Jawność, głupcze!
Pokaż, urzędniku, ile urząd zapłacił za zakupy towarów i usług. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, Ministerstwo Cyfryzacji i kilkaset mniejszych i większych urzędów już opublikowały swoje rejestry umów. A inni?
Niestety, RPO i MC w naszym kraju należą do wyjątków. 21 czerwca ma się odbyć np. rozprawa przeciwko Kancelarii Prezydenta RP. Tak, chodzi o urząd obsługujący samego prezydenta Rzeczypospolitej. A poszło o odmowę ujawnienia pełnej treści umów zawieranych przez jego kancelarię m.in. na sporządzenie opinii prawnej w związku z pytaniami: "Czy przy zgłaszaniu kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego doszło do naruszenia prawa?" oraz "Czy uchwała Sejmu RP o wyborze sędziego TK podjęta częściowo na podstawie ustawy o TK, a częściowo na podstawie Regulaminu Sejmu RP jest ważna i skuteczna?" i "Czy Sejm RP następnej kadencji może podjąć uchwałę stwierdzającą brak mocy prawnej uchwały podjętej z naruszeniem prawa przez Sejm poprzedniej kadencji?".
Dwie z tych umów zawarto na 7 tys. zł brutto, dwie na 6 tys. Do tych dokumentów udało się dotrzeć Stowarzyszeniu Sieć Obywatelska Watchdog, ale kancelaria odmówiła podania, z kim konkretnie zostały one podpisane. Całą sytuację opisywaliśmy kilka tygodni temu. A teraz się okazuje, że po tym, jak ta organizacja pozarządowa wyczerpała ścieżkę wnioskowania o dostęp do informacji publicznej, postanowiła ruszyć do sądu.
- Nie jest to dla nas jakaś nadzwyczajna sytuacja. Niestety, bardzo często urzędy są tak niechętne ujawnianiu szczegółów swoich wydatków, że kończy się to przed sądami. Zresztą nawet i z Sądem Najwyższym mamy podobny kłopot i spór - opowiada nam Adam Dobrawy, działacz społeczny, który przed dwoma laty uruchomił akcję Publiczny Rejestr Umów. Chodzi w niej o to, aby urzędy informowały na swoich stronach o umowach zawartych na dostawę usług lub towarów. Nie tylko o wielkich przetargach, ale o wszystkich wydatkach, i to na bieżąco, pokazując, ile, komu i za co konkretnie zapłaciły.
Idea jest taka: jeśli urząd - wszystko jedno czy ministerstwo, czy władze malutkiej gminy - kupuje coś za publiczne przecież pieniądze, i znowu wszystko jedno, czy są to np. długopisy, czy może limuzyny, powinien o tym poinformować. Jeżeli urząd zleca innym firmom jakieś zadanie - i znowu nie ma znaczenia, czy to przetarg na miliony na informatyzację, czy umowa na kilka tysięcy złotych na umycie okien - to informacja komu, na jakiej podstawie i za ile takie zadanie przekazał, powinna być jawna. Obywatel powinien mieć prawo wiedzieć o wszystkich wydatkach urzędów, bo przecież wydają one nie swoje, ale nasze pieniądze - twierdzi Adam Dobrawy.
Świadomości brak
Ale to, co w idei wydaje się proste, wcale nie jest takie łatwe do wprowadzenia. Wszyscy: eksperci, działacze społeczni, urzędnicy, którzy na udostępnienie takich rejestrów umów się zdecydowali, mają jedno wytłumaczenie: "brak świadomości wśród administracji".
Katarzyna Batko z organizacji pozarządowej Watchdog wspomina: - Ostatnio wróciłam do stenogramów z dyskusji dotyczących wprowadzenia ustawy o dostępie do informacji publicznej w 2001 r. i tam już pojawił się przedsmak tego, o czym dzisiaj mówimy.
Batko tłumaczy, że już wtedy nie tylko wielu urzędników obawiało się, że prawo dostępu do tych informacji może być nadużywane. I właśnie w takim klimacie dziś to postrzega wielu pracowników urzędów zarówno lokalnych, jak i rządowych. Organizacja Watchdog już od 13 lat śledzi to, co się dzieje w kwestii otwierania urzędów, udostępniania informacji i publikowania danych.
Samokontrola
- Widzimy, że publikowanie informacji zmniejsza poczucie, że administracja marnuje pieniądze. Oczywiście pod warunkiem, że w ujawnionych danych nie ma naprawdę dużych sensacji. Dzieje się tak zapewne dzięki temu, że świadomość ujawnienia powoduje rodzaj prewencyjnej samokontroli u osób podejmujących decyzje - tłumaczy Batko.
Jako że w administracji brakuje jednak tej świadomości, to tak naprawdę za upublicznianie rejestrów tych publicznych wydatków zabrali się ludzie. Głównie lokalni politycy, dziennikarze i działacze organizacji pozarządowych.
- To jest taka praca od podstaw. Administracja te dane ma, i tylko mentalność urzędników nie pozwala na ich ujawnienie. Owszem, kilka lat temu mogli jeszcze być przekonani, że to informacje poufne, że ustawa o ochronie danych osobowych czy tajemnica konkurencji nie pozwalają na ujawnianie takich informacji. Zapadło już jednak tyle wyroków sądowych wskazujących, że wcale tak nie jest, iż teraz to już tylko niechęć do jawności może tłumaczyć opory przed ujawnianiem rejestrów - uważa Adam Dobrawy.
Procesy, o jakich wspomina, to choćby te uruchamiane w ramach akcji Publiczny Rejestr Umów. Od uruchomienia tej inicjatywy zapadło ponad 20 wyroków dotyczących tego zagadnienia. Wszystkie w sposób jednoznaczny wskazują na obowiązek udostępniania umów.
W samorządach - jeżeli urząd wyda decyzję odmowną - sprawa trafia do samorządowych kolegiów odwoławczych. Ale i SKO coraz powszechniej popierają wnioski o jawność. Walka o ujawnianie umów jednak nie jest prosta. Stąd pomysł Stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog na opublikowanie w sieci wzoru dokumentów, na podstawie których każdy może wystąpić o ujawnienie takiego rejestru. I tak wspólnymi siłami ludzie z różnych części kraju bombardują swoje urzędy i nakłaniają je do pójścia ścieżką jawności.
Tak choćby działa Fundacja Wolność, która stara się wydobywać na światło dzienne samorządowe informacje. Jej szef Krzysztof Jakubowski opowiadał, że wielokrotnie mieli z tym problemy.
Na przykład wszystkie spółki miejskie w Lublinie odpowiedziały im, że w ogóle nie prowadzą rejestru zawieranych umów. Jednocześnie wszystkie uznały jego przygotowanie za mało istotne dla interesu publicznego. Tymczasem, jak wylicza Fundacja Wolność, tylko w formie objęcia udziałów miasto dokapitalizowało je kwotami 17 mln zł w 2014 r. i ponad 20 mln w 2013 r. Po tej odmowie fundacja ta raz jeszcze wystąpiła z wnioskiem do spółek, tym razem o udostępnienie kopii zawieranych umów, aby samodzielnie przygotować rejestr umów. Żadna ze spółek nie udostępniła im takich informacji. Jednak fundacja wciąż o nie walczy.
W Łodzi kilka miesięcy temu powstała nieformalna grupa pod nazwą Łódzka Koalicja na rzecz Jawności. Ona też bombarduje samorządy i lokalne instytucje wnioskami o udostępnianie danych, faktur, zawieranych umów, a potem publikuje je na swoim blogu JawneŁódzkie.
W Łodzi o dostępie do rejestru umów zawieranych przez magistrat zrobiło się głośno w 2013 r., gdy opozycyjni radni chcieli wiedzieć, czy umowy były zawierane z osobami powiązanymi z prezydent Łodzi Hanną Zdanowską. Po trzech miesiącach otrzymali cztery ogromne tomy zawierające 6 tys. umów na łączną wartość 96 mln zł. Prawnicy urzędu obliczyli, że przygotowanie rejestru kosztowało 75 tys. zł.
W ubiegłym roku łódzka opozycja ponownie wystąpiła o udostępnienie umów cywilnoprawnych zawieranych przez władze miasta. Zażądała też, aby rejestr umów był dostępny na stronie internetowej magistratu w Biuletynie Informacji Publicznej. Okazało się, że nie jest to możliwe, bo... system internetowy jest stary i nie wytrzyma takiego obciążenia. Konieczny jest nowy system, który powinien zostać uruchomiony w tym roku.
Upór działa
Co ważne, jednak kropla drąży skałę, a działania i upór mieszkańców oraz organizacji pozarządowych dają efekty. Coraz więcej samorządów rejestry ujawnia. Zrobiły to już m.in. urzędy miasta w Radomiu, Łęcznej, Złotoryi, Szczecinie czy Gdańsku. Jak oceniają działacze organizacji pozarządowych, dziś udostępniono już ponad 500 urzędowych rejestrów, z czego 200 urzędów taki rejestr umów opublikowało w wygodnej formule na swojej stronie internetowej.
Oficjalnie urzędnicy zarówno rządowi, jak i samorządowi jednogłośnie twierdzą, że rejestry to dobry pomysł. Mateusz Płoskonka, członek Komisji Partnerstwa i Dialogu Związku Miast Polskich, mocno podkreśla, że publikować je naprawdę warto.
- Polityka otwartości samorządów to realizacja w praktyce prawa obywateli do dostępu do informacji publicznej. Elektroniczne publikowanie informacji w otwartych i uporządkowanych formach pozwala obywatelom na analizę oraz ponowne wykorzystanie danych, co z powodzeniem realizuje np. miasto Gdańsk, prowadząc portal z zebranymi zbiorami różnych danych - opowiada Płoskonka.
I właśnie Gdańsk jest bardzo często pokazywany jako przykład do naśladowania. Jak głosi informacja na stronie otwartygdansk.pl, "polityka otwartości jest procesem polegającym na udostępnianiu obywatelom danych gromadzonych przez miasto". Rozwiązanie, które tam funkcjonuje, nie jest jeszcze docelowe, ale na razie sprawdza się nieźle. Gdańsk po prostu upublicznia treść wszelkich wniosków o dostęp do informacji publicznej wraz z odpowiedziami na nie, tak że obywatele mogą korzystać z pracy już raz wykonanej przez innych mieszkańców i odpowiadających im urzędników. Gdańsk upublicznia też rejestr umów (wydatków) z 2015 i 2016 r. pod internetowym adresem http://www.gdansk.pl.
Choć hasła o jawności powtarzane są jak mantra, to nawet w centralnych instytucjach otwarte rejestry należą do rzadkości. Na tej pustyni wyróżniają się Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich i Ministerstwo Cyfryzacji, które pod koniec ubiegłego roku swoje rejestry nie tylko upubliczniły, ale - co ważne - zrobiły to w wygodnej formie na swoich stronach internetowych.
Co ciekawe, urzędy, które otworzyły się i publikują dane, twierdzą, że de facto bardzo usprawniło im to zarządzanie. - Urzędnicy sami korzystają z tych danych. A zatem znów korzyści - mają więcej czasu, często sami wyłapują błędy - opowiada Katarzyna Batko i wymienia kolejne zalety tego rozwiązania: - Popularyzowanie pomysłów i innowacji. Może się bowiem okazać, że urząd nie wie, iż wiele rzeczy można zrobić taniej i lepiej. Nie chodzi tylko o to, że widząc opublikowane dane, zgłoszą się tańsi wykonawcy. Choć to oczywiście także plus. Jednak czasem rozwiązania, które urząd stosuje od lat, są przestarzałe, drogie i nieużyteczne. Gdy ktoś wie, co się dzieje w urzędzie, a ma wiedzę, jak można robić rzeczy lepiej, może zaproponować rozwiązanie - zapewnia ekspertka.
Także Jan Niedośpiał z zarządu Fundacji Stańczyka wskazuje na ekonomiczne zalety tego rozwiązania. - Upublicznianie szerokiego spektrum informacji o funkcjonowaniu miasta i urzędu prowadzi do obniżenia kosztów administracyjnych i zwiększa szanse na to, aby - patrząc z rynkowego punktu widzenia - usługi pełnione przez miasto były adekwatne, a potrzeby mieszkańców były zaspokajane. Innymi słowy, by nie zdarzały się wydatki, a zwłaszcza inwestycje, które nie służą interesom mieszkańców, choć zużywają publiczną kasę. Wtedy więcej środków można przeznaczyć na wydatki, które są dla mieszkańców istotne - tłumaczy ekspert.
Jawność dźwignią gospodarki
Drugi niezwykle pozytywny aspekt, na który wszyscy wskazują, to przejrzystość jako element budowania społeczeństwa obywatelskiego. - Mając informację, mieszkańcom łatwiej budować wiedzę o swoim mieście i angażować się w jego funkcjonowanie - mówi Niedośpiał i dodaje: - Samorząd z kolei, publikując informację, minimalizuje zarzuty natury ogólnej, dotyczącej jawności funkcjonowania, ukrywania etc. Kiedy wszystko można sprawdzić i wszyscy o tym wiedzą, trudniej o populistyczne hasła, demonizowanie. Zarzuty prędzej czy później stają się więc konkretniejsze. Jeśli są niecelne, można z nimi dyskutować, opierając się na faktach. Jeśli są celne, można je wykorzystać do poprawy działania administracji i obniżenia jej kosztów.
Samo udostępnienie danych jednak, jak podkreślają eksperci, to dziś za mało. - Polityka otwartości wymaga przedstawienia danych w dostępnej, nowoczesnej formie, najlepiej z wykorzystaniem nowych technologii informatycznych, a nie w formie, którą teraz prezentuje BIP - tłumaczy Mateusz Płoskonka ze Związku Miast Polskich. - Wymaga również odpowiedniego poziomu i otwartości od samych mieszkańców. Stąd też - synchronicznie z polityką otwartości samorządów - powinien przebiegać proces edukacji obywatelskiej, przekazywania wiedzy o funkcjonowaniu samorządu - dodaje samorządowiec.
- To, że jakaś informacja jest dostępna, nie zawsze znaczy to samo - podkreśla Jan Niedośpiał, i tłumaczy, że forma informacji jest bardzo istotna: - Inaczej sprawdza się coś w tabelach arkuszy kalkulacyjnych, które można otworzyć każdym programem tego rodzaju, obliczyć, wyciąć, zestawić i poddać analizie w dowolny sposób, a inaczej w pdf, z którego nie można nawet skopiować tabeli czy jej kawałka. O skanach dokumentów nawet nie wspominając. Otwarte dane, a więc spełniające pewien standard interoperacyjności, w plikach umożliwiających edycję i najlepiej w otwartych formatach, ułatwiają dostęp do informacji.
Przytakuje mu Adam Dobrawy. - Przecież te dane mogą być z sukcesami wykorzystywane także przez firmy, start-upy lub organizacje pozarządowe do tworzenia nowych biznesowych czy społecznych usług - podkreśla.
W pewnym sensie pokazuje to historia portalu Dobraulica.pl, choć w tym przypadku chodziło o dostęp do innej kategorii informacji publicznej. Jego twórcy postanowili wystąpić z wnioskiem o możliwość ponownego wykorzystania informacji publicznej w postaci mapy topograficznej bazy danych miasta stołecznego Warszawy w formie plików źródłowych. Mapa taka miała być podstawą tworzonego serwisu, który pokazywałby, jakie są warunki życia w różnych częściach Warszawy. Główny Urząd Geodezji i Kartografii jednak udostępnienia danych odmówił, upierając się, że ustawa o dostępie do informacji publicznej nie może mieć zastosowania, a dostęp do takich informacji jest odpłatny w związku z ustawą z 17 maja 1989 r. - Prawo geodezyjne i kartograficzne (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 520 ze zm.). Twórcy portalu jednak poszli do sądu i wygrali. I dziś portal z powodzeniem działa. W sytuacji bardzo szybkiego rozwoju tzw. big data, czyli analityki danych, podobnie może być i z informacjami o wydatkach umieszczanych w rejestrach.
Przymus czy wola
Skoro jednak urzędnicy sami z siebie nie palą się do otwierania rejestrów, co i raz wraca dyskusja o tym, czy nie powinno to być wsparte zmianami w prawie. Co więcej, przed kilkoma dniami pięciu posłów z klubu Kukiz’15 napisało w tej sprawie interpelację do premiera.
- Pomysły zasadniczo koncentrują się wokół wpisania takiego obowiązku do ustawy o finansach publicznych. Moim zdaniem to dobry pomysł, bo dopóki nie będzie tu twardego prawa, dopóty zawsze znajdą się urzędy niechętne jawności - uważa Dobrawy.
Jednak w tej sprawie zdania, nawet wśród działaczy pozarządowych, są podzielone. Szymon Osowski szefujący Sieci Obywatelskiej Watchdog ma odmienne zdanie. - Tak naprawdę siłą jawnych rejestrów jest to, że mogą i powinny powstawać bez specjalnych zmian w prawie. Wszystko, co je reguluje i sankcjonuje, już przecież mamy - uważa działacz społeczny.
Jest jednak jeden aspekt tych rejestrów, który pewnego doprecyzowania może wymagać, a który budzi już dziś największe opory i problemy. Chodzi o ujawnianie pensji urzędników.
- Są głosy, że to nadmierna ingerencja w prywatność. Dowiadujemy się o sytuacji majątkowej wielu osób albo o tym, jakie ciążą na nich obowiązki alimentacyjne, komornicze - zauważa Katarzyna Batko i dodaje, że ten element faktycznie wymagałby wyważenia.
Obywatel powinien mieć prawo wiedzieć o wszystkich wydatkach urzędów, bo przecież wydają one nie swoje, ale nasze pieniądze
Adam Dobrawy
działacz społeczny, który uruchomił akcję Publiczny Rejestr Umów
Polityka otwartości wymaga przedstawienia danych w dostępnej, nowoczesnej formie, najlepiej z wykorzystaniem nowych technologii informatycznych, a nie w formie, którą teraz prezentuje BIP
Mateusz Płoskonka
Związek Miast Polskich
Dzięki społecznemu uporowi udostępniono już ponad 500 urzędowych rejestrów, z czego 200 urzędów taki rejestr umów opublikowało na swojej stronie internetowej.
21 czerwca odbędzie się rozprawa przeciwko Kancelarii Prezydenta RP. Chodzi o odmowę ujawnienia pełnej treści umów zawieranych przez jego kancelarię m.in. na sporządzenie opinii prawnej.
Od uruchomienia inicjatywy Publiczny Rejestr Umów zapadło ponad 20 wyroków dotyczących tego zagadnienia. Wszystkie w sposób jednoznaczny wskazują na obowiązek udostępniania umów.
Urzędy, które otworzyły się i publikują dane, twierdzą, że de facto bardzo usprawniło im to zarządzanie. Urzędnicy sami korzystają z tych danych, a często też wyłapują błędy.
Łódź odmówiła udostępnienia umów cywilnoprawnych zawieranych przez władze miasta. Miasto twierdzi, że nie może ich zamieścić na swojej stronie, bo... system internetowy jest stary i nie wytrzyma takiego obciążenia.
W centralnych instytucjach otwarte rejestry to rzadkość. Zdecydowały się na to Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich i Ministerstwo Cyfryzacji, które pod koniec ubiegłego roku swoje rejestry nie tylko upubliczniły, ale - co ważne - zrobiły to w wygodnej formie na swoich stronach internetowych.
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.18300220c.101.gif@RY2@
Co w rejestrze wydatków
KOMENTARZ EKSPERTA
Niekonstytucyjny przepis
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.18300220c.805.jpg@RY2@
dr Paweł Litwiński Instytut Allerhanda
Obowiązek publikowania danych wynika z ustawy o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2015 r., poz. 2058 ze zm.; dalej: u.o.d.d.i.p.). Istnieje utrwalone orzecznictwo sądowe mówiące, że ujawnienie zarobków urzędników jest w całości realizacją obowiązków wynikających z tej ustawy. Rzecz w tym, że samorządy mają duże opory przed ujawnianiem takich faktów w swoich biuletynach informacji publicznej. Jeżeli zaś chodzi o informacje innego typu, to jest wiele kolizji prawnych, które należy brać pod uwagę. Artykuł 5 u.o.d.d.i.p. mówi, że dane, które mogą ujawniać tajemnice przedsiębiorstwa, nie podlegają upublicznieniu. Samorządy muszą więc racjonalnie stosować te przepisy, wiedzieć, których kwestii nie wolno im ujawnić. Nie powinno jednak dochodzić do sytuacji, w której urzędnicy zasłonią się tajemnicą przedsiębiorstwa tylko po to, by nie ujawnić niewygodnych lub kontrowersyjnych danych.
Niepubliczne mogą być co najwyżej takie informacje, jak organizacja przesyłu energii elektrycznej albo ropy naftowej przez spółki Skarbu Państwa, takie jak Lotos czy Orlen. Ich upublicznienie mogłoby bowiem zagrozić bezpieczeństwu kraju. Tak samo w przypadku zapytania o sposoby zabezpieczenia danych publicznych. Urząd może odmówić ujawnienia takiej informacji, powołując się na ustawę o ochronie danych osobowych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2135 ze zm.), tajemnicę przedsiębiorstwa bądź w skrajnych przypadkach na informacje niejawne (jeśli chodzi o współpracę urzędów np. z Ministerstwem Obrony Narodowej). Nie ma zaś żadnego zagrożenia w odkrywaniu prostych kwot wynagrodzeń.
W ostatnim czasie organizacje pozarządowe silnie zabiegają również o informacje informatyczne otrzymywane w formie API na stronach internetowych. Dają one dostęp do dynamicznych danych, które można wykorzystać do przetwarzania w innej formie. Dla samorządu nie powinien to być problem, z racji tego, że i tak większość ich baz danych prowadzona jest w formie elektronicznej. Przez ostatnie 40 lat w Polsce wychowywani byliśmy w kulturze tajności. Z tego względu urzędy niechętnie udostępniają jakiekolwiek informacje, przez co wiele spraw kończy się w sądzie. W mojej opinii im więcej samorząd udostępnia, tym mniej stresu i spraw sądowych ma później na głowie.
Oprac. Jakub Styczyński
Definicji informacji publicznej trzeba szukać w ustawach i wyrokach
Zgodnie z jej art. 61 obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje także uprawnienie do dostępu do danych będących w posiadaniu jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub mieniem Skarbu Państwa.
Zasada jawności ma odzwierciedlenie w ustawach ustrojowych samorządu. Chodzi tu m.in. o prawo obywateli do uzyskiwania informacji, wstępu na sesje rady gminy (powiatu, sejmiku województwa) i posiedzenia jej komisji, a także uprawnienie do dostępu do dokumentów wynikających z wykonywania zadań publicznych, w tym protokołów posiedzeń organów gminy (powiatu, województwa) i komisji rady gminy (powiatu, sejmiku województwa). Z kolei otrzymywanie przez zainteresowanych danych wytworzonych m.in. przez samorząd określa ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2058, dalej u.d.i.p.).
Dane publiczne
Regulacje u.d.i.p. w bardzo ogólny sposób definiują pojęcie informacji publicznej. Zgodnie z art. 1 ust. 1 u.d.i.p. jest to każda informacja o sprawach publicznych. Próbę dokładniejszego określenia zakresu tego sformułowania podjęły sądy administracyjne. Przykładowo WSA w Warszawie w wyroku z 5 listopada 2015 r. (sygn. II SAB/Wa 744/15, www.orzeczenia.nsa.gov.pl) stwierdził, że informacja publiczna to każda wiadomość wytworzona lub odnoszona do władz publicznych, a także wytworzona lub odnoszona do innych podmiotów wykonujących funkcje publiczne w zakresie wykonywania przez nie zadań władzy publicznej i gospodarowania mieniem komunalnym lub mieniem Skarbu Państwa.
Zdaniem warszawskiego sądu za informację publiczną uznaje się m.in. treść wszelkiego rodzaju dokumentów odnoszących się do szeroko rozumianego organu władzy publicznej lub podmiotu niebędącego organem administracji publicznej, lecz wykonującego zadania publiczne. Są nią zarówno dokumenty bezpośrednio przez te podmioty wytworzone, jak i dokumenty, których używają one przy realizacji przewidzianych prawem zadań, nawet gdy nie pochodzą wprost od nich.
Jakie konkretnie dane spełniają kryteria ustawowe podaje przykładowo art. 6 ust. 1 u.d.i.p.
Procedura
Sposób rozpatrywania wniosku o udostępnienie informacji jest kilkuetapowy. Zależy od tego, czy odnosi się do tzw. informacji prostej czy przetworzonej. Odmienne są także formy rozpatrzenia wniosku.
Po wpłynięciu wniosku o udostępnienie informacji publicznej w pierwszej kolejności organ samorządu musi stwierdzić, czy żądane wiadomości odpowiadają definicji określonej w art. 1 ust. 1 u.d.i.p. Jeżeli dane te nie mają takiego charakteru, należy o tym powiadomić wnioskodawcę (por. uchwałę SN z 27 maja 2015 r., sygn. akt SNO 11/15, Legalis nr 1263191).
Gdy zaś żądanie jest niejasne, organ powinien wezwać zainteresowanego do sprecyzowania wniosku pod rygorem pozostawienia podania bez rozpatrzenia.
Jak wskazał WSA we Wrocławiu w wyroku z 10 czerwca 2011 r. (sygn. akt IV SAB/Wr 45/11, Lex nr 1103094), jeżeli organ ma wątpliwości co do zakresu żądania wniosku, powinien zwrócić się do wnioskodawcy o jego sprecyzowanie, gdyż właściwa jego realizacja wymaga precyzyjnego udzielenia informacji na temat zawartych w nim kwestii. Nie chodzi bowiem o udzielenie jakiejkolwiek wiadomości, ale o przedstawienie ich w takim zakresie i w taki sposób, jaki odpowiada treści żądania.
Co we wniosku
Przepisy u.d.i.p. nie określają, jakie wymagania musi spełniać wniosek o udzielenie informacji. Z orzecznictwa wynika, że może on przybrać każdą formę, a osoba jej żądająca nie musi nawet w pełni być zidentyfikowana, tym bardziej że nie musi wykazywać ani interesu faktycznego, ani prawnego. Z tego względu brak autoryzowanego podpisu na wniosku o udostępnienie informacji publicznej nie jest brakiem formalnym podania. Przy czym za wniosek pisemny należy uznać również przesłanie zapytania pocztą elektroniczną i to nawet, wtedy, gdy do jego autoryzacji nie zostanie użyty podpis elektroniczny (wyrok WSA w Białymstoku z 10 listopada 2015 r., sygn. akt II SAB/Bk 62/15, www.orzeczenia.nsa.gov.pl).
Jeżeli organ stwierdzi, że podanie odnosi się do informacji publicznej, należy sprawdzić, czy dane te nie zostały opublikowane na stronie Biuletynu Informacji Publicznej (BIP). Jeżeli są one umieszczone na BIP, należy o tym poinformować stronę, wskazując sposób dotarcia do tych wiadomości.
Gdy zaś dane nie mogą być udostępnione w sposób lub w formie określonych we wniosku, organ musi pisemnie o tym powiadomić wnioskodawcę i wskazać, w jaki sposób lub w jakiej formie może to nastąpić. W takim przypadku, jeżeli w terminie 14 dni od powiadomienia wnioskodawca nie złoży ponownego wniosku, postępowanie się umarza. W tym zakresie należy wydać decyzję.
Informacja przetworzona
Żądana informacja może wymagać od organu przetworzenia posiadanych danych. Informacją przetworzoną jest jakościowo nowa informacja, która nie istnieje w przyjętej treści i postaci, chociaż jej źródłem są materiały znajdujące się w posiadaniu zobowiązanego podmiotu. Przetworzenie danych wymaga zatem dokonania stosownych działań analitycznych, zebrania lub zsumowania pojedynczych informacji na podstawie różnych kryteriów wynikających z treści wniosku (wyrok NSA z 5 marca 2013 r., sygn. akt I OSK 3097/12, LEX nr 1339635).
W pewnych przypadkach także suma informacji prostych posiadanych przez adresata wniosku może przekształcić się w informację przetworzoną. Dzieje się tak, jeżeli uwzględnienie wniosku wymaga ich zgromadzenia, a do tego potrzebny jest przegląd materiałów źródłowych, w których są zawarte, a ilość prostych danych konieczna dla sporządzenia wykazu wskazanego we wniosku jest znaczna i angażuje po stronie wnioskodawcy środki i zasoby konieczne dla jego prawidłowego funkcjonowania (wyrok NSA z 6 października 2011 r., sygn. akt I OSK 1199/11, LEX nr 1149133).
W sytuacji, gdy wniosek dotyczy informacji przetworzonych, to wnioskodawca musi wykazać istnienie przesłanki pozwalającej na udostępnienie informacji, szczególnie istotnego interesu publicznego. Pojęcie interesu publicznego jest sformułowaniem niedookreślonym, który nie posiada ustawowej definicji. Przyjmuje się jednak, że interes publiczny istnieje wówczas, gdy uzyskanie określonych informacji mogłoby mieć znaczenie z punktu widzenia funkcjonowania państwa, np. usprawniałoby działanie jego organów (por. wyrok NSA z 26 lutego 2016 r., sygn. akt I OSK 833/15, www.orzeczenia.nsa.gov.pl).
Decyzja odmowna
Jeżeli wnioskodawca nie wykaże istnienia wymaganej przesłanki, to organ musi wydać decyzję odmowną. Uwagę tę potwierdza wyrok WSA w Warszawie z 13 lutego 2014 r. (sygn. akt II SA/Wa 2111/13, Lex nr 1435416), który stwierdził, że brak przesłanek do udzielenia informacji publicznej, w tym informacji przetworzonej, skutkuje zawsze wydaniem decyzji merytorycznej, nie zaś o charakterze formalnym, w postaci np. umorzenia postępowania.
Udostępnianie informacji publicznej jest czynnością materialno-prawną. W tym zakresie nie wydaje się żadnego aktu administracyjnego (por. wyrok NSA z 12 grudnia 2012 r., sygn. akt I OSK 2149/12, Lex nr 1285158). Przekazanie danych musi nastąpić bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy z udostępnieniem informacji wiążą się określone koszty. Wówczas w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku organ musi powiadomić wnioskodawcę o wysokości opłaty. Wtedy termin na przekazanie danych wynosi 14 dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy (chyba że ten dokona w tym czasie zmiany podania w zakresie sposobu lub formy udostępnienia informacji albo go wycofa).
Z art. 13 ust. 2 u.d.i.p. wynika, że organ jest zobowiązany powiadomić zainteresowanego, gdy nie jest w stanie dotrzymać wymaganego terminu. W piśmie musi wówczas podać powody opóźnienia oraz dzień, w jakim udostępni informację. Nie może to być jednak termin dłuższy niż 2 miesiące od dnia złożenia wniosku.
RAMKA 1
Realizacja zasady jawności
● uzyskania informacji publicznej, w tym przetworzonej;
● wglądu do dokumentów urzędowych;
● dostępu do posiedzeń kolegialnych organów samorządu pochodzących z powszechnych wyborów.
RAMKA 2
Formy rozpatrzenia wniosku
● Udostępnienie informacji publicznej - jest to czynność materialno-techniczna.
● Odmowa udzielania danych, np. w przypadku gdy żądana informacja ma charakter przetworzony, a wnioskodawca nie wykazał interesu prawnego lub umorzenie postępowania - decyzja administracyjna.
● Powiadomienie o nieposiadaniu żądanych wiadomości.
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.18300220c.106.gif@RY2@
Ustawowy katalog informacji publicznej, czyli o co można pytać
©?
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.18300220c.807.jpg@RY2@
Sylwia Czubkowska
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.18300220c.808.jpg@RY2@
Leszek Jaworski
prawnik specjalizujący się w prawie administracyjnym
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.18300220c.809.jpg@RY2@
Jakub Styczyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu