Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Gorący spór o apteczną franczyzę. Farmaceuci stracą zezwolenia?

Ten tekst przeczytasz w 37 minut

O bowiązująca od ponad roku ustawa apteka dla aptekarza miała powstrzymać rozwój wielkich sieci aptecznych. Wprowadzono w niej ograniczenia w liczbie aptek, m.in. jedna osoba nie może mieć więcej niż cztery placówki. Jak głosili twórcy ustawy, chodziło o to, aby prowadzenia apteki nie traktować jak biznesu, ale jako misję. Farmaceuta, reprezentant zawodu medycznego, ma bowiem przede wszystkim troszczyć się o zdrowie pacjenta, a nie wciskać mu leki z najkorzystniejszą dla siebie marżą.

Jednak sieci apteczne szybko zaczęły szukać sposobów na dalszy rozwój. Najpierw próbowały przejmować istniejące apteki, wykupując udziały w spółkach kapitałowych. Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek opublikował niedawno listę 546 aptek, co do których, jak napisano, „zachodzi uzasadnione podejrzenie, że po wejściu w życie apteki dla aptekarza zaczęły być prowadzone przez podmioty nieuprawnione”. Od pewnego czasu sieci testują nowe rozwiązanie: proponują prowadzącym placówki (a nierzadko też świeżo upieczonym farmaceutom) przystąpienie do sieci franczyzowej. Ostro krytykuje te działania Naczelna Izba Aptekarska, która uważa, że to sposób na obejście ograniczeń. Chodzi o to, że współpraca jest często prowadzona w modelu twardej franczyzy, gdzie sieć ustala standardy, narzuca zaopatrzenie, a nawet wysokość marż, sprawując w ten sposób bardzo ścisłą kontrolę nad pracą placówki i samego aptekarza. NIA twierdzi, że w treści umów pojawiają się zapisy zagrażające niezależności farmaceuty. Izba ostrzega też farmaceutów chcących wejść do sieci franczyzowych, że taka współpraca może prowadzić do utraty niezależności, a w konsekwencji do cofnięcia zezwolenia.

W tej sytuacji aptekarze, dla których wejście we franczyzę to często sposób na ratowanie biznesu, znaleźli się między młotem i kowadłem. Pytają, czy podejmując współpracę i stając w opozycji wobec własnego samorządu, rzeczywiście narażają się na utratę zezwolenia czy też rękojmi na należyte prowadzenie apteki. Kto ma rację w tym sporze? Okazuje się, że odpowiedź nie jest jednoznaczna. Być może pozwoli ją znaleźć dopiero przyszłe orzecznictwo. ©

Joanna Pieńczykowska 

 

Sieci znalazły sposób na ominięcie ustawy. Ale czy skuteczny

W ostatnim okresie głośny stał się spór o franczyzę apteczną, jaki wybuchł między samorządem aptekarskim a sieciami aptecznymi. Jedna strona ostrzega przed ryzykiem cofania zezwoleń. Druga mówi o braniu farmaceutów jako zakładników

Sieci apteczne, w które najbardziej uderzyć miała ubiegłoroczna ustawa zwana apteką dla aptekarza, znalazły sposób na dalszy rozwój i ominięcie restrykcyjnych przepisów. A przynajmniej tak sądzą. Ponieważ same nie mogą otwierać nowych aptek (bo w myśl obowiązującego od roku prawa mogą robić to najwyżej farmaceuci, a do tego jeden farmaceuta może mieć co najwyżej cztery apteki), postawiły na rozwój w modelu franczyzowym.

Do wielu lokalnych farmaceutów w ostatnich tygodniach zgłaszają się przedstawiciele dużych sieci aptecznych i namawiają na zawarcie umowy franczyzowej. Jak informuje Naczelna Izba Aptekarska, coraz więcej z nich jest zdezorientowanych i pyta zawodowy samorząd, co powinni robić.

Naczelna Izba Aptekarska grzmi jednak, że to obchodzenie obowiązującego prawa, które skutkować może utratą zezwolenia na prowadzenie apteki. Powód? Branżowe przepisy antykoncentracyjne. Wskazują one, że w rękach jednego przedsiębiorcy może znajdować się tylko określona liczba aptek. Przy czym w regulacjach jest mowa nie tylko o własności, lecz także o „pośredniej kontroli”. A taką zdaniem samorządu aptekarskiego może być franczyza.

Samorząd aptekarski przestrzega w związku z tym farmaceutów, którzy bratają się z sieciami aptecznymi. I dodaje, że może być tak, iż w razie kłopotów konsekwencje poniesie tylko drobny farmaceuta – gdy straci zezwolenie na prowadzenie apteki, stanie się sieci aptecznej zupełnie zbędny.

Przedstawiciele dużych sieci aptecznych z kolei wyrażają swoje oburzenie i twierdzą, że samorząd straszy zwykłych farmaceutów i bierze ich za jeńców w biznesowych konflikcie.

Sami aptekarze, tj. właściciele pojedynczych aptek, mówią, że ich koledzy powinni stracić uprawnienia do wykonywania zawodu.

Z kolei zdania prawników są podzielone. Większość z nich uspokaja, twierdząc, że się zainteresowani franczyzą nie mają powodów do obaw. Choć jednocześnie stanowisko głównego inspektora farmaceutycznego opracowane na prośbę Tygodnika Gazeta Prawna nie rozwiewa wątpliwości.

Kto w tym sporze ma rację? Czy aptekarze powinni zastosować się do sugestii swojego samorządu? Spróbujmy przeanalizować sytuację.

Rygorystyczne ograniczenia

Aby zrozumieć, o co toczy się spór, trzeba wrócić do 2017 r. i regulacji przyjętych w ustawie zwanej apteką dla aptekarza, czyli ustawie z 7 kwietnia 2017 r. o zmianie ustawy – Prawo farmaceutyczne (Dz.U. z 2017 r. poz. 1015). Nowelizacja weszła w życie 25 czerwca 2017 r.

Apteka dla aptekarza budziła skrajne emocje od chwili opublikowania jej projektu. Dla jednych – w tym dla ministra zdrowia – jest ona koniecznością, gdyż sprzedaż leków to na tyle wrażliwa dziedzina gospodarki, że należy ją powierzać wykwalifikowanym farmaceutom, a nie działaniu speców od marketingu, którym zależy na jak największej sprzedaży i zyskach. Inni – w tym ówczesny minister rozwoju i finansów, a obecny premier Mateusz Morawiecki – dopatrywali się w nowych przepisach ograniczenia swobody działalności gospodarczej.

W największym uproszczeniu przewiduje ona, że nową aptekę może otworzyć jedynie farmaceuta lub spółka osobowa, której wspólnikami są farmaceuci. Zezwolenia są wydawane wówczas, gdy odległość nowej placówki od już istniejącej przekracza 500 m. Jedna osoba (podmiot) może zaś mieć nie więcej niż cztery placówki. W praktyce oznaczać to powinno zahamowanie rozwoju aptek sieciowych, których dynamika wzrostu w ostatnich latach w Polsce była bardzo duża, co z kolei groziło podzieleniem rynku pomiędzy kilku największych graczy.

Poszukiwanie luk w prawie

Biznes jednak, nawet po wejściu apteki dla aptekarza, zaczął szukać rozwiązań pozwalających na dalszy rozwój. Pierwszym pomysłem było skupowanie udziałów. Szczegółowo opisaliśmy ten pomysł na łamach Tygodnika Gazeta Prawna w czerwcu 2017 r. („Luka w aptece dla aptekarza za mała dla sieci”). Mianowicie: sieci apteczne, od razu po wejściu w życie ustawy, dostrzegły w niej pewną lukę. Uznały, że nadal możliwe jest wykupowanie udziałów w spółkach kapitałowych prowadzących apteki – a co za tym idzie, w praktyce możliwa byłaby kontrola kolejnych aptek. Zwietrzyły tym samym szansę na dalszą ekspansję rynkową.

Przeprowadzona przez nas analiza, okraszona wypowiedziami ekspertów i urzędników, wykazała jednak, że pomysł spali na panewce. Powód? „Można kupić placówkę, przejmując udziały w spółce kapitałowej. Jednak ta luka obejmuje wyłącznie przypadki, gdy sprzedającym będzie udziałowiec w niewielkim biznesie aptecznym prowadzonym w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, nabywcą zaś inny niewielki podmiot” – pisaliśmy. W grę bowiem wchodziły branżowe przepisy antykoncentracyjne.

Stanowisko głównego inspektora farmaceutycznego z 7 września 2018 r

Podmiotami właściwymi do oceny, czy wystąpiły przesłanki określone w art. 99 ust. 2 pkt 3 ustawy z 6 września 2001 r. ‒ Prawo farmaceutyczne (Dz.U. z 2017 r. poz. 2211 ze zm.; dalej: u.p.f.), tj. czy dany przedsiębiorca kontroluje innego przedsiębiorcę, są organy administracji publicznej. Zgodnie z art. 99 ust. 2 i art. 112 ust. 3 u.p.f. są nimi organy Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej, tj. Wojewódzcy Inspektorzy Farmaceutyczni oraz Główny Inspektor Farmaceutyczny. Ocena wystąpienia przesłanki z art. 99 ust. 2 pkt 3 u.p.f. jest zawsze dokonywana indywidualnie w konkretnej sprawie administracyjnej i zostaje ona uzewnętrzniona w decyzji administracyjnej.

Przypadki zawierania umów franczyzy, które miałyby następnie stanowić przyczynę cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej na podstawie art. 37ap ust. 1 pkt 2 w zw. z art. 99 ust. 3 pkt 2 u.p.f., a przed którym przestrzega Naczelna Izba Aptekarska w komunikacie, nie były jak dotąd przedmiotem rozstrzygnięć organów Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej i sądów administracyjnych.

Polskie prawo nie zawiera regulacji umowy franczyzy. Powszechnie przyjmuje się, że podstawę dla dopuszczalności zawierania tego rodzaju umowy stanowi ogólna zasada swobody umów wyrażona w art. 3531 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. z 2018 r. poz. 1025 ze zm.). Przyjmuje się, że na podstawie umowy franczyzy jedna strona – franczyzodawca udziela drugiej stronie – franczyzobiorcy – zezwolenia na korzystanie z jego nazwy, firmy, godła, symboli, znaków towarowych, patentów, know-how, koncepcji i techniki prowadzenia działalności gospodarczej z zachowaniem stosowanego przez niego zewnętrznego i wewnętrznego wyposażenia pomieszczeń oraz do udzielania mu stosownej pomocy, a druga strona zobowiązuje się do prowadzenia własnej działalności z wykorzystaniem udostępnionych mu doświadczeń i symboli oraz do zapłaty wynagrodzenia (U. Promińska, red. W.J. Katner, „Prawo Zobowiązań – umowy nienazwane. System Prawa Prywatnego”, t. 9, 2015 r.). W świetle wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 21 stycznia 1998 r., sygn. akt I SA/Kr 507/97, „Biorca franchisingu działa przez cały czas trwania umowy we własnym imieniu i na własny rachunek, zawiera umowy bezpośrednio z nowymi kontrahentami, pozyskuje nowe rynki zbytu”.

Przepisy ustawy – Prawo farmaceutyczne, w tym art. 99 ust. 3 pkt 2 u.p.f., co do zasady, nie stoją na przeszkodzie zawieraniu umów franczyzy. Niemniej jednak, z uwagi na szeroką swobodę w kształtowaniu stosunków cywilnoprawnych łączących przedsiębiorców, nie można całkowicie wykluczyć sytuacji, w której przedsiębiorcy prowadzący lub ubiegający się o prowadzenie apteki ogólnodostępnej zawrą pomiędzy sobą umowę zawierającą postanowienie wykraczające poza założenia umowy franczyzy. Niemniej jednak ocena, czy taka umowa rodziłaby stosunek „zależności”, o którym stanowi art. 99 ust. 3 pkt 2 u.p.f., może nastąpić jedynie w oparciu o analizę konkretnych postanowień umownych, przeprowadzoną w ramach postępowania administracyjnego dotyczącego indywidualnego i konkretnego przypadku.

Nasze ustalenia sprawdziły się co do joty. Luka okazała się problematyczna, a sieci apteczne zmieniły front i rzuciły siły na inne rozwiązanie: franczyzę.

Izba ostrzega

Naczelna Izba Aptekarska 20 sierpnia 2018 r. opublikowała komunikat, który wstrząsnął rynkiem. I to na tyle mocno, że zwykli farmaceuci zaczęli nadsyłać e-maile, a nawet listy do redakcji DGP z pytaniami, czy w razie podjęcia współpracy biznesowej z siecią aptek będzie istniało ryzyko utraty zezwolenia. NIA w swym komunikacie ostrzega bowiem farmaceutów przed pochopnym zawieraniem umów, które mają wpływ na prowadzoną przez nich działalność gospodarczą w postaci prowadzenia apteki ogólnodostępnej i uzależniają farmaceutów od osób lub podmiotów trzecich.

„Do Naczelnej Izby Aptekarskiej docierają informacje, że podmioty, które na podstawie obecnie obowiązujących przepisów nie mogą uzyskać nowego zezwolenia na prowadzenie apteki lub nie mogą zwiększać liczby prowadzonych lub kontrolowanych aptek, podejmują działania, które zmierzają do takiego ukształtowania sytuacji faktycznej i prawnej, że farmaceuta, który formalnie posiada zezwolenie na prowadzenie apteki, staje się podmiotem całkowicie zależnym od osoby lub podmiotu trzeciego w zakresie prowadzonej działalności, a równocześnie jest jedynym podmiotem ponoszącym pełną odpowiedzialności” – czytamy w stanowisku samorządu.

Zdaniem izby umowy, jakie zawierane są między dużym biznesem a farmaceutami prowadzącymi apteki, są niekorzystne dla tych drugich: franczyzobiorcy mają przede wszystkim obowiązki, franczyzodawcy zaś – uprawnienia. I choć może tego nie jeszcze dziś widać, to aptekarze mogą się o tym boleśnie przekonać, gdy pojawią się jakiekolwiek problemy, np. związane z kontrolą przeprowadzaną przez inspekcję farmaceutyczną.

Ale nie tylko o nierówność stron chodzi. „Przestrzegając przed zawieraniem takich umów, Naczelna Izba Aptekarska zwraca uwagę, że umowa franczyzowa, dopuszczalna z punktu widzenia przepisów prawa cywilnego, budzi poważne obawy, czy jako instrument służący obejściu obowiązujących przepisów prawa farmaceutycznego, nie doprowadzi do sytuacji, która zgodnie z art. 99 ustawy – Prawo farmaceutyczne, jako niedozwolona może skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenie apteki” – sugeruje NIA.

Zgodnie z tym przepisem zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej nie wydaje się, „jeżeli podmiot ubiegający się do prowadzenia apteki ogólnodostępnej prowadzi na terenie województwa więcej niż 1 proc. aptek ogólnodostępnych albo podmioty przez niego kontrolowane w sposób bezpośredni lub pośredni, w szczególności podmioty zależne w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów, prowadzą łącznie więcej niż 1 proc. aptek na terenie województwa”.

Norma prawna z art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego zdaniem samorządu nie odnosi się więc jedynie do podmiotu kontrolującego, lecz także wprowadza stosowne ograniczenia wobec podmiotu kontrolowanego, a takim podmiotem może stać się farmaceuta podpisujący umowę franczyzy.

„Wskazując na powyższe, Naczelna Izba Aptekarska prosi farmaceutów zamierzających podpisywać takie umowy o zwrócenie szczególnej uwagi, czy zawarte w umowie postanowienia nie sytuują farmaceuty jako podmiotu bezpośrednio lub pośrednio kontrolowanego przez przedsiębiorcę, z którym zawierana jest umowa franczyzy” – podkreśla NIA.

W skrócie więc: w ocenie samorządu aptekarskiego, który od lat zwalcza rozwój sieci aptecznych w Polsce, umowy franczyzowe stały się dzisiaj sposobem kontrolowania farmaceutów prowadzących apteki ogólnodostępne przez przedsiębiorców, którzy na podstawie obowiązujących od 25 czerwca 2017 r. przepisów nie mogą prowadzić takiej działalności we własnym imieniu i na własny rachunek. Dotyczy to głównie wielkich sieci aptecznych, które – nie mając na podstawie obecnie obowiązujących przepisów prawa do uzyskania zezwolenia na prowadzenie apteki – starają się w ten sposób przejąć kontrolę nad aptekami prowadzonymi przez indywidualnych farmaceutów.

Odpowiedź obrońców kapitału

Stanowisko samorządu szybko spotkało się z ripostą organizacji zrzeszających sieci apteczne, czyli Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET oraz Konfederacji Lewiatan, Pracodawców RP, Business Centre Club, Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Polskiej Organizacji Franczyzodawców. We wspólnym piśmie zaprotestowały one „przeciwko straszeniu polskich przedsiębiorców przez samorząd aptekarski utratą koncesji na prowadzenie apteki poprzez kreatywną i życzeniową interpretację prawa”.

„Jest to kolejny przykład wpływania korporacji aptekarskiej na kształt rynku aptecznego, który tym razem nosi także znamiona czynu nieuczciwej konkurencji” – przekonują organizacje. Ich zdaniem NIA ponownie zaprezentowała własną, kreatywną wykładnię przepisów prawa.

Duży biznes apteczny przekonuje, że właściciele placówek nie mają się czego obawiać, nie ma bowiem nic złego w podpisywaniu umów franczyzy. Dopuszcza je przecież kodeks cywilny, a prawo farmaceutyczne w ogóle się do tematu nie odnosi. Należy zatem uznać, że z punktu widzenia prawa nie ma nic złego w tego rodzaju współpracy między sieciami aptecznymi a indywidualnymi farmaceutami mającymi zezwolenie na prowadzenie apteki.

„Żaden z przepisów prawa farmaceutycznego nie zakazuje takiego działania. Twierdzenia samorządu są także w sposób jawny sprzeczne z «Konstytucją dla biznesu», przyjętą przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego na początku br. W tym kontekście należy przypomnieć, że zgodnie z art. 8 ustawy – Prawo przedsiębiorcy «przedsiębiorca może podejmować wszelkie działania, z wyjątkiem tych, których zakazują przepisy prawa. Przedsiębiorca może być obowiązany do określonego zachowania tylko na podstawie przepisów prawa». W konsekwencji zawarcie umowy franczyzy nie może skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenia apteki franczyzobiorcy” – argumentują organizacje.

Co więcej, organizacje pracodawców przypominają, że franczyza to jeden z podstawowych sposób rozwijania działalności gospodarczej przez małych polskich przedsiębiorców, którzy w ten sposób zyskują stabilizację i bezpieczeństwo biznesowe, dostęp do nowoczesnych rozwiązań technologicznych i organizacyjnych, wsparcie dużej organizacji, szkolenia, rozpoznawalną markę oraz poprawę wyników finansowych.

Czy inspektor może cofnąć uprawnienia

Farmaceuci rozważający skorzystanie z franczyzy znaleźli się między młotem a kowadłem. Jednoznacznej odpowiedzi, jak powinni postąpić, nie ma. W tej sytuacji problem może rozwiązać dopiero orzecznictwo

W całej tej sprawie istotny jest jeden aspekt. Umowa franczyzy (nazywana też umową franchisingu) to jeden z modelowych przykładów umowy nienazwanej, o której mowa w art. 3531 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1025 ze zm.). Stanowi on, że strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego.

Franczyza polega na tym, że w zamian za świadczenia finansowe franczyzobiorca ma prawo wykorzystywać nazwę handlową drugiej strony, jej znak towarowy, know-how, opracowane i sprawdzone metody prowadzenia działalności na określonym obszarze rynku, wiedzę techniczną. Jest też uprawniony do otrzymywania stałego wsparcia i pomocy franczyzodawcy w prowadzeniu działalności. Przekładając to na rynek apteczny, można sobie wyobrazić, że duża sieć apteczna zostaje franczyzodawcą, a lokalny aptekarz, który kiepsko sobie radzi ze swoim biznesem – franczyzobiorcą. Lokalny aptekarz zyskuje rozpoznawalny szyld oraz m.in. niższe ceny na kupowane leki (duża sieć apteczna ma większe możliwości negocjacji cen z hurtowniami). Sieć apteczna zwiększa swoją rozpoznawalność i dociera – pośrednio – do miejsc, w których jej nie było.

opinia eksperta

Umowa nie powinna pozbawiać właściciela rzeczywistej kontroli

Łukasz Waligórski członek Naczelnej Rady Aptekarskiej, redaktor naczelny branżowego portalu Mgr.farm

Sposobem na rozwój dla części podmiotów na rynku aptecznym stały się franczyzy, które umożliwiają zwiększanie udziału w rynku bez konieczności zmian własnościowych. I właśnie w tym miejscu pojawił się problem, który część farmaceutów zaczęła sygnalizować samorządowi aptekarskiemu. W treściach umów franczyzowych zaczęły pojawiać się zapisy w realny sposób zagrażające niezależności franczyzobiorcy – a więc właścicielowi apteki, który chciałby w taką relację wejść, by np. ratować upadający biznes. I właśnie takich sytuacji dotyczył komunikat wydany przez Naczelną Izbę Aptekarską.

Franczyzy na rynku aptecznym funkcjonują od bardzo dawna i wielu farmaceutów, którzy zdecydowali się z takich programów skorzystać, ocenia je pozytywnie. Pozwalają one aptekarzowi skupić się na podnoszeniu jakości świadczonych usług, bez konieczności martwienia się o kwestie marketingu, merchandisingu czy zamówień i strategii cenowych. Taki model ma jednak sens tylko wtedy, gdy farmaceuta będący franczyzobiorcą ma kontrolę nad tym, co dzieje się w jego aptece. Mam tutaj na myśli np. jakość sprzedawanych produktów czy działania marketingowe, które mogą naruszać zakaz reklamy aptek. To farmaceuta będący właścicielem swojej apteki ponosi pełną odpowiedzialność za takie działania, a nie franczyzodawca. Potwierdzają to liczne decyzje wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych dotyczące przypadków łamania zakazu reklamy aptek poprzez dystrybucję materiałów promocyjnych dostarczonych przez franczyzę.

Aptekarz decydujący się na zawarcie umowy franczyzowej musi mieć prawo do odmowy realizacji niektórych z jej zapisów, jeśli uzna, że są sprzeczne z prawem lub są niezgodne z etyką zawodową. Niestety coraz częściej można zaobserwować umowy franczyzy skonstruowane w sposób, który uniemożliwia farmaceutom odstąpienie od wykonania zapisów umowy pod groźbą dotkliwych kar finansowych – nierzadko równoznacznych z bankructwem takiego franczyzobiorcy.

Takie działania nie powinny mieć miejsca, w praktyce oznaczają bowiem związanie rąk farmaceucie i uzależnienie go od franczyzy. Mimo że nadal zostaje on właścicielem swojej apteki, to realnie traci nad nią kontrolę, stając się niejako podmiotem zależnym. Dodatkowo jako franczyzobiorca staje się kozłem ofiarnym w przypadku naruszania przez franczyzę przepisów prawa (np. wspomnianego zakazu reklam aptek). Franczyzodawca lub sieć apteczna zyskuje natomiast kolejną placówkę bez konieczności dokonywania zmian własnościowych i niejako obchodząc przepisy wprowadzone w czerwcu ubiegłego roku. W tym kontekście reakcja i ostrzeżenie wydane przez Naczelną Izbę Aptekarską wydaje się jak najbardziej zasadne. ©

Umowy franczyzy mogą być jednak bardzo różne. Fachowcy mówią, że franczyzę można podzielić na miękką i twardą. Miękka forma najczęściej równa się dość luźnej współpracy, w której głównymi świadczeniami są z jednej strony prawo do wykorzystywania nazwy handlowej i znaku towarowego, a z drugiej – określona zapłata za tę możliwość. W grę wchodzą dwie możliwości: albo stała kwota płacona np. co miesiąc, albo procent od sprzedaży. Franczyzodawca nie ingeruje w sposób prowadzenia biznesu przez franczyzobiorcę, zadowala się jedynie efektami. Mówiąc wprost: dopóki franczyzobiorca wywiązuje się ze swoich zobowiązań, np. comiesięcznej zapłaty, dopóty może prowadzić działalność tak, jakby nigdy umowy franczyzy nie podpisał.

Franczyza twarda opiera się z kolei na takiej konstrukcji umowy, w której swoboda franczyzobiorcy jest ograniczona do minimum. Często zostaje on zobowiązany do robienia zakupów u wskazanych przez franczyzobiorcę przedsiębiorców, korzystania wyłącznie z określonych systemów teleinformatycznych, narzucane są ceny na niektóre produkty (aby we wszystkich punktach obrandowanych logo franczyzodawcy promocje były takie same). We franczyzie twardej franczyzobiorca najczęściej godzi się także na przeprowadzanie regularnych kontroli przez dział jakości utworzony w przedsiębiorstwie franczyzodawcy.

– Przy franczyzie twardej franczyzobiorca musi przestrzegać wszystkich standardów określonych przez franczyzodawcę, nie może podejmować decyzji strategicznych, choćby takich właśnie jak zaopatrzenie z innych źródeł. Natomiast może oczekiwać większego wsparcia ze strony franczyzodawcy, w tym stosownych narzędzi do sprzedaży, jak systemy informatyczne, sprzęt IT, wyposażenie, szkolenia, doradztwo – wyjaśnia Miłosława Strzelec-Gwóźdź, radca prawny i partner w GP Kancelaria Radców Prawnych.

Rzecz w tym, że na rynku aptecznym w ostatnich miesiącach dominuje model franczyzy twardej.

opinie ekspertów

Wejście w układ z dużym partnerem jest ryzykowne

Piotr Sędłak radca prawny, świadczy obsługę prawną dla samorządu aptekarskiego

Problem umów franczyzowych zawieranych przez apteki rozgrywa się na dwóch poziomach. Pierwszym jest kwestia utracenia kontroli nad apteką w wyniku jej zawarcia; drugim – przekroczenie progu jednoprocentowej koncentracji (art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego). O tym, czy umowa franczyzy może prawnie doprowadzić do przejęcia przez franczyzodawcę kontroli nad podmiotem prowadzącym aptekę, nie decyduje jednak sam fakt jej zawarcia, tylko poszczególne postanowienia. W art. 4 pkt 4 lit. e oraz f ustawy z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 798 ze zm.) wskazano, że do posiadania kontroli nad innym przedsiębiorcą dochodzi, gdy prawo do całego albo do części mienia przedsiębiorcy (zależnego) posiada inny przedsiębiorca (dominujący) bądź została zawarta umowa przewidująca zarządzanie przedsiębiorcą (zależnym) lub przekazywanie przez niego zysku. W przypadku franczyzy franczyzodawca może w taki sposób skonstruować/narzucić warunki umowy, aby wypełniając wyżej wymienione przesłanki, prawnie kontrolować franczyzobiorcę. Na tym polu nie ma jednak automatyzmu.

Tym samym podmiot prowadzący sieć aptek może wykorzystać instytucję franczyzy do uzyskania kontroli nad innym przedsiębiorcą. W kontekście tego z komunikatem NIA z 20 sierpnia 2018 r. należy się co do zasady zgodzić. Uzyskanie kontroli nie jest bowiem obojętne z punktu widzenia uzyskanego zezwolenia aptecznego.

Wedle postanowień art. 99 ust. 3 pkt 2 i 3 prawa farmaceutycznego jeden podmiot nie może prowadzić w województwie więcej niż 1 proc. aptek. Odnosi się to do aptek prowadzonych przez niego bezpośrednio, ale również – przez podmioty kontrolowane, czyli m.in. przez franczyzobiorców, jeżeli konstrukcja franczyzy skutkuje prawnym przejęciem kontroli. Co jednak bardziej istotne, zawarcie takiej umowy po uzyskaniu zezwolenia na prowadzenie apteki stanowi podstawę do obligatoryjnego cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki z uwagi na naruszenie wymogu nieprzekraczania aptek ponad próg 1 proc. (art. 37ap ust. 1 pkt 2 w zw. z art. 99 ust. 3 pkt. 2 i 3 prawa farmaceutycznego). W ostatnich latach wykrystalizowała się linia orzecznicza Wojewódzkiego Sąd Administracyjnego w Warszawie w kwestii dopuszczalności cofania zezwoleń w opisanej sytuacji. W obrocie prawnym występuje obecnie kilkanaście wyroków stwierdzających, że naruszenie progu jednoprocentowej koncentracji w oczywisty sposób narusza wymogi prowadzenia apteki i jest podstawą do cofnięcia zezwolenia aptecznego (orzeczenia o sygnaturach akt: VI SA/Wa 399/15, VI SA/Wa 128/16, VI SA/Wa 173/17, VI SA/Wa 1942/16, VI SA/Wa 1945/16, VI SA/Wa 2472/16, VI SA/Wa 2581/16, VI SA/Wa 2582/16, VI SA/Wa 2690/15, VI SA/Wa 2905/15, VI SA/Wa 2906/15, VI SA/Wa 2907/15, VI SA/Wa 3197/15; z czego trzy są już prawomocne – VI SA/Wa 399/15, VI SA/Wa 2906/15, VI SA/Wa 2907/15).

Z tego względu podmiot prowadzący aptekę, decydujący się na wejście we współpracę z franczyzodawcą, powinien liczyć się z tym, że zawarcie takiej umowy może doprowadzić do stanu naruszenia prawa w zakresie wymogów na prowadzenie apteki (z uwagi na próg 1 proc.), a w konsekwencji do cofnięcia zezwolenia w celu usunięcia naruszenia. ©

Farmaceuta nie może stawiać korzyści materialnych nad dobro pacjenta

Marcin Wiśniewski farmaceuta, Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek

Artykuł 99 ust. 3 i wprowadzony w zeszłym roku art. 99 ust. 3a prawa farmaceutycznego opisują część warunków, jakie musi spełniać przedsiębiorca, aby otrzymać zezwolenie na prowadzenie apteki, czyli są to warunki prowadzenia działalności gospodarczej w tej branży. Tożsamość tych pojęć była wielokrotnie potwierdzana w wyrokach sądów i jest też logicznie oczywista. Z kolei art. 37ap prawa farmaceutycznego stanowi, że jeśli podmiot przestał spełniać te warunki, to Inspekcja Farmaceutyczna ma obowiązek zezwolenie cofnąć.

Zarówno art. 99 ust. 3, jak i obowiązujący od 25 czerwca 2017 r. art. 99 ust. 3a są przepisami antykoncentracyjnymi.

Użyte przez ustawodawcę sformułowanie „podmioty kontrolowane w sposób pośredni lub bezpośredni” to pojęcie bardzo szerokie, bo samo słowo kontrola ma wiele znaczeń – choć w sensie wywierania wpływu na drugi podmiot „kontrola” oznacza sprawowanie szeroko rozumianego nadzoru, czyli ograniczenie suwerennej decyzji, pełnej wolności.

Franczyza może, choć nie musi, nosić znamiona kontroli – to zależy od wzajemnych obowiązków franczyzodawcy i franczyzobiorcy. W moim przekonaniu jeśli aptekarz, właściciel apteki, prowadzi aptekę niezależnie, bez dyktatu osób spoza zawodu, i w każdej chwili bez szczególnych konsekwencji może zrezygnować z umowy franczyzy i prowadzić tę aptekę dalej – nie możemy mówić o kontroli. Natomiast inna sytuacja będzie, jeśli jest on w jakikolwiek sposób uzależniony, a więc np. musi odprowadzać część swoich zysków lub ktoś z zewnątrz wpływa na jego decyzje dotyczące zakupów, sprzedaży czy też pracy merytorycznej, a w dodatku nie może z takiej umowy zrezygnować (bo np. jest związany karą, wekslem, zastawem itd., których zapłacenie byłoby równoznaczne z utratą apteki). W takim przypadku są nie tylko są podstawy do obligatoryjnego cofnięcia zezwolenia, lecz także wyciągnięcia konsekwencji zawodowych, czyli odebrania prawa wykonywania zawodu. W takiej sytuacji bowiem aptekarz w imię własnych korzyści materialnych powierza zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów osobom nieupoważnionym. To dokładnie tak, jakby chirurg w zamian za łapówkę pozwolił, żeby operację przeprowadziła sprzątaczka. To sytuacja etycznie jednoznaczna i jednoznacznie powinna owocować wykluczeniem z zawodu. Karze powinna podlegać też osoba wywierająca bądź próbująca przejąć kontrolę jako osoba podszywająca się pod osobę posiadającą uprawnienia medyczne.©

Problematyczna kwestia

Samorząd aptekarski rysuje przed aptekarzami taki scenariusz: jeśli do lokalnego aptekarza przyjdzie przedstawiciel sieci aptecznej, która posiada więcej niż jeden procent aptek w województwie, a ten podpisze umowę na franczyzę twardą – to taka apteka będzie przez inspekcję farmaceutyczną traktowana jako podmiot kontrolowany (najprawdopodobniej pośrednio) przez przedsiębiorcę przekraczającego próg antykoncentracyjny. To zaś ostatecznie doprowadzi do cofnięcia zezwolenia dla aptekarza.

Samorząd aptekarski dał zatem aptekarzom jasny sygnał, że zawieranie umów opartych na franczyzie twardej jest co najmniej niepożądane i najprawdopodobniej nielegalne. A farmaceuci, którzy się na to decydują, ryzykują cofnięciem zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej.

Czy groźba cofania zezwoleń jest realna, czy to tylko straszenie przed współpracą z sieciami aptecznymi, z którymi walczy samorząd aptekarski?

Postanowiliśmy zapytać ekspertów i głównego inspektora farmaceutycznego, kto ma rację w tym sporze. Odpowiedź wcale nie jest oczywista, wbrew temu, o czym przekonują obie strony. Zdania ekspertów są podzielone. Nawet prawnicy zajmujący się na co dzień prawem farmaceutycznym wyrażają różne poglądy.

Stanowisko aptekarzy

– Komunikat należy rozumieć także jako ostrzeżenie dla farmaceutów. Każdy z nas musi postępować etycznie i dbać o dobro pacjenta. Podpisanie umowy z dużą siecią apteczną, która o pacjentów nie dba, może stanowić przyczynek do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego – mówi nam aptekarz, jeden z członków Naczelnej Rady Aptekarskiej.

– To ostateczność, ale jeśli twarda franczyza na rynku aptecznym będzie przybierać na sile, franczyzobiorcy – farmaceuci staną przed sądem aptekarskim – zapewnia inny z członków władz samorządu.

O odpowiedzialności dyscyplinarnej farmaceutów mówi wprost Marcin Wiśniewski ze Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (patrz opinia).

opinie ekspertów

Organizator systemu franczyzy w żaden sposób nie sprawuje kontroli

Juliusz Krzyżanowski adwokat w kancelarii Baker McKenzie

Analiza polskich i unijnych przepisów prawa prowadzi do wniosku, że organizator systemu franczyzy w żaden sposób nie sprawuje bezpośredniej lub pośredniej kontroli w rozumieniu przepisów ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Analizując tę kwestię, warto odwołać się do Skonsolidowanego obwieszczenia Komisji Europejskiej z 16 kwietnia 2008 r. dotyczącego kwestii jurysdykcyjnych na mocy rozporządzenia Rady (WE) nr 139/2004 w sprawie kontroli koncentracji przedsiębiorstw (DzUrz. UE z 2008 r. C 95, s. 1), którego celem jest dostarczenie wskazówek w kwestiach właściwości na podstawie rozporządzenia Rady (WE) nr 139/2004. Przedstawione w nim wskazówki powinny dawać firmom możliwość szybszego stwierdzenia, czy i w jakim zakresie ich operacje podlegają wspólnotowej kontroli koncentracji przedsiębiorstw. Jego doniosłość związana jest z odniesieniem się do kwestii kontroli w umowach franczyzy.

Zgodnie z pkt 19 przywołanego obwieszczenia: „Umowy o franczyzę same w sobie zwykle nie przyznają franczyzodawcy kontroli nad działalnością franczyzobiorcy. Franczyzobiorca zazwyczaj korzysta z majątku przedsiębiorstwa na własny rachunek, nawet kiedy główne składniki aktywów należą do franczyzodawcy. Ponadto umowy ściśle finansowe, takie jak transakcje na zasadzie leasingu zwrotnego z opcją odkupu aktywów po zakończeniu umowy, zwykle nie stanowią koncentracji, jako że nie powodują zmiany kontroli nad zarządem ani nad majątkiem przedsiębiorstwa”.

Powyższe znalazło potwierdzenie w praktyce orzeczniczej prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczącej umów franczyzy. Opierają się one na konstrukcji upoważnienia do korzystania ze znaku towarowego i w ocenie UOKiK nie kreują stosunku zależności lub pozostawania w jednej grupie kapitałowej. Prezes UOKiK uznaje, że franczyzobiorcy, którzy korzystają z prawa do znaku towarowego franczyzodawcy, oraz działający według ustalonych z nim reguł franczyzy, są niezależnymi przedsiębiorcami, a więc nie należą do grupy kapitałowej franczyzodawcy. Franczyzodawca i franczyzobiorca nie mogą w związku z tym ustalać wspólnej polityki cenowej, bo pozostają odrębnymi uczestnikami rynku (przedsiębiorcami), niezależnie od łączących ich umów franczyzy.

Fakt korzystania przez franczyzobiorców z tego samego znaku towarowego oraz wspólnego know-how nie oznacza, że pozostają oni w stosunku zależności od organizatora sieci (franczyzodawcy) ani też, że wchodzą w skład jednej grupy kapitałowej w rozumieniu art. 4 pkt 4 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Nie ma w tej sytuacji bowiem koniecznego elementu w postaci sprawowania bezpośredniej lub pośredniej kontroli lub zależności, który jest niezbędny to stwierdzenia takiego powiązania.

Nie ma podstaw do uznania, że uczestnictwo w systemie franczyzy powinno być brane pod uwagę przy ocenianiu poziomu koncentracji aptek na terenie województwa. W konsekwencji przepisy art. 99 ust. 3 pkt 2 i 3 prawa farmaceutycznego nie powinny stanowić podstawy do odmowy udzielenia zezwolenia na prowadzenie apteki w przypadku podmiotów – stron umów franczyzy, ponieważ są one odrębnymi bytami prawnymi (przedsiębiorcami).©

Izba jest w błędzie, to nawoływanie do bojkotu

Marcin Tomasik adwokat, partner w kancelarii Tomasik Jaworski, świadczy obsługę prawną dla Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET

Koncepcja Naczelnej Izby Aptekarskiej, by traktować zawarcie umowy franczyzowej jako przesłankę cofnięcia zezwolenia, nie przekonuje. Tego typu ostrzeganie farmaceutów przed zawieraniem dopuszczalnych prawnie umów franczyzy wygląda jak nawoływanie do bojkotu franczyzy, co może być rozpatrywane w kategoriach czynu nieuczciwej konkurencji.

Wywodzenie zakazu zawierania umów tego typu z art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego jest nieuprawnione. Artykuł ten odnosi się wyłącznie do przesłanek odmowy wydania zezwolenia. Omawiana norma prawna zaczyna i kończy swój żywot z chwilą odpowiednio złożenia wniosku o wydanie zezwolenia oraz załatwienia sprawy wniosku pozytywnie albo negatywnie. Nie może mieć zastosowania do podmiotów, którym zezwolenie już wydano. Adresatem normy jest tylko podmiot „ubiegający się o wydanie zezwolenia”.

Tym bardziej art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego nie może być traktowany jako kreujący kompetencję do cofania zezwoleń. Samorząd aptekarski usiłuje nas przekonać, że ze zwrotu „nie dam Ci jabłka” można wywieść treść „zabiorę Ci Twoje jabłka”. Nawet w połączeniu z przywołanym w komunikacie NIA artykułem 37ap prawa farmaceutycznego doszukiwanie się możliwości odbierania zezwoleń jest bezpodstawne. Artykuł ten mówi o cofnięciu zezwolenia, gdy podmiot przestanie spełniać warunki prowadzenia działalności aptecznej. Tymczasem zasada jednego procenta z art. 99 ust. 3 jest tylko warunkiem wydania nowego zezwolenia. Zresztą samo brzmienie przepisu dopuszcza posiadanie większej liczby aptek – zezwolenia nie wydaje się, jeśli podmiot już prowadzi większą liczbę aptek niż 1 proc. w województwie.

Koncepcja odbierania zezwoleń przedstawiona przez korporację aptekarską powiela dokładnie ten sam błąd, który wytknął NIA Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 22 lutego 2018 r. (sygn. akt II GSK 2510/17). Korporacja aptekarska próbowała forsować pogląd, że art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego jest wyjątkiem od zasady sukcesji uniwersalnej. NSA przeciął te próby i jednoznacznie stwierdził, że „z brzmienia przepisu art. 99 ust. 3 p.f. wprost wynika, że odnosi się on do sytuacji wydawania zezwolenia na prowadzenie apteki, czyli sytuacji w której podmiot nabywa uprawnienie na mocy decyzji“. Wskazano, że nie można odchodzić od jednoznacznego brzmienia językowego przepisu i nadawać mu innego sensu.

Szkoda, że korporacja aptekarzy znowu poświęca siły i środki na prawniczą donkiszoterię w celu ograniczenia konkurencji na rynku, zamiast skupić się na kwestiach istotnych dla zawodu, takich jak opieka farmaceutyczna czy proces informatyzacji aptek. ©

Inspektorzy wojewódzcy czekają

Stanowisko głównego inspektora farmaceutycznego (patrz ramka) sprowadza się do tego, że inspekcja musi analizować każdą umowę oddzielnie. I jakkolwiek co do zasady nie ma podstaw do cofania zezwoleń, to w skrajnych przypadkach jest to możliwe.

Wojewódzcy inspektorzy na razie przyglądają się sytuacji.

– Odpowiednim testem jest sprawdzenie umowy. Jeśli za jej rozwiązanie i zakończenie współpracy przewidziana byłaby bardzo wysoka kara umowna, uznałbym to za zależność wykraczającą poza standardową umowę cywilną zawartą między przedsiębiorcami. Taka okoliczność mogłaby stanowić podstawę do cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Podobnie jak określenie, że franczyzobiorca może dokonywać zakupów wyłącznie w jednej hurtowni farmaceutycznej – mówi nam jeden z wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych. Nasz rozmówca dodaje jednak od razu, że do tej pory nie zajmował się zagadnieniem franczyzy w kontekście ważności zezwoleń. – Poczekam na ocenę sytuacji przez głównego inspektora farmaceutycznego. Najgorsza byłaby bowiem sytuacja, w której poszczególni wojewódzcy inspektorzy postępowaliby różnie. Fakt posiadania zezwolenia w określonej sytuacji nie może zależeć od geograficznej lokalizacji placówki aptecznej – przekonuje inspektor.

Prawnicy podzieleni

O tym, że farmaceuci nie łamią prawa, przekonany jest z kolei adwokat Juliusz Krzyżanowski z kancelarii Baker McKenzie. Podkreśla, że w polskim porządku prawnym umowa franczyzy ma charakter umowy nienazwanej. Jest tworzona na zasadzie swobody umów. Jego zdaniem wszyscy zainteresowani problematyką powinni sięgnąć zatem do definicji franczyzy ujętej w Kodeksie Etyki Udzielania Franczyzy Europejskiej Federacji Franczyzy, czyli instytucji zrzeszającej krajowe organizacje reprezentujące franczyzodawców i uznawanej przez instytucje unijne. Na definicję tę powoływały się bowiem w swoim orzecznictwie polskie sądy powszechne (choć w sprawach o innym charakterze niż opisywany).

Zgodnie z tą definicją franczyza to system sprzedaży towarów, usług lub technologii oparty na ścisłej i ciągłej współpracy pomiędzy prawnie i finansowo odrębnymi i niezależnymi przedsiębiorcami, franczyzodawcą i jego indywidualnymi franczyzobiorcami. Istota tego systemu polega na tym, że franczyzodawca nadaje poszczególnym franczyzobiorcom prawo oraz nakłada na nich obowiązek prowadzenia działalności zgodnie z jego koncepcją. W ramach i na okres sporządzonej na piśmie umowy franczyzowej oraz w zamian za bezpośrednie lub pośrednie świadczenie finansowe uprawnienie to upoważnia indywidualnego franczyzobiorcę do korzystania z nazwy handlowej franczyzodawcy, jego znaku towarowego lub usługowego, know-how, metod prowadzenia działalności gospodarczej, wiedzy technicznej, systemu postępowania i innych praw własności intelektualnej lub przemysłowej, a także do korzystania ze stałej pomocy handlowej i technicznej franczyzodawcy.

Zdaniem mec. Krzyżanowskiego analiza polskich i unijnych przepisów prowadzi do wniosku, że organizator systemu franczyzy w żaden sposób nie sprawuje bezpośredniej lub pośredniej kontroli w rozumieniu przepisów ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (patrz opinia).

Ale są też inne głosy. Przykładowo radca prawny Piotr Sędłak zaznacza, że zawarcie umowy franczyzy samo w sobie rzecz jasna nie jest nielegalne, a zatem nie ma nawet potrzeby rozbierać definicji franczyzy na czynniki pierwsze. Decydujące bowiem są poszczególne postanowienia umowy. I to właśnie one mogą decydować o sprawowaniu pośredniej kontroli przez franczyzodawcę, gdy w praktyce całkowicie uzależnią franczyzobiorc od sieci aptecznej, z którą podpisał on umowę.

Co może rodzić problemy

Przed podpisaniem umowy franczyzy w ocenie Naczelnej Izby Aptekarskiej farmaceuci powinni zwrócić uwagę na:

miesięczne koszty udziału w franczyzie – należy ustalić, czy istnieją koszty dodatkowe i zmienne, które trudno określić w czasie podpisania umowy; poza opłatą licencyjną mogą występować inne rodzaje opłat, np. franczyzowa i marketingowa, pobierane co miesiąc; oprócz tego franczyzodawcy mogą żądać pieniędzy za dodatkowe usługi, np. za wdrożenie systemu informatycznego;

wydatki, w których partycypuje franczyzodawca – w celach rozliczeniowych;

zasad zawieszenia opłaty w sytuacji, gdy apteka nie przynosi dochodu;

zobowiązania apteki do generowania określonego obrotu w hurtowni; należy sprawdzić, czy wysokość wymaganego obrotu będzie dla farmaceuty realna;

warunki rozwiązania umowy; należy szczególną uwagę zwrócić na postanowienia odnoszące się do wypowiedzenia współpracy i relacji franczyzodawca – farmaceuta w czasie trwania umowy oraz po jej wygaśnięciu, np. zakaz uczestniczenia po wygaśnięciu umowy w innych grupach zakupowych, sieciach franczyzowych prowadzących działalność gospodarczą o podobnym charakterze;

działania, jakie zamierza prowadzić franczyzodawca, by utrzymywać atrakcyjność sieci na tle konkurencji.

Źródło: Naczelna Izba Aptekarska ©

Reklama wykluczona

Franczyza w aptekach sprawiała już niektórym farmaceutom kłopoty. Szerokim echem w branży odbiła się sprawa nagłośniona w marcu 2018 r. przez portal Mgr.farm. Redakcja opisała decyzję wielkopolskiego wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego o nałożeniu 25 tys. zł kary na właściciela apteki, który zorganizował huczne otwarcie swojej placówki. Przez kilka dni hostessy rozdawały pacjentom cukierki i gadżety z logo apteki. Poczta Polska kolportowała też tysiące ulotek informujących o otwarciu placówki. Przedsiębiorca tłumaczył, że działania te były konieczne ze względu na podpisaną umową franczyzową.

„Przedsiębiorca oświadczył, że apteka jest związana umową franczyzową i «działania uznane za reklamę były zawarte w umowie franczyzy», a z informacji udzielonych przez franczyzodawcę wynikało, iż podjęcie czynności, które skutkowały wszczęciem postępowania administracyjnego, jest zgodne z prawem” – relacjonował postępowanie Mgr.farm.

Inspektor farmaceutyczny w decyzji wskazał, że fakt, iż umowa franczyzy związana jest z dostosowaniem szaty graficznej oraz dopasowania apteki franczyzobiorcy do sieci aptek związanych franszyzą, nie świadczy jeszcze, że to franczyzodawca ponosi odpowiedzialność za reklamę konkretnej placówki ochrony zdrowia. Innymi słowy, właściciel apteki (franczyzobiorca) jest zobowiązany samodzielnie oceniać, co jest zgodne z prawem, a co nie jest, i nie powinien się zasłaniać podpisaną umową franczyzy. Ostatecznie bowiem to w pierwszej kolejności on ponosi odpowiedzialność za naruszenie przepisów prawa farmaceutycznego.

I o tym muszą pamiętać właściciele aptek, którzy decydują się na podpisanie umowy z dużą siecią. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.