Gdy urząd milczy, ktoś na tym korzysta. Czy trzeba zmienić prawo administracyjne?
Milczenie urzędu bywa czytane jak zaszyfrowany rękopis – jedni widzą w nim zgodę, drudzy zaniechanie, a prawnicy do dziś się spierają, czy jest rozstrzygnięciem. Jedno jest pewne: w prawie administracyjnym cisza nigdy nie jest neutralna.
Prawa administracyjnego uczy się zwykle jako nauki o działaniu. Organ wydaje decyzję, nakłada obowiązek, przyznaje uprawnienie, kontroluje. Cała konstrukcja postępowania administracyjnego jest zbudowana wokół czynności – wokół tego, co urząd robi. Ustawa z 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (tekst jedn. Dz.U. z 2025 r. poz. 1691) otwiera zajmowanie się tą materią od zasady, która wydaje się oczywista: sprawy załatwia się bez zbędnej zwłoki (art. 35 par. 1). A jednak najciekawsze rzeczy w tej dziedzinie dzieją się wtedy, gdy urząd nie robi nic. Gdy milczy. Milczenie organu ma w polskim prawie naturę dwoistą, niemal paradoksalną. Ta sama cisza, w zależności od kontekstu prawnego, bywa dobrodziejstwem albo patologią – i nie jest to kwestia oceny, lecz konstrukcji normatywnej. Raz brak reakcji urzędu jest świadomie zaprojektowanym rozstrzygnięciem na korzyść obywatela, kiedy indziej – naruszeniem prawa, przed którym trzeba się bronić. Rozpoznanie, z którą sytuacją mamy do czynienia, bywa trudniejsze, niż się wydaje.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.