Dziennik Gazeta Prawana logo

Studencie, płać albo cię zlicytują

30 czerwca 2018

Uczelnie sprzedają nieuregulowane opłaty za studia windykatorom

Do tej pory obowiązywała zasada, że szkoły wyższe na dochodzenie roszczeń od studentów mają dwa lata. W lipcu Sąd Okręgowy w Słupsku orzekł jednak, że zaległe czesne przedawnia się dopiero po 10 latach. To rozstrzygnięcie dało furtkę zarówno uczelniom, jak i firmom windykacyjnym, które wykupiły od nich długi, do ponownego wnioskowania o zwrot naliczonego czesnego.

- Od kilku lat nikt się nie odzywał, byłem pewien, że firma windykacyjna uznała moje argumenty wskazujące, że opłaty się uczelni nie należą, i zamknęła sprawę - opowiada Karol Nowak, były student Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej (AHE) w Łodzi, od którego wierzyciel domaga się zapłaty prawie 7,5 tys. zł. - W ostatnich dniach otrzymałem pismo z wezwaniem do zapłaty pod rygorem złożenia sprawy do sądu. W takiej sytuacji znajdują się tysiące osób - dodaje nasz rozmówca.

Problem w tym, że wiele z nich nawet nie wie, iż uczelnia nalicza dług mimo rezygnacji z nauki. Ci, do których drzwi wierzyciele już zapukali, założyli w internecie specjalne forum. Nie zgadzają się z polityką szkół wyższych i takim handlem ich należnościami.

- Na uczelni ostatni raz byłem w 2003 r., a rachunek dostałem również za 2006 r. - podaje Karol Nowak.

Mariusz Astasiewicz, radca prawny z Kancelarii Prawnej Maria Szewczyk-Janicka i Wspólnicy Sp. k. reprezentujący firmę windykacyjną KGPN, wskazuje, że jeśli student przestaje chodzić na zajęcia, nie oznacza to, iż umowa została rozwiązana.

- Nadal naliczana jest opłata czesnego - wskazuje.

Dodaje, że student, który nie chce dalej korzystać z usług uczelni, powinien złożyć oświadczenie woli o wypowiedzeniu umowy albo rozwiązać ją za porozumieniem stron.

- Zaprzestanie chodzenia na wykłady nie stanowi oświadczenia woli, jest co najwyżej pogwałceniem obowiązków studenta - dodaje Astasiewicz.

To jednak budzi kontrowersje. - Nie przystąpiłem do sesji, nie zdałem egzaminów, jakim prawem uczelnia wpisała mnie na kolejny semestr i domaga się zapłaty? - pyta Karol Nowak.

Eksperci wskazują, że szkoła wyższa ma prawo domagać się zapłaty jedynie za świadczenia, z których student korzystał.

- Jeśli nie dopełni on formy rezygnacji przewidzianej regulaminem studiów, nie znaczy to jeszcze, że uzyskał świadczenie, za które uczelni powinien zapłacić. Posiadanie statusu studenta nim nie jest - zauważa Marcin Chałupka, prawnik, ekspert ds. szkolnictwa wyższego.

To stanowisko popiera również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).

- Gdy student odstąpi od umowy czy zrezygnuje z oferty, uczelnia ma prawo zatrzymać część wynagrodzenia za zajęcia przez niego wykorzystane, ale nie za te, które odbędą się w przyszłości - tłumaczy Małgorzata Cieloch, rzecznik UOKiK.

@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.00000010b.802.jpg@RY2@

Niedozwolone opłaty za studia zawarte w umowach ze studentami

Urszula Mirowska-Łoskot

urszula.mirowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.