Szczerość Olgi Tokarczuk miała być wzorem. Stała się przestrogą
Jeśli otwarte przyznanie się Olgi Tokarczuk do używania asystenta AI wywołuje natychmiastowy zarzut lenistwa lub oszustwa, ludzie mogą zacząć ukrywać swoje narzędzia. W ten sposób wejdziemy w epokę cichej automatyzacji, gdzie każdy skrycie korzysta z algorytmów, ale oficjalnie deklaruje mozolną, ludzką pracę. To prosta droga do zbiorowej hipokryzji.
Internet zakipiał: Olga Tokarczuk przyznała się do używania sztucznej inteligencji. Ale wypowiedź noblistki o używaniu przez pisarkę AI pokazuje coś znacznie ciekawszego niż wyrwanie zdania z kontekstu. Pokazuje moment cywilizacyjny, w którym ogromna część społeczeństwa – szczególnie milenialsi – zaczęła traktować AI jak cyfrową wyrocznię. Nie jako narzędzie pomocnicze, lecz jako ostateczny autorytet. I właśnie dlatego wystarczyła jedna wyrwana z kontekstu viralowa wypowiedź, by tysiące ludzi uznały ją za prawdę, mimo że Tokarczuk wyjaśniła później, co dokładnie miała na myśli, a jej sposób pracy jest od lat powszechnie znany.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.