Bitwa o zaciskanie pasa
Zaciskać czy nie zaciskać - oto jest pytanie. Jedni są za, drudzy przeciw. Każda ze stron ma swoje racje. A błędu nie można popełnić.
Deklaracja przyjęta po szczycie grupy G20 w Toronto głosiła: "Istnieje ryzyko, że zsynchronizowana korekta fiskalna w kilku kluczowych gospodarkach może niekorzystnie wpłynąć na ożywienie. Istnieje także zagrożenie, że brak konsolidacji tam, gdzie jest ona konieczna, osłabi zaufanie i storpeduje wzrost".
Ten język jest zdecydowanie bardziej ostrożny niż po szczycie w Pittsburghu we wrześniu 2009 roku.
Pierwsza odpowiedź jest taka, że światowa gospodarka odradza się szybciej, niż zakładano.
Druga odpowiedź leży w kryzysie fiskalnym w Grecji i innych peryferyjnych państwach strefy euro oraz wyborze rządu koalicyjnego w Wielkiej Brytanii. Ucieczka od ryzyka przybrała dramatyczne rozmiary. W maju rentowność 10-letnich greckich obligacji rządowych osiągnęła szczyt na poziomie ponad 12 procent. To doprowadziło do przygotowania przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i rządy innych państw strefy euro pakietu ratunkowego i otwarcia wspólnej linii kredytowej MFW i strefy euro na sumę 750 miliardów euro.
Skali zaostrzania polityki fiskalnej nie należy wyolbrzymiać. W swojej majowej Prognozie Gospodarczej OECD przewidywała spadek deficytów fiskalnych po uwzględnieniu czynników cyklicznych dla całej grupy z 6,4 procent w 2010 roku do 5,8 procent w 2011. Planowane jest jednak dalsze zaciskanie pasa, szczególnie w Wielkiej Brytanii.
Na antydeficytowym ekstremum znajdują się ci, którzy argumentują, że deficyty fiskalne nie mają wpływu na aktywność gospodarczą. Inny, zupełnie różny, ekstremalny pogląd głoszą ci, którzy wierzą, że głębokie załamanie oczyści sytuację po wcześniejszych ekscesach, prowadząc do ozdrowienia gospodarki. O co zatem toczy się najnowszy spór?
Tnący argumentują, że tak wielkie deficyty fiskalne zagrażają długoterminowej wiarygodności fiskalnej i ograniczają zaufanie sektora prywatnego oraz wydatki. Wprowadzanie bodźców fiskalnych oprócz wbudowanych stabilizatorów miało sens w okresie paniki w roku 2008 i na początku 2009, ale teraz nadszedł czas na szybką konsolidację. W przeciwnym razie grozi nam gwałtowny wzrost kosztów pożyczkowych, co będzie miało opłakane skutki. Trwały spadek produkcji i przychodów, jakie pozostawił po sobie kryzys, wraz ze starzejącą się populacją powodują, że takie działania są tyleż pilne, co nieuniknione.
Opóźniacze zgadzają się, że trzeba zdecydowanie wyhamować wzrost wydatków długoterminowych. Podkreślają jednak kruchość odrodzenia i, w szczególności, wielkie nadwyżki finansowe sektora prywatnego. To oszczędności prywatne powodują deficyty fiskalne, twierdzą, a nie odwrotnie.
Nie mamy pewności, po czyjej stronie jest racja. Możemy być jednak pewni, że jeżeli decydenci się pomylą, rezultaty będą opłakane w skutkach.
Tłum. tk
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Martin Wolf
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu