Frankowicze kontra banki, czyli spór nierozstrzygalny
S pór frankowiczów z bankami zaognia się. Powstają kolejne książki i filmy będące, jak słusznie wskazują autorzy, fikcją. Jednak fikcją, która kształtuje pewien światopogląd. Frankowicze zarzucają bankom oszustwo, a te z kolei wytykają frankowiczom chciwość. Moim zdaniem wszelkie pytania, kto ma rację, są przedwczesne. Otacza nas mieszanka niespójnych wypowiedzi, przeinaczeń, niewiedzy. Dopóki się tego nie uporządkuje, spór jest nierozstrzygalny. Trzeba najpierw przypomnieć, jak działają banki, czym są produkty bankowe, zwłaszcza kredyty, co wynika z prawa polskiego, a co wnosi prawo unijne, w tym orzeczenia TSUE. Nawet, bardziej ogólnie, do jakiego stopnia państwo powinno chronić konsumentów przed ryzykiem.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że obraz jest czarno-biały. Frankowicze twierdzą, że banki oszukały klientów, ponieważ reklamowały kredyty walutowe, choć były one niezgodne z prawem; kredytodawca wprowadzał do umów klauzule niedozwolone i nie informował należycie o ryzyku; podpisanie oświadczenia o świadomości ryzyka było bez znaczenia, gdyż i tak kredytobiorcy nie rozumieli, co podpisują.
Banki zaś utrzymują, że wszystkie podejmowane przez nie działania były legalne i udzielając kredytów, nie naruszyły żadnych przepisów. Te, które się dziś wskazuje jako niedozwolone, pojawiły się dużo później. Zatem kredytobiorcy żądają, by prawo działało wstecz?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.