Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekcja z Luksemburga. Prawo do sądu zamiast wojny o „naszych” sędziów

Prof. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego
Prof. Andrzej Rzepliński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego pisał o sądach, które w odczuciu społecznym nie spełniają swojej funkcji nie dlatego, że ich legitymacja konstytucyjna jest wątpliwa, ale dlatego, że są niewydolne i wyalienowaneDGP / WojtekGorski
dzisiaj, 16:55
aktualizacja 23 minut temu

Wtorkowy wyrok TSUE podważa logikę automatycznego kwestionowania sędziów powołanych przy udziale nowej KRS. Spór o „neosędziów” nie znika, ale zmienia się jego oś. Pytanie brzmi już nie „kto jest sędzią”, lecz czy państwo potrafi naprawić niewydolny system.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 24 marca 2026 r. w sprawie C-521/21 zdejmuje wielu komentatorom z oczu opaskę. Opaskę, którą sami sobie założyli, a następnie mnóstwo wysiłku włożyli w to, aby i opinia publiczna uwierzyła w to, że możliwy jest cywilizacyjny regres i automatyczna odpowiedzialność zbiorowa. Odpowiedzialność, zauważę, nie byle kogo, ale – jak wielokrotnie podkreślałem – grupy dla państwa prawa szczególnej. Sędziów, a zatem najistotniejszej gałęzi władzy publicznej.

TSUE powiedział jasno: automatyzm to ślepa uliczka. Nieprawidłowość w powołaniu nie czyni „ot tak” z sędziego nie-sędziego. Zgodnie bowiem z tezą 83 uzasadnienia wyroku: „z orzecznictwa Trybunału wynika również, że okoliczność, iż Krajowa Rada Sądownictwa w nowym składzie nie daje gwarancji niezależności wystarczających do rozwiania wszelkich uzasadnionych wątpliwości co do prawidłowości procedur powoływania sędziów, w których uczestniczy, nie wystarcza sama w sobie do stwierdzenia naruszenia wymogów nieodłącznie związanych z art. 19 ust. 1 akapit drugi TUE i art. 47 Karty [zob. podobnie wyrok z dnia 22 lutego 2022 r., Openbaar Ministerie (Sąd ustanowiony ustawą w wydającym nakaz państwie członkowskim), C 562/21 PPU i C 563/21 PPU, EU:C:2022:100, pkt 75 i przytoczone tam orzecznictwo]”.

Wyrok TSUE oznacza więc według mnie, że forsowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości tzw. ustawa praworządnościowa wymaga nie tyle korekty, ale całkowitej zmiany przyjętego paradygmatu.

Priorytetem ustawa „praworządnościowa” czy uzdrowienie chorego systemu?

Pytanie, które wyłania się z wyroku TSUE, brzmi: czy Polacy jako istotne państwo członkowskie w UE potrafią i chcą uzdrowić swój chory wymiar sprawiedliwości, czy w gruncie rzeczy chodzi o wygranie kolejnej politycznej bitwy w wojnie, która trwa od dekady? Przypomnę w tym miejscu tekst prof. Andrzeja Rzeplińskiego o znamiennym tytule „Żeby się sędziom chciało chcieć” opublikowany w „Gazecie Wyborczej” w 2004 r. Tak, tekst sprzed 22 lat! Uderza mnie, nie waham się użyć tego słowa w tym kontekście, przerażająca aktualność wyłożonych tam diagnoz. Już wtedy profesor pisał o „mentalności oblężonej twierdzy”, o sędziach, którzy potrafią zadzwonić do współmałżonka w supermarkecie, ale nie potrafią sprawnie ustalić statusu świadka w innej instytucji. Profesor pisał o sądach, które w odczuciu społecznym nie spełniają swojej funkcji nie dlatego, że ich legitymacja konstytucyjna jest wątpliwa, ale dlatego, że są niewydolne, zhierarchizowane i wyalienowane.

Źródło: edgp.gazetaprawna.pl/Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.