Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ziemia obiecana Przemysława Radzika

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

P rzedłużanie nawet o ponad 200 dni termin ó w sporządzania uzasadnień orzeczeń, wyższa od przeciętnej liczba wyrok ó w uchylanych przez sąd wyższej instancji, brak doświadczenia w orzekaniu w sprawach skomplikowanych pod względem prawnym i faktycznym czy wreszcie brak dodatkowych osiągnięć takich jak np. publikacje naukowe czy prowadzenie zajęć dydaktycznych w szkołach wyższych. A to tylko wycinek „ osiągnięć ” , jakimi może się pochwalić awansowany właśnie przez prezydenta do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a więc do sądu II instancji, Przemysław Radzik.

O skromnym sędzim z Sądu Rejonowego w Krośnie Odrzańskim media piszą i mówią często. A to wszystko oczywiście w związku z pełnioną przez niego od 2018 r. funkcją zastępcy rzecznika dyscyplinarnego. Jego decyzje dotyczące ścigania sędziów, którzy znani są z surowego recenzowania działań obecnej większości parlamentarnej, niemal zawsze spotykają się z ostrą krytyką środowiska sędziowskiego, ale nie tylko. W związku z prowadzonymi postępowaniami Przemysław Radzik w kręgach sobie przychylnych dorobił się nawet pieszczotliwego przezwiska Rzeźnik.

Mogę sobie jednak wyobrazić (ba! jestem tego niemal pewna!), że akurat ta działalność pana Radzika w oczach prezydenta jest raczej zaletą niż wadą. Trudno mi jednak uwierzyć, że pan prezydent chciałby być sądzony i to w sposób ostateczny, wszak mówimy o awansie z sądu rejonowego do apelacyjnego, przez człowieka, o którego pracy orzeczniczej sędzia wizytator pisze tak: omówione sprawy (w których orzekał sędzia Radzik - przyp. red.) nie mogą być uznane za obszerne i skomplikowane pod względem faktycznym i prawnym, wśród nich nie występują bowiem sprawy wieloosobowe i wielotomowe, które bardzo często są przedmiotem rozpoznawania przez Sąd Apelacyjny w Warszawie, do którego aspiruje Pan sędzia. A prezes Sądu Okręgowego w Zielonej Górze stwierdza wprost: osiągane przez niego w pracy wyniki należy traktować jako przeciętne. W tym miejscu warto również wspomnieć o tym, że także jako zastępca rzecznika dyscyplinarnego Przemysław Radzik nie ma się za bardzo czym pochwalić. Wystarczy wspomnieć chociażby o postępowaniu przeciwko sędzi Monice Frąckowiak. Sąd Dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Lublinie zwrócił tę sprawę Przemysławowi Radzikowi, gdyż uznał, że ten, prowadząc postępowanie wyjaśniające, popełnił szereg błędów. Wśród nich znalazło się m.in. naruszenie równowagi stron czy niewysłuchanie obwinionej.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.