Dwa światy podzielone słowami
Kryzys w Europie został spowodowany przez brak rządowej dyscypliny w finansach publicznych. Ale swój udział miał w nim również brak dyscypliny słownej.
W minionym tygodniu Budapeszt próbował naprawić wpadkę polityków, którzy porównali Węgry do Grecji, zwiększając tym samym prawdopodobieństwo niewypłacalności. Obawy rynków co do stanu finansów Francji nasiliły się, gdy jeden z ministrów ostrzegł, że utrzymanie przez ten kraj ratingu potrójnego A będzie wysiłkiem. Premier Fracois Fillon pomógł osłabić euro, sugerując, że wspólna europejska waluta może osiągnąć parytet wobec dolara. Przyznać trzeba jednak, że część jego wypowiedzi mogła być przekręcona w tłumaczeniu.
Mistrzami błędów komunikacyjnych, jeżeli chodzi o globalne rynki finansowe, są Niemcy. Kanclerz Angela Merkel naraziła się na drwiny w związku ze swoim twardym stanowiskiem w sprawie ratowania Grecji. Jedynym tego efektem była dalsza wyprzedaż, która ostatecznie wywindowała koszty planu pomocowego do 110 miliardów euro.
Czy więc, gdy unijni liderzy przygotowują się do szczytu, nie powinni popracować nad swoimi umiejętnościami z zakresu finansowego PR?
Jak zauważył w zeszłym miesiącu Lorenzo Bini Smaghi, członek rady dyrektorów Europejskiego Banku Centralnego, europejskie subtelności i różnice kulturowe dezorientują rynki finansowe. Bini Smaghi wskazał, że by zdobyć poparcie społeczne, Niemcy wyolbrzymiły skalę kryzysu w strefie euro, mówiąc opinii publicznej, że "euro jest zagrożone", lub rozważając możliwość wyrzucenia z unii walutowej jednego z krajów. Doprowadziło do tego, że niemiecka retoryka zwiększyła koszty pakietu pomocowego.
Jednym z problemów może być ideologiczne podejście polityków do rynków finansowych. Kontynentalny europejski model ekonomiczny rozwijany po II wojnie światowej był oparty na partnerstwie pomiędzy rządem, związkami zawodowymi a firmami - ale nie międzynarodowymi rynkami finansowymi. Kapryśność rynków pogłębia frustrację: europejscy urzędnicy fiskalni narzekają, że ci sami dealerzy, którzy w zeszłym roku mówili, że pakiety stymulacyjne są niewystarczające, teraz domagają się mocniejszego zaciśnięcia pasa.
Ale lewicowe europejskie rządy nie są największymi winowajcami. Niemcy i Węgry mają centroprawicowe koalicje. Problem w Berlinie nie polega na tym, że rząd nie wie, jaka może być potencjalna reakcja rynków: chodzi o to, że światy rodzimej polityki i rynków międzynarodowych są niekiedy od siebie zbyt odległe.
Tak było w przypadku prób, jakie podejmował rząd Merkel, by zyskać parlamentarne wsparcie dla planu stabilizacji euro. W zamian za to zobowiązał się zakazać "nagiej" krótkiej sprzedaży, powodując paniczną wyprzedaż na rynku.
Ponieważ standard życia wielu europejskich wyborców prawdopodobnie spadnie, to na rządach spoczywa obowiązek przekonania rynków, że panują nad sytuacją. Taktyka Europejskiego Banku Centralnego polega często na milczeniu. To jednak nie ratuje EBC przed pakowaniem się w kłopoty. Co więcej, cisza jest sprzeczna z instynktem każdego polityka. Możemy się spodziewać kolejnych błędów komunikacyjnych.
tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Ralph Atkins
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu