Prawnik wielozadaniowy
Miał iść na historię, poszedł na prawo. Miał być sędzią, został prokuratorem. Niedawno zasiadł w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, ale tu już nie ma mowy o żadnym przypadku
Jak zauważa były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, większość nowych przepisów, które przygotowuje komisja, stanowi implementację prawa unijnego. - Dlatego trudno sobie wyobrazić lepszą osobę do tej pracy od Igora Dzialuka. Podczas polskiej prezydencji w UE wykonał tytaniczną pracę w obszarze wymiaru sprawiedliwości, jest na bieżąco z nowymi regulacjami, a także zna osobiście autorów poszczególnych rozwiązań, zarówno na poziomie Komisji Europejskiej, jak i państw członkowskich - wylicza Kwiatkowski, który szefował Dzialukowi, gdy ten był podsekretarzem stanu w resorcie.
Polityk przypomina też, że polska prezydencja w obszarze wymiaru sprawiedliwości była oceniona jako najlepsza od wielu lat. - To, że udało nam się przekonać KE do kilku projektów dyrektyw, jest zasługą przede wszystkim ministra Dzialuka - mówi Kwiatkowski.
Nic dziwnego, że prokurator Dzialuk uważa prezydencję, obok udziału we wcześniejszych negocjacjach akcesyjnych, za swój największy sukces. Szczyci się również członkostwem w ekskluzywnym, 20-osobowym zespole ekspertów ds. europejskiej polityki karnej przy wiceprzewodniczącej KE Viviane Reding.
Nieźle jak na człowieka, dla którego prawo miało być tylko kierunkiem pozwalającym odwlec decyzję o wyborze drogi życiowej. - Bardzo długo chciałem być historykiem, ale gdy poszedłem na dni otwarte na Wydziale Historycznym UW, zorientowałem się, że studiowanie tego przedmiotu rozmija się z moimi wyobrażeniami. Prawo było wyborem ostatniej szansy, szybko jednak się przekonałem, że ta dziedzina, rozumiana jako sztuka myślenia i argumentacji, a nie znajomości przepisów, jest czymś, co mnie kręci - wspomina Igor Dzialuk (dodając, że fascynacja prawem została mu do dziś).
W 1991 r. zdał egzamin sędziowski. Początek lat 90. przynosi jednak wyzwania ustrojowe administracji. Dzialuk trafia do Rady Legislacyjnej Urzędu Rady Ministrów. - Praca urzędnika jest zdecydowanie przyjemniejsza niż prokuratora, ale jak się ma 40 lat do emerytury, to szuka się nowych doświadczeń - w ten sposób uzasadnia przejście do prokuratury. Zawód prokuratora uznaje za najbardziej wymagający spośród zawodów prawniczych, z którymi się zetknął. - Trzeba mieć odporność psychiczną, bo codziennie człowiek styka się z ludzkimi tragediami. Tej pracy często towarzyszy też wrażenie bezsilności. Należy wyjaśnić sytuację sprzed zdarzenia i nie ma czasu się zastanawiać, jakie rozwiązania mogłyby zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości - a chciałoby się. Nie wspominając o tym, że to nie jest zawód dla ludzi liczących na uznanie. Prokurator obrywa od wszystkich - mówi Dzialuk.
W prokuraturze trafia na ciekawy okres, bo w zakresie międzynarodowego obrotu prawnego funkcjonują co najwyżej ramowe uregulowania. - Trzeba było zastępować literę prawa jakąś improwizacją, co było niezwykłym doświadczeniem. Podobnie rozwijające były postępowania dotyczące nowych przestępstw gospodarczych. Jak choćby sprawa Art-B, w której miałem swój niewielki udział, wymagająca zrozumienia istoty osławionego oscylatora - wspomina Igor Dzialuk.
Jest osobą zawsze otwartą na takie wyzwania. Gdy w 1998 r. trafił do zespołu negocjującego nasze członkostwo w Unii, zgodził się zajmować nie tylko wymiarem sprawiedliwości i sprawami wewnętrznymi, lecz także prawem spółek. A to wymagało zgłębienia skomplikowanej problematyki prawa własności intelektualnej i przemysłowej. - Duże wyzwanie, ale i spora frajda - podkreśla prokurator Dzialuk.
Pomimo bagażu doświadczeń przed wejściem w skład Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego odczuwał lekki stres. - Trochę jak wówczas gdy pierwszy raz występowałem jako prokurator przed Trybunałem Konstytucyjnym. Ale muszę przyznać, że zyskanie możliwości dyskutowania i wypracowywania najlepszych rozwiązań wspólnie z absolutnymi autorytetami myśli prawniczej jest czymś niesamowitym - mówi Igor Dzialuk. Jest prawdziwym poliglotą. Włada angielskim, rosyjskim, francuskim i niemieckim, czyta po hiszpańsku. Ciekawość języków, jak sam podkreśla, zawdzięcza dzieciństwu spędzonemu na Śląsku. Wystawiony na wielokulturowość przekonał się, że języki obce są narzędziem komunikacji, a nie tylko jednym z przedmiotów szkolnych.
@RY1@i02/2013/036/i02.2013.036.07000030c.802.jpg@RY2@
Marek Matusiak
Igor Dzialuk
Piotr Szymaniak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu