Żegnaj użytkowanie wieczyste, witajcie kłopoty ze sprzedażą mieszkań
D o paraliżu na rynku nieruchomości ze względu na powszechne uwłaszczenie być może nie dojdzie (jak to jeszcze niedawno wieszczyli niektórzy), ale wszystko wskazuje na to, że kupujący i sprzedający mieszkania na gruntach, które do niedawna znajdowały się w użytkowaniu wieczystym, muszą przygotować się na spore zawirowania w urzędach i sądach wieczystoksięgowych. Przede wszystkim już dziś jest pewne, że proces sprzedaży się wydłuży. A wszystko przez kłopot z szybkim uzyskaniem zaświadczenia o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego we własność. Jak wynika z ustawy, jest ono niezbędne, by zawrzeć transakcję sprzedaży nieruchomości. Teoretycznie w takiej sytuacji gminy czy starostowie powinni je na życzenie wydać w ciągu 30 dni. Ale już dziś wiadomo, że w praktyce – i to w wielu miastach – może być trudne. Ot choćby w Warszawie: burmistrzowie dzielnic w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że nie zdążą, bo nie mają pieniędzy na stworzenie dodatkowych etatów. Wprawdzie Krajowa Rada Notarialna w wydanym niedawno stanowisku zapowiedziała, że w niektórych sytuacjach – m.in. tam, gdzie z lokalem stanowiącym odrębną nieruchomość związany jest udział w nieruchomości wspólnej (np. w domach wielorodzinnych czy spółdzielczych) – notariusze mogą sporządzić akt notarialny bez zaświadczenia. Ale jednocześnie przyznaje, że ta ulgowa taryfa nie dotyczy już domów jednorodzinnych czy sprzedaży na rynku pierwotnym przez deweloperów. A poczucie chaosu i niepewności powiększa fakt, że do tej praktyki notariuszy różnie będą podchodzić poszczególne sądy. Niektóre zapowiedziały, że będą bezwzględnie wymagać wniosku, mimo że nawet Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju popiera pomysł notariuszy.
W jeszcze gorszej sytuacji są ci, którzy kupują nieruchomość na kredyt. I to nie tylko dlatego, że banki w większości stoją na stanowisku, że zaświadczenie jest potrzebne. W ich przypadku kłopoty powiększą też coraz bardziej realne widmo zatorów w wydziałach ksiąg wieczystych. A to oznacza wyższe koszty związane z wyższymi marżami nakładanymi przez banki w okresie, kiedy hipoteka nie została jeszcze wpisana – nawet o kilkaset złotych miesięcznie w przypadku przeciętnego kredytu. No, ale to rewolucja, a czyż ta nie wymaga ofiar? ©℗
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.