Dziennik Gazeta Prawana logo

Ceny paliw to dopiero początek

dzisiaj, 02:00

Trafiłam na wyjątkowo celne podsumowanie sytuacji, z którą od kilku tygodni się mierzymy, patrząc na wydarzenia w Zatoce Perskiej: Z jednej strony żyjemy w czasach, gdy pod względem technologii i medycyny osiągamy Mount Everest w zakresie ochrony ludzkiego życia, a cała masa naukowców nie ustaje w dalszych poszukiwaniach, by żyło się jeszcze dłużej i bezpieczniej. Z drugiej strony mamy polityków, którzy obracają te wysiłki w nicość, często za sprawą jednego komunikatu, nie ponosząc za to praktycznie żadnej odpowiedzialności. Bo przecież słynną „odpowiedzialność polityczną” większość z nas zdążyła już włożyć między bajki. Pół biedy, gdyby szło tylko o straty tu i teraz. Historia uczy nas pokory i pokazuje, że konflikty w rejonach kluczowych dla globalnej gospodarki mają skutki długoterminowe i niejednokrotnie dużo dalej idące od pierwotnie zakładanych.

Wpływ wzrostu cen paliw – i ogólnie energii – na inflację wskutek wojny w Ukrainie gospodarka europejska odczuła niezwykle boleśnie. Obserwowaliśmy, jak nasze oszczędności topniały w błyskawicznym tempie, ale nawet w tamtym dramatycznym momencie nikomu nie śniła się wizja braku nawozów sztucznych, czyli de facto radykalne zmniejszenie skali zbiorów rolnych. Bo cena i dostępność gazu mają oczywiście istotne znaczenie dla kosztów wytworzenia nawozów azotowych i fosforowych, ale jest to problem wtórny wobec braku podstawowych komponentów do ich produkcji. Tak się zaś składa, że przez cieśninę Ormuz, blokowaną przez Iran, przebiega ponad 30 proc. światowego handlu nawozami i ich komponentami, a udział transportu mocznika i siarki jest nawet jeszcze wyższy.

Tymczasem, słuchając dyskusji na temat skutków blokady cieśniny i przedłużającego się konfliktu między Iranem a USA i Izraelem, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że najbardziej aktualny problem to regulowanie cen detalicznych na stacjach benzynowych. Faktycznie, jest on w tym momencie najsilniej odczuwalny przez obywateli, a co za tym idzie – wyborców. Tyle że narracje polityków o tym, że kiedy tylko ten konflikt się skończy, to wszystko wróci do normy, należą do opowieści z mchu i paproci. Otóż nie, nie wróci, bo nie może. Rafinerie nie działają na zasadzie pstryczka on/off. Uszkodzona infrastruktura wydobywcza nie może zostać uruchomiona jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko to wymaga i czasu, i ogromnych nakładów finansowych. Jednocześnie, o ile większość z nas jest w stanie sobie wyobrazić sytuację, gdy cena baryłki ropy sięgnie 200 dol., to mało kto się zastanawia (na razie!) nad problemem braku lub głębokiego niedoboru nawozów dla rolnictwa na skalę światową.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.