Dr. Dre, czyli między reformą wymiaru a wymiarem reformy
S ędzia Maciej Nawacki startuje w konkursie na stanowisko sędziowskie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. A ja, jako jeden z nielicznych, mu szczerze kibicuję. Jeśli bowiem pan sędzia wygra konkurs i zostanie sędzią NSA, tworzone w przyszłości encyklopedyczne hasła „dobra zmiana” i „reforma wymiaru sprawiedliwości” będą mogły być okraszone przykładem.
Mamy bowiem sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie. Zostaje on prezesem tegoż sądu, mimo że przytłaczająca większość sędziów uważa ten wybór za skandaliczny. Gdy zaś Nawacki zgłasza się w konkursie do NSA, niezakończona jeszcze jest procedura „awansowania” go do Sądu Okręgowego w Olsztynie. W tekście Małgorzaty Kryszkiewicz z ostatniego czwartku sam rzecznik obecnej Krajowej Rady Sądownictwa Maciej Mitera nazywa sytuację „nieco dziwną”. Z kolei sędzia Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, członek poprzedniej KRS, mówi, że nie słyszał o takim przypadku, by sędzia tuż po uzyskaniu rekomendacji KRS (czyli swoich kolegów z rady – to już mój dopisek) na zajęcie jednego stanowiska, wystartował w kolejnym konkursie na jeszcze lepsze stanowisko.
W skrócie: to może być prawdziwa dobra zmiana, z sądu rejonowego, przez prezesowanie sądowi, z krótkim, wręcz niezauważalnym przystankiem w sądzie okręgowym, do Naczelnego Sądu Administracyjnego. A potem, choćby się waliło i paliło, choćby władza polityczna się zmieniła, dostojne stanowisko w jednym z najważniejszych polskich sądów. A że Nawacki nigdy nie miał nic wspólnego z sądownictwem administracyjnym? Cóż, może się nauczy. Wiele o nim można powiedzieć, ale głupi nie jest.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.