Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Czarzasty, Rose i logika epoki dyskredytacji

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty
Marszałek Sejmu Włodzimierz CzarzastyAnna Strzyżak
9 lutego, 17:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Żyjemy w czasach permanentnego poniżania i wykluczania, gdzie dyskredytacja przeciwnika stała się polityczną normą, a nie patologią. Ta łatwość bywa niebezpieczna. Może więc także w polityce i dyplomacji nie powinny dziwić nieproporcjonalne reakcje, jak ta wobec marszałka Włodzimierza Czarzastego ze strony amerykańskiego ambasadora Toma Rose'a?

Włodzimierz Czarzasty, krytykując prezydenta USA Donalda Trumpa, zapomniał, że jest marszałkiem Sejmu, konstytucyjnie drugą osobą w państwie, a nie tylko szefem partii z niewielkim poparciem, na której oświadczenia nikt poważny na arenie międzynarodowej nie zwraca uwagi. Amerykanie, ustami ambasadora Toma Rose’a, zastosowali wobec Czarzastego mocny środek dyplomatyczny, jakim jest personalne zerwanie stosunków. Mniejsza o to, czy ten rzadko stosowany w dyplomacji gest i wyraz najostrzejszej dezaprobaty był proporcjonalny. Rzecz w tym, że sięgnął po niego nasz największy sojusznik, gwarant naszego bezpieczeństwa, z którym w interesie Polski powinniśmy utrzymywać jak najlepsze relacje. To cel strategiczny, bezdyskusyjny.

Czarzasty te relacje nadszarpnął – przez własną małostkowość i brak świadomości roli, jaką obecnie pełni w państwie. Pewnie nie będzie to miało wpływu na długofalowe stosunki z Amerykanami, ale można sobie wyobrazić teoretycznie sytuację, w której prezydent nie mógłby pełnić swojej funkcji, a jego obowiązki przejąłby marszałek Sejmu, stając się zwierzchnikiem sił zbrojnych i mając realny wpływ na politykę zagraniczną. Czy taki partner byłby w tej sytuacji właściwy z punktu widzenia polskiego interesu, skoro strona amerykańska zapowiedziała jego bojkot?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.