Podatkowych quasi-zachęt - ciąg dalszy
W ostatnich kilku tygodniach medialno-rządowym tematem stała się zmiana wysokości obowiązkowej składki emerytalnej przekazywanej do OFE jako częściowe remedium na coraz bardziej widoczny kryzys finansów publicznych. Wśród różnych mniej lub bardziej fantastycznych pomysłów typu likwidacja OFE albo pełna dobrowolność wyboru formy zabezpieczenia emerytalnego lub ograniczenia jego obowiązkowego charakteru (czyli inaczej - utworzenie dziś armii jutrzejszych emerytów nędzarzy), najbardziej realistyczny okazał się projekt rządowy.
W ramach tego projektu, obok propozycji obniżenia wysokości tej składki z jednoczesnym zwiększeniem tej części składki, która ma wpływać do ZUS, i pomysłu utworzenia indywidualnych kont emerytalnych w ZUS, pojawiła się idea stworzenia dodatkowej zachęty podatkowej do oszczędzania na przyszłą emeryturę. Koncepcja ta miałaby obejmować wprowadzenie ulgi podatkowej. Kwoty przekazywane więc do IKZE byłyby faktycznie zwolnione z opodatkowania w roku uzyskania/wpłaty do IKZE. Do tego miejsca pomysł można określić jako bardzo dobry.
Jednak trudności pojawiają w chwili wypłaty środków z IKZE przyszłym emerytom. Otóż kwoty wypłacane podatnikom w przyszłości z IKZE, jak należy rozumieć - z chwilą osiągnięcia przez tych podatników wieku emerytalnego - byłyby w pełni opodatkowane w dacie wypłaty. W konsekwencji ulga w rzeczywistości nie jest ulgą, lecz przesunięciem w czasie momentu powstania obowiązku podatkowego. Pomysł ten jest wzorowany na amerykańskim indywidualnym koncie emerytalnym - Individual Retirement Account (IRA), który opiera się na analogicznej koncepcji - zwolnienie pewnej kwoty dochodu z opodatkowania w dacie otrzymania z jednoczesnym przesunięciem momentu opodatkowania na datę wypłaty. W amerykańskich realiach oznacza to istotny bodziec podatkowy, wynikający z faktu, że przyszłe dochody po osiągnięciu wieku emerytalnego zwykle są niższe, a w warunkach bardziej stromej niż w Polsce progresji skali podatkowej powoduje to efektywnie niższe obciążenie podatkowe dochodów emeryta, niż miałoby to miejsce w dacie uzyskania dochodu. W polskim systemie podatkowym o znacznie łagodniejszej progresji efekt ten nie będzie już tak widoczny.
Pomysł z IKZE wydaje się być również pewną odpowiedzią na niezbyt atrakcyjną podatkowo konstrukcję obowiązującą w Polsce już obecnie, a mianowicie na indywidualne konto emerytalne (IKE). O problemie niedostatecznego oprzyrządowania podatkowego IKE pisałem już na tej kolumnie wiele razy. Kont IKE jest obecnie ok. 800 tys. - zamiast planowanych 6 - 7 mln, a tzw. III filar ubezpieczeń emerytalnych jest dziś jedynie rodzajem ustawowo-finansowej fikcji, podobnie zresztą jak np. tzw. podatkowe grupy kapitałowe.
Przyczyną braku popularności III filaru, a kont IKE w szczególności, jest niedostateczna motywacja podatkowa wbudowana w ich strukturę. Obawiam się, że również i proponowana obecnie konstrukcja IKZE okaże się mało atrakcyjnym instrumentem oszczędzania na emeryturę. Wydaje się, że aby konstrukcja IKZE była atrakcyjna i uzasadniała jej dzisiejszy budżetowy koszt, musi być ona powiązana z istotnym obniżeniem efektywnego opodatkowania wpłacanych kwot, a nie tylko oznaczać przesunięcie momentu ich opodatkowania. Z punktu widzenia budżetowego IKZE w proponowanej obecnie postaci oznaczać będzie pewien istotny ubytek wpływów podatkowych już dziś, a z perspektywy bodźcowania do oszczędzania na przyszłość może nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Problem polega jednak na tym, że o tym przekonamy się dopiero za co najmniej kilkanaście lat...
@RY1@i02/2011/050/i02.2011.050.086.002a.001.jpg@RY2@
dr Janusz Fiszer, partner w Kancelarii Prawnej White & Case i docent UW
em
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu