Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Konstytucyjne niedostatki

25 lutego 2009
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Debata konstytucyjna powinna trwać nieprzerwanie. Tak się dzieje w krajach o utrwalonych tradycjach konstytucyjnych, nawet takich, jak Wielka Brytania, gdzie na dobrą sprawę nie ma spisanej konstytucji, czy w Japonii, gdzie choć wszyscy uważają, że dawno powinna być znowelizowana, uczynić tego nie można ze względu na paraliż wewnątrz parlamentu. Stosunkowo często zmieniają swoją konstytucję Francuzi, nieco rzadziej Niemcy, ale wszędzie tam, gdzie konstytucja jest żywa i traktuje się ją poważnie, obywatelska debata konstytucyjna jest codziennością. Co więcej - przez niedostatki debaty konstytucyjnej co najmniej trzy razy naraziliśmy nasze państwo na poważne szkody. Nikt nie będzie dziś twierdził, że pomajowe zmiany do konstytucji marcowej zostały wprowadzone w wyniku szerokiej i pogłębionej debaty albo że konstytucja kwietniowa była konsekwentnym jej wynikiem. Wręcz kultowa Konstytucja 3 maja przyjęta została podstępem po jednodniowej dyskusji w Sejmie. Stała się pomnikiem, ale jako akt prawny pozostała, niestety, na papierze.

Nasze państwo utraciliśmy w XVIII wieku poprzez niechęć do jakichkolwiek zmian porządku konstytucyjnego. Siedemnasto- i osiemnastowieczni optymaci byli do tego stopnia przekonani, że ich przodkowie zbudowali idealny porządek prawnoustrojowy, że nie dopuszczali wręcz myśli, żeby można było go w ogóle zmieniać. Jego początkiem były Artykuły Henrykowskie, wraz z aktem Konfederacji Warszawskiej, przyjęte w 1573 roku. Dokumentem, który w całości je potwierdzał, stały się tzw. Prawa Kardynalne, uchwalone w 1767/8 roku. Szlachta uważała, że źródłem jej wolności jest prawo oraz że każda, nawet niewielka zmiana odwiecznych praw może być początkiem zdobycia przez króla pozycji absolutum dominium. I w ten sposób trwaliśmy w marazmie konstytucyjnym co najmniej o 100 lat za długo. Nie potrafiliśmy przekonać świata (mam nadzieję, że jednak kiedyś jeszcze nam się to uda), że Artykuły Henrykowskie były pierwszą, wyprzedzającą inne o ponad 200 lat, pisaną konstytucją, czyli aktem, w którym to nie panujący dzielił się z narodem polityczną władzą poprzez system koncesjonowanych, łaskawie udzielanych przywilejów, ale musiał jeszcze przed objęciem tronu podporządkować się uchwalonemu przez parlament, zakreślającemu jego władzę, aktowi prawnemu. Ale to nie oznacza, że akt ten i porządek, który rodził, były doskonałe.

Konstytucja z 1997 roku raz już była w wyniku jednego z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego zmieniana. W dwóch innych miejscach, także z inicjatywy Trybunału, trzeba było ją prostować, bo została wydrukowana w Dzienniku Ustaw z dwiema nieścisłościami w stosunku do tekstu uchwalonego i przyjętego w referendum. Fakt ten już sam w sobie jest kuriozum. A jest nad czym się zastanawiać i jest co zmieniać w naszej ustawie zasadniczej. Wszystkie te problemy powinny być zinwentaryzowane i dogłębnie przedyskutowane w możliwie jak najszerszej debacie. Konstytucjonaliści wskazywali wielokrotnie w indywidualnych wcześniejszych wypowiedziach, że doraźne zmiany konstytucji nie powinny mieć miejsca. Konieczne jest powołanie grupy ekspertów, która dokona wstępnej obróbki problemów konstytucyjnych, po to właśnie, by szerzej je przedyskutować i przedstawić wariantowe rozwiązania jej zmian. Nikt się jakoś do tej pracy nie kwapił, tymczasem rzeczywistość skrzeczy.

ea17dfe9-12f2-4fe1-b771-2687f2c97d9d-38897412.jpg

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.