody płatności. Polski przedsiębiorca oferujący dostawę towaru na tereny Polski oraz Słowacji nie powinien zastrzegać, że towar za pobraniem wysyła wyłącznie na teren Polski, a w przypadku dostawy na teren Słowacji wymaga wcześniejszej przedpłaty. W obu przypadkach klienci powinni mieć identyczne warunki zakupu.

Egzekwowanie

Choć trwają prace nad ustawą, której założeniem jest dostosowanie prawa krajowego do przepisów rozporządzenia, to obecnie polskie regulacje prawne w zasadzie nie wymagają wielu istotnych modyfikacji w celu zapewnienia stosowania jego przepisów.

Do najistotniejszych wymogów należy w zasadzie określenie podmiotu powołanego do udzielania pomocy konsumentom (taki obowiązek narzuca na państwa członkowskie art. 8 rozporządzenia). W Polsce będzie nim oczywiście prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Konieczne jest natomiast poszerzenie jego kompetencji. Jak bowiem wskazano w tekście poprzedzającym, naruszenie zakazu geoblokowania będzie wiązało się z odpowiedzialnością przed prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Można jedynie przypuszczać, że postępowania tego rodzaju nie będą częstą działalnością polskiego urzędu, gdyż ich inicjowanie będzie z reguły wynikało z naruszenia praw konsumentów z innych państw członkowskich. Z innej strony należy brać pod uwagę, że 17 stycznia 2020 r. wejdzie w życie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/2394 z 12 grudnia 2017 r. w sprawie współpracy między organami krajowymi odpowiedzialnymi za egzekwowanie przepisów prawa w zakresie ochrony konsumentów i uchylające rozporządzenie (WE) nr 2006/2004. Akt ten przewiduje znaczne zacieśnienie współpracy między organami państw członkowskich odpowiedzialnymi za ochronę praw konsumentów, a co za tym idzie, notyfikacja naruszeń z innych państw członkowskich będzie dla konsumentów łatwiejsza i częściej może doprowadzić do zainicjowania postępowania. Również polski konsument może zakładać, że w przypadku skargi do prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów ta zostanie przekazana wedle właściwości do odpowiedniego organu państwa członkowskiego, na terenie którego siedzibę ma przedsiębiorca naruszający zakaz.

Na marginesie pozostaje dodać, że rozporządzenie zachęca do umożliwiania występowania z powództwami indywidualnymi, ale nie wydaje się, by prowadzenie sporu na terenie obcego państwa było atrakcyjne z punktu widzenia konsumenta. W tym wypadku korzystniejsze może okazać się skorzystania z mechanizmów polubownego rozwiązywania sporów.

Przygotowanie do wdrożenia

Jak wynika z obserwacji, przygotowania do wdrożenia przepisów rozporządzenia w przypadku wielu dużych przedsiębiorców trwają już od daty jego uchwalenia. Niemniej jednak ci przedsiębiorcy, którzy nie poodejmowali jeszcze jakichkolwiek działań, powinni zacząć od dokonania oceny, czy w ogóle są zainteresowani świadczeniem usług transgranicznych. W praktyce często obcojęzyczne wersje stron internetowych nie wiążą się z faktyczną wolą realizowania transakcji na rynkach zagranicznych.

W przypadku odpowiedzi twierdzącej wskazana będzie analiza platform wykorzystywanych w ramach działalności pod kątem ich spójności oraz w celu wyeliminowania potencjalnych elementów dyskryminujących. Interfejsy internetowe powinny zostać ocenione pod kątem praktycznym i prawnym. Jeśli natomiast konieczne będzie pozostawienie jakiegoś elementu różnicującego, to wskazana jest dodatkowa ocena prawna przesłanek jego stosowania oraz uzasadnienie, że jest to rozwiązanie konieczne z innych przyczyn. Jest to o tyle istotne, że obowiązek informacyjny powinien zostać w tym zakresie poszerzony przed wejściem w życie przepisów rozporządzenia.

Ostatecznie warto każdorazowo pochylić się nad ewentualnym sygnałem ze strony konsumenta zagranicznego, że czuje się on dyskryminowany w określony sposób. Niekiedy bowiem trudno dostrzec wszystkie ograniczenia, jakie napotykają odbiorcy towarów i usług z rynków zagranicznych, z perspektywy kraju swojej siedziby. ©

opinia eksperta

Sklepy online muszą zweryfikować swoje regulaminy

Agnieszka Wiercińska-Krużewska adwokat, starszy partner w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr

Co w praktyce oznacza wejście w życie rozporządzenia? Przedsiębiorcy muszą zweryfikować swoje regulaminy i polityki sprzedaży pod kątem ograniczeń w dostępności towarów lub usług na danym terytorium, muszą sprawdzić stosowane rozwiązania informatyczne pod kątem blokowania dostępu dla użytkowników na danym terytorium lub innych ustawień różnicujących użytkowników w związku z pochodzeniem, muszą wprowadzić politykę uzyskiwania i przechowywania zgód na przekierowanie, o ile takie przekierowania będą stosowane. Ponadto przedsiębiorcy będą musieli zweryfikować wersje swojej strony internetowej przeznaczone na różne rynki lokalne pod kątem ewentualnych, nieuzasadnionych różnic pomiędzy nimi, w szczególności dotyczących ceny lub możliwej metody płatności.

Takie zmiany zawsze wiążą się z nakładami finansowymi, które w sposób szczególny dotkną małych i średnich przedsiębiorców. Niepewny jest również efekt ujednolicenia polityki cenowej, do czego zobowiązani będą sprzedawcy. Choć sama idea jest słuszna, w niektórych przypadkach może się okazać, że produkty lub usługi do tej pory dostępne w niższej cenie na terenie Polski będą cenowo zrównane z ich ofertą dla innych państw, powodując jej podniesienie.

Przedmiotem omawianej regulacji nie jest obowiązek sprzedawania produktów we wszystkich krajach UE, ale zapewnienie, że klienci będą traktowani jednakowo w jednakowych sytuacjach. Jeżeli zatem sprzedawca z Polski nie decyduje się na oferowanie swoich produktów lub usług na tereny innych państw, nadal nie będzie do tego zobowiązany. Nie będzie jednak mógł blokować dostępu do swojej oferty na terenie państwa macierzystego. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.