Lekarze spoza Unii pod sędziowski młotek
Resort zdrowia czy samorząd lekarski? Trwa gorący spór, kto ma decydować o tym, czy lekarz spoza UE może pracować w Polsce
Powodem konfliktu jest ustawa, która miała w czasie epidemii ułatwić ściągniecie kadry medycznej z zagranicy. Weszła w życie w końcówce zeszłego roku. Wprowadzono w niej dwa nadzwyczajne tryby. Ten sporny wprowadza szybką ścieżkę dla medyków spoza UE do Polski. Główną rolę gra w niej minister zdrowia. Na podstawie wymienionych w ustawie kryteriów minister udziela zgody na wykonywanie zawodu lekarza. A są to m.in. złożenie oświadczenia o znajomości języka polskiego przez kandydata, wykazanie się dyplomem lekarskim, doświadczeniem zawodowym plus zaświadczeniem od podmiotu, który chce medyka zatrudnić. Dalej, zgodnie z ustawą, na podstawie decyzji ministra okręgowa izba lekarska w ciągu 7 dni powinna podjąć decyzję w sprawie przyznania takiej osobie zgody na prawo do wykonywania zawodu lekarza.
Tyle że, zdaniem środowiska, sama decyzja ministra to za mało. Jak przekonuje Andrzej Matyja, szef samorządu lekarskiego, okręgowa izba lekarska ma obowiązek weryfikowania dokumentów poświadczających kwalifikacje zawodowe lekarza, który chce leczyć w Polsce. Przywołuje w tym kontekście m.in. kodeks postępowania administracyjnego. – Nie możemy wydać zgody tylko na podstawie decyzji wydanej przez Ministerstwo Zdrowia – mówi. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej tłumaczy, że prawo wykonywania zawodu równa się wpisowi do Rejestru Lekarzy w Polsce; a lekarz przynależący do Izby musi spełniać ustawowe obowiązki – w tym zasady wynikające z kodeksu etyki lekarskiej, podlega też odpowiedzialności zawodowej. Z kolei jak podkreśla mec. Wojciech Idaszak z Naczelnej Izby Lekarskiej, to samorząd ponosi odpowiedzialność za to, kogo dopuszcza do pracy na polski rynek i sprawuje nadzór nad wykonywaniem zawodu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.