Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Odpowiedzialność za błędy urzędników – między automatyzmem a martwotą

Areszt Śledczy Warszawa Mokotów Rakowiecka więzienie Warszawa-Mokotów
O ile zatrzymania, areszty i wyroki, nawet te niesłuszne, są głośne, o tyle uwolnienia z reguły już są ciche.
dzisiaj, 16:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W debacie publicznej coraz częściej słychać głos, że urzędnicy powinni odpowiadać za swoje błędy także finansowo, z użyciem swojego majątku prywatnego. Wielu obywatelom trudno zrozumieć sens tego, że za oczywiście błędne decyzje płaci „państwo”, a zatem my wszyscy. Bo jeśli obywatel ponosi konsekwencje cudzej pomyłki, to dlaczego jej autor miałby czuć się bezpiecznie?

To przekonanie bierze się z obserwacji, że w społecznej narracji coraz częściej pada określenie „wymiar niesprawiedliwości”. Ciągle słyszy się, że ktoś został niesłusznie zatrzymany albo oskarżony. Coraz częściej ujawniane są też przypadki niesprawiedliwych wyroków oraz niesłusznego odbywania kar pozbawienia wolności. Choć w porównaniu z niesłusznymi skazaniami tymczasowe aresztowanie bywa postrzegane jako mniejsze zło, faktem jest, że w wyniku cudzego błędu niejedna niewinna osoba utraciła pracę, zdrowie, reputację. I o ile zatrzymania bywają głośne, o tyle uwolnienia są ciche. A jeśli nawet po latach pokrzywdzony dowiedzie, że w jego przypadku państwo popełniło błąd i że należy mu się rekompensata, to pytanie „kto za to odpowiada?” na ogół pozostaje bez odpowiedzi.

Prawo karne to nie matematyka

W oczach obywatela błąd zawsze ma imię i nazwisko. A w świecie instytucji często pozostaje anonimowy. Z perspektywy systemu prawa rzecz wygląda jednak inaczej. Prawo karne nie jest matematyką, a decyzje procesowe nie zapadają w próżni. Prokuratorzy często działają na podstawie niepełnego materiału dowodowego, pod presją czasu, oczekiwań społecznych i statystyk. Gdyby każda błędna decyzja miała automatycznie prowadzić do osobistej odpowiedzialności finansowej, aparat ścigania zostałby sparaliżowany, a liczba wakatów uniemożliwiłaby ściganie sprawców. Ostrożność przerodziłaby się w bezruch, a strach przed konsekwencjami zastąpiłby odpowiedzialne ważenie racji. Z tego punktu widzenia przysługujący prokuratorowi immunitet i wynikająca z niego ochrona nie stanowią przywileju, lecz warunek sprawnego działania państwa.

Problem w tym, że między tymi dwoma światami – społecznym i instytucjonalnym – zieje przepaść, mimo iż prawo przewiduje mechanizmy, które mogłyby ją zasypać. Istnieją bowiem przepisy pozwalające państwu dochodzić zwrotu wypłaconych odszkodowań od funkcjonariuszy, którzy bezprawnym działaniem doprowadzili do niewątpliwie niesłusznego zatrzymania czy aresztowania. W teorii brzmi to jak rozsądny kompromis: brak automatyzmu, ale pozostaje możliwość reakcji w przypadkach rażących. W praktyce zaś mechanizm ten pozostaje niemal całkowicie martwy.

Efekt? Odpowiedzialność jest czysto teoretyczna. Państwo płaci obywatelom odszkodowania, obywatele składają się w podatkach na błędy państwa, system się kręci, a konkretna decyzja, nawet jeśli sąd uzna ją za oczywiście niesłuszną, nie prowadzi do żadnej refleksji ani konsekwencji. Błąd zostaje uznany, lecz nikt nie musi się z nim zmierzyć. To rodzi poczucie bezkarności, nawet jeśli formalnie nikt jej nie deklaruje, a prawo jej przeczy.

Co z poczuciem sprawiedliwości? Z zaufaniem do instytucji?

Zwolennicy obecnego modelu ostrzegają przed „efektem mrożącym” i słusznie zauważają, że odpowiedzialność nie może stać się narzędziem odwetu ani populistycznego rozliczania każdej pomyłki. Krytycy odpowiadają, że system, w którym przez lata nie dochodzi do żadnego regresu, sprawia wrażenie, jakby skapitulował. Dodają też, że brak jakiejkolwiek personalizacji odpowiedzialności nie sprzyja ani jakości decyzji, ani zaufaniu obywateli.

Czy system, który chroni niezależność urzędników kosztem poczucia sprawiedliwości obywateli, jest jeszcze sprawiedliwy? Albo spytajmy inaczej: czy państwo, które zaczęłoby konsekwentnie sięgać po odpowiedzialność osobistą, nie podkopałoby własnych fundamentów? Na tak postawione pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Warto jednak pamiętać, że tam, gdzie sukces państwa ma wielu ojców, a jego porażki pozostają sierotami, trudno mówić o sprawiedliwości i zaufaniu do instytucji.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.