Czarzasty, Rose i logika epoki dyskredytacji
Żyjemy w czasach permanentnego poniżania i wykluczania, gdzie dyskredytacja przeciwnika stała się polityczną normą, a nie patologią. Ta łatwość bywa niebezpieczna. Może więc także w polityce i dyplomacji nie powinny dziwić nieproporcjonalne reakcje, jak ta wobec marszałka Włodzimierza Czarzastego ze strony amerykańskiego ambasadora Toma Rose'a?
Włodzimierz Czarzasty, krytykując prezydenta USA Donalda Trumpa, zapomniał, że jest marszałkiem Sejmu, konstytucyjnie drugą osobą w państwie, a nie tylko szefem partii z niewielkim poparciem, na której oświadczenia nikt poważny na arenie międzynarodowej nie zwraca uwagi. Amerykanie, ustami ambasadora Toma Rose’a, zastosowali wobec Czarzastego mocny środek dyplomatyczny, jakim jest personalne zerwanie stosunków. Mniejsza o to, czy ten rzadko stosowany w dyplomacji gest i wyraz najostrzejszej dezaprobaty był proporcjonalny. Rzecz w tym, że sięgnął po niego nasz największy sojusznik, gwarant naszego bezpieczeństwa, z którym w interesie Polski powinniśmy utrzymywać jak najlepsze relacje. To cel strategiczny, bezdyskusyjny.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.