Dziennik Gazeta Prawana logo

Powrót do Budapesztu. Dlaczego PiS znów stawia na Orbána

Karol Nawrocki, Viktor Orban
Karol Nawrocki, Viktor Orbanprezydent.pl / Grzegorz Jakubowski
dzisiaj, 18:29

Powrót dobrych relacji PiS z Viktorem Orbánem nie jest przypadkiem ani sentymentem. To efekt zmiany diagnozy politycznej: przekonania, że przyszłość europejskiej prawicy należy do bardziej radykalnych nurtów. A Orbán i jego Fidesz już dawno ustawili się w centrum tego trendu. To by tłumaczyło spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z premierem Węgier w środku kampanii wyborczej.

Spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z Viktorem Orbánem w Budapeszcie już dawno za nami, a kurz po bitwie nadal nie opadł. Spotkanie dało pretekst do szerszej debaty o relacji polskiej prawicy wobec „orbanizmu”. Nie jest to debata nowa – zaczęła się, odkąd stało się jasne, że rządy Orbána nie będą krótkim epizodem w historii Węgier, ale czymś politycznie znaczącym dla całej europejskiej prawicy. Dziś ta kwestia wraca w nowej odsłonie.

Powrót do Budapesztu – zmiana czy kalkulacja?

Żeby naświetlić kontekst tej debaty, trzeba cofnąć się w czasie o ponad dekadę. W 2010 r. Viktor Orbán po raz drugi zostaje premierem (wcześniej był w latach 1998–2002), uzyskując spektakularny wynik pozwalający nie tylko na głębokie reformy, ale i zmianę konstytucji, w której wzmocniono pozycję państwa, narodu, rodziny i chrześcijaństwa. W tamtym czasie PiS, pogrążony w smoleńskiej traumie, spoglądał z zazdrością na politykę nad Balatonem, a Orbán stał się dla nich wzorem do naśladowania. W czasie tamtej opozycyjnej smuty Jarosław Kaczyński rozbudzał nadzieje, że jeszcze przyjdzie „Budapeszt nad Wisłą”. I kilka lat później faktycznie przyszedł.

W czasie rządów Zjednoczonej Prawicy (2015–2023) relacje Polski z Węgrami były bardzo bliskie. Naturalny sojusz opierał się na podobnym systemie wartości, cementowanym wspólnotą poglądów i stanowisk w wielu unijnych sprawach, w tym wspólną obroną przed Brukselą wytwarzającą presję na obie stolice w kwestii praworządności.

Ten sojusz miał jednak istotną rysę, a był nią stosunek do Rosji. Orbán od czasu powrotu do władzy w 2010 r. zmienił strategię wobec Moskwy, widząc potencjał pogłębiania współpracy z Putinem. To naturalnie nie podobało się PiS-owi, ale sytuację tę akceptowano w partii Jarosława Kaczyńskiego, kalkulując, że koszty nie przesłaniają korzyści.

Ten rachunek zmienił się w 2022 r. Podczas gdy rząd PiS był głównym motorem w UE do zaostrzania sankcji wobec Rosji i organizowania pomocy dla Ukrainy, rząd Węgier był głównym hamulcowym obu procesów. To spowodowało ochłodzenie relacji. Dla polskiej prawicy zachowanie lidera Fideszu po inwazji na Kijów zaskakiwało, gdyż nie przypuszczano, że prorosyjskość przetrwa próbę pełnoskalowej wojny. Kryzys w relacjach z Orbánem wydawał się głęboki i nieodwracalny.

A jednak w 2026 r. Karol Nawrocki oraz politycy PiS zdecydowali się wyrazić poparcie dla Viktora Orbána szykującego się do wyborów parlamentarnych na Węgrzech. Nie zrobili tego z dużym entuzjazmem, ale jednak. Jak to się stało, że jeszcze w 2022 r. Kaczyński mówił, że Orbán powinien sobie kupić okulary, skoro nie widzi zbrodni rosyjskich na Ukrainie, a dziś udziela wywiadu w prorządowych mediach węgierskich, podkreślając znaczenie zwycięstwa tego polityka nie tylko dla Węgrów, ale i dla całej Europy?

Viktor Orbán i nowa prawica w Europie

Liberalne media uważają, że ocieplenie tych relacji wynika z przesuwania się PiS na pozycje coraz mniej antyrosyjskie (albo wręcz prorosyjskie). Ta narracja jest dla obecnej koalicji rządzącej wygodna, choć z gruntu nieprawdziwa, bo PiS stosunku do Rosji nie zmienił. Współpracuje z Orbánem pomimo, a nie z powodu Rosji.

Co spowodowało, że mimo fundamentalnej różnicy w percepcji zagrożenia, PiS zdecydował się poprzeć premiera Węgier i ocieplić schłodzone ostatnio relacje? Powodem jest przekonanie, że to Orbánowi wiatr historii wieje w żagle. PiS zdaje się zakładać, że skrajna prawica (alt-right) nie znajduje się już na marginesie polityki europejskiej, tylko w jej centrum. W PiS wygrywa diagnoza, że trzeba być ostrzejszym ugrupowaniem, bardziej wyrazistym, bezkompromisowym, populistycznym, jeszcze bardziej dążącym do polaryzacji, bo tego oczekują wyborcy. Ostatnie spadki poparcia dla PiS w sondażach były w ich perspektywie efektem właśnie zbyt „miękkiej gry”. W efekcie tego następuje „suwpolizacja” partii, której twarzą jest ogłoszony niedawno kandydat na premiera Przemysław Czarnek.

Gdzie w tej opowieści miejsce dla Viktora Orbána? Otóż premier Węgier lata temu wystawił podobną diagnozę i wdraża ją w życie, propagując sposób uprawiania przez siebie polityki także poza ojczyzną. Dzięki temu stał się ważnym ogniwem prawicowej międzynarodówki razem z Marine Le Pen, Matteo Salvinim czy Geertem Wildersem. Po opuszczeniu przez Fidesz mainstreamowej Europejskiej Partii Ludowej to z nimi Węgry współpracują w Parlamencie Europejskim, tworząc frakcję Patriotów dla Europy, stojącą w kontrze do EPL i znacznie silniejszą niż mniej radykalni Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należy PiS.

Kluczowym zasobem Orbána są jednak relacje z trumpistami, które buduje sprawnie od lat. Od 2022 r. organizuje konferencję CPAC w Budapeszcie, dowodząc, że pracuje na miano najpilniejszego europejskiego franczyzobiorcy ruchu MAGA.

Obserwując politykę światową i europejską, w PiS zaczyna ugruntowywać się przekonanie, że jeśli kiedykolwiek prawica przejmie władzę w Unii Europejskiej, to nie będzie to prawica eurorealistyczna, pragmatyczna, zdolna do rozmowy z mainstreamem, ale ta ostrzejsza i bardziej radykalna, czyli właśnie alt-right. Jej twarzą w Europie jest nie kto inny, lecz Viktor Orbán, którego w nowym rozdaniu nie będzie się dało pominąć.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.