Rynek trudny, ale głęboki
W Belgii nie ma podziału na radców prawnych i adwokatów, a tytułem zawodowym może się posługiwać także aplikant. Przez innych adwokatów jest on traktowany jak kolega
Jakich formalności musi dopełnić Polak z dyplomem polskiego wydziału prawa, który chciałby praktykować w Belgii? Czy to, że ma już polski tytuł zawodowy (adwokata czy radcy prawnego) lub np. doktorat z dziedziny prawa, coś zmienia, upraszcza?
By móc wpisać się na listę rady adwokackiej, należy najpierw przeprowadzić nostryfikację polskiego dyplomu. Można to zrobić w drodze programów konwersyjnych oferowanych przez niektóre uniwersytety albo zdając odpowiednie egzaminy bezpośrednio przy radach adwokackich. Egzaminy te, sprawdzające znajomość prawa belgijskiego oraz zasad etyki zawodowej, odbywają się w formie pisemnej i ustnej. Po wpisie na listę należy ponadto odbyć trzyletnią aplikację oraz zaliczyć dalsze egzaminy. Oczywiście wszystko odbywa się w języku niderlandzkim lub francuskim, a więc żeby w ogóle myśleć o zdaniu podobnych egzaminów, trzeba biegle posługiwać się jednym z tych języków.
Posiadając polskie uprawnienia zawodowe adwokata lub radcy prawnego, można też wpisać się w Belgii na listę europejskich adwokatów, w ramach europejskiej swobody świadczenia usług. Zasadniczo można wówczas świadczyć wszelkie usługi prawne z wyjątkiem reprezentacji przed sądami, kiedy to należy występować wspólnie z miejscowym adwokatem. Posiadanie doktoratu niestety niczego nie upraszcza - obowiązują takie same zasady nostryfikacji dyplomu i wpisu na listę adwokatów.
Czy w Belgii istnieje, tak jak np. w Wielkiej Brytanii, podział na prawników sądowych i tych niesądowych?
Nie. Nie ma też wyraźnego podziału znanego prawu polskiemu na adwokatów i radców prawnych; istnieje tutaj wyłącznie zawód adwokata. Tytułem tym można się posługiwać (a tym samym także występować w sądzie) już po uzyskaniu wpisu na listę aplikantów, co następuje wyłącznie na podstawie belgijskiego dyplomu prawa, a nie egzaminów wstępnych. Przy czym w porównaniu z Polską widać zasadniczą różnicę w traktowaniu młodych adeptów prawa: tutaj aplikant jest uznawany za pełnoprawnego kolegę.
Jak w Belgii jest zorganizowany samorząd adwokacki i jaką drogę musi przejść aplikant?
Belgia jest podzielona na 27 okręgów sądowych. W każdym okręgu mieści się jedna rada adwokacka, a w Brukseli są dwie: francusko- i niderlandzkojęzyczna. Jest zatem 28 rad adwokackich, które zrzeszone są z kolei w dwóch naczelnych radach: francusko- i niderlandzkojęzycznej. Posiadając dyplom belgijskiego uniwersytetu, można wpisać się na listę adwokatów aplikantów w radzie, której członkiem jest patron, a po zdaniu egzaminów ze znajomości prawa oraz etyki zawodowej oraz po odbyciu trzyletniej praktyki zawodowej wpisać na listę adwokacką. Formalności jest zatem znacznie mniej niż w Polsce.
Jak pani jako prawnik praktykujący w innym kraju zapatruje się na kwestię deregulacji rynku, budzącą takie emocje w Polsce?
Trudno porównać te dwa systemy. Belgia jest krajem zdecydowanie mniejszym, o mniejszej populacji, a przy tym jednocześnie o głębszym rynku, m.in. z uwagi na obecność instytucji unijnych i międzynarodowych. Tu dużą wagę przykłada się do jakości wykształcenia. Absolwenci prawa uzyskują tytuł na uniwersytetach, a nie, tak jak w Polsce, w różnych innych szkołach. Nie ma w Belgii aż tak wielu wszelakich szkół wyższych (nad)produkujących absolwentów prawa. Rywalizuje się zwłaszcza kompetencją i jakością usług, a nie np. niską ceną.
U nas konkurencja wśród prawników staje się wręcz zabójcza. Czy w Belgii też rośnie?
Konkurencja zdecydowanie rośnie, choć nie w takim stopniu jak w Polsce. Dla klienta liczy się specjalizacja, a więc wygrywa ten, kto wykaże swoje doświadczenie i wiedzę. Liczy się także coraz bardziej znajomość języków: transakcje, a nawet zwykłe sprawy życia codziennego coraz częściej mają charakter międzynarodowy. Belgia to kraj o dużej migracji, przy czym wielu migrantów zna np. tylko jeden język, polski czy angielski, podczas gdy prowadzenie postępowania sądowego w Belgii zawsze odbywa się w jednym z języków oficjalnych, w zależności od siedziby sądu. Zdarza się też niejednokrotnie, że jedno spotkanie toczy się równocześnie w dwóch językach, tj. niderlandzkim i francuskim. Każdy używa swojego języka ojczystego, nawet odpowiadając na pytanie postawione w tym drugim. Uważa się, że każdy powinien znać obydwa języki, a wiele kancelarii, także Strelia, zatrudnia w praktyce adwokatów z obu kręgów językowo-kulturowych.
Fakt bycia Polką przeszkadza czy pomaga pani w pracy?
Zdecydowanie mi pomaga, przy czym na początku żadnemu cudzoziemcowi nie jest łatwo. Dzięki studiom na znakomitym wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego miałam możliwość poznania sytemu prawa polskiego, niemieckiego i amerykańskiego. Jako belgijski adwokat znam oczywiście prawo belgijskie. Czerpanie z tej wiedzy umożliwia mi pogłębione i bardziej kreatywne doradztwo międzynarodowemu klientowi. Z uwagi na moją specjalizację z zakresu prawa prywatnego międzynarodowego oraz międzynarodowych sporów i arbitrażu są to zdecydowane atuty.
Czy Polak np. ze znajomością tylko języka francuskiego bądź angielskiego ma na belgijskim rynku usług prawnych czego szukać?
Z moich obserwacji wynika, że osoba, która chce zaistnieć na rynku usług prawniczych w Belgii, musi dokładnie określić branżę czy niszę, w której chce działać. Jeśli jest to np. unijne prawo konkurencji, możliwa jest tutaj, przede wszystkim w Brukseli, praca bez znajomości prawa i specyfiki lokalnej, a także bez znajomości miejscowych języków. Praca taka ogranicza się jednak do swoistego międzynarodowego kręgu, bez kontaktu z miejscową rzeczywistością.
Natomiast jeśli chce się poszerzyć horyzont i działać na rynku lokalnym, absolutnie konieczna jest w moim odczuciu znajomość nie tylko innych języków niż francuski czy angielski, ale przede wszystkim gruntowna znajomość miejscowego systemu prawnego i kultury. Jeśli klient miejscowy czy zagraniczny szuka adwokata, skieruje się przede wszystkim do kogoś, kto będzie dysponował odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Dodatkowo specyfika Belgii jako kraju federalnego wymaga specjalnego wyczulenia na umiejętności lingwistyczne: Belgia jest podzielona na wspólnoty kulturowe, w których jest zasadniczo jeden język oficjalny, za wyjątkiem Brukseli, w którym obowiązują oba. Oznacza to np., że występowanie w sądzie we Flandrii jest możliwe wyłącznie w języku niderlandzkim, a w Walonii - wyłącznie w języku francuskim. Znając język angielski, nie można występować w żadnym postępowaniu sądowym, a gdy zna się wyłącznie język francuski, pole działania także ma się ograniczone.
Kim są pani klienci? Polacy, Belgowie? Firmy działające na terenie UE?
Pracuję w dużej kancelarii z siedzibą w Brukseli, której klientami są firmy belgijskie, europejskie, międzynarodowe, polskie. Oczywiście ma to związek z tym, że klienci doceniają i szukają adwokatów, którzy znają ich rodzimy język i kulturowe schematy. Ułatwia to rozmowę o skomplikowanych kwestiach prawnych czy biznesowych. Nasi klienci to podmioty, które w jakiejś formie są obecne na rynku belgijskim, lub firmy niemające z Belgią nic wspólnego, poza tym, że wybrały prawo belgijskie - prawo neutralnego kraju - jako prawo mające zastosowanie do ich międzynarodowej umowy, np. o sprzedaż towarów. Nasza kancelaria specjalizuje się m.in. w prowadzeniu międzynarodowych sporów sądowych i arbitrażowych, a także w sporządzaniu umów międzynarodowych, więc siłą rzeczy obsługujemy klientów z szerokiej gamy państw.
Powszechnie uważa się, że Polacy idą do prawnika, gdy sprawa jest już beznadziejna. Czy świadomość Belgów pod tym względem jest wyższa?
Zdecydowanie tak, zwłaszcza wśród osób prowadzących firmy. W kontekście rynku belgijskiego problemem jest jednak przede wszystkim brak dostępu do rzetelnej informacji odnośnie do regulacji prawnych. Belgia to kraj skomplikowany. Na przykład wielu Flamandów nie chce udzielać informacji w języku francuskim. Od wieków czuli się dyskryminowani przez ludność francuskojęzyczną i bardzo teraz pilnują, by we Flandrii stosować wyłącznie język niderlandzki.
@RY1@i02/2013/241/i02.2013.241.07000080a.802.jpg@RY2@
Joanna Kolber Polka z uprawnieniami belgijskiego adwokata, pracuje w kancelarii adwokackiej Strelia w Brukseli
Rozmawiała Ewa Szadkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu