Europa potrzebuje reformy podatkowej. Tradycyjne metody redukcji długu wobec PKB są zawodne
Jak moi czytelnicy świetnie wiedzą, wszystkie kraje europejskie, z różnym skutkiem, próbują obniżyć swój stosunek zadłużenia do PKB. Wątpliwe jest, by taka polityka była słuszna lub czy służy ostatecznie interesom obywateli Europy, ale obecnie jest ona przyjęta za pewnik. Jeżeli ktoś szukałby alternatywy i bardziej wyważonego stanowiska, zdecydowanie polecałbym moim drogim czytelnikom dyskusję Stiglitza z Krugmanem zorganizowaną w ubiegłym tygodniu przez Institute for New Economic Thinking (obiecuję, że bardziej tradycyjnym czytelnikom, którzy nie lubią szperać w sieci, przedstawię jej wnioski w następnym felietonie).
Akceptując przesłankę, choć niechętnie, musimy przyznać, że jest ograniczona liczba możliwości redukcji długu. Inflacja oczywiście ograniczyłaby ten problem. Preferowaną opcją byłby wzrost gospodarczy, który zwiększyłby przychody podatkowe, ale to wymaga inwestycji ze strony rządu lub sektora prywatnego, zaś redukcja wydatków publicznych, na którą obecnie stawiają rządy, jest w ostatecznym rozrachunku kontrproduktywna i społecznie nie do zaakceptowania. (Czy ktoś brał ostatnio udział w jakiejś demonstracji? Odbywają się ostatnio w całej Europie, ja niestety na żadną się nie załapałem.) Czwartym wyjściem jest zwiększenie przychodów podatkowych poprzez rozszerzenie bazy podatkowej lub podwyżkę stawek fiskalnych. Popularną propozycją jest podwyżka VAT-u, ale pamiętajmy, że VAT jest podatkiem regresywnym i jako taki uderza w gorzej zarabiających. Większość uznanych ekonomistów przyznaje dziś, że jednym z naszych głównych problemów gospodarczych są rosnące nierówności społeczne, więc wszelka podwyżka podatków, która je pogłębia, powinna być absolutnie ostatnią deską ratunku dla każdego demokratycznego rządu.
Do niedawna rozdęty sektor finansowy unikał wzięcia na siebie części odpowiedzialności mimo głównej roli, jaką odegrał w nawarstwianiu się długu. Można by to nazwać cudem, gdyby nie fakt, że wynikało to z apatii organów nadzoru i potężnych nacisków wpływowych grup interesów. Jednak w ostatnim miesiącu jedenaście krajów europejskich ostatecznie uzgodniło wprowadzenie podatku od transakcji finansowych (FTT), bardzo zresztą skromnego (Polski niestety nie ma wśród nich). Stawka ma się wahać od 0,01 do 0,1 proc., w zależności od rodzaju transakcji. Gdyby tylko VAT rósł o tak małe stawki.
Na początku tego roku Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wykazał, że podatek ten byłby generalnie korzystny dla polskiej gospodarki, szczególnie gdyby został wprowadzony w całej Europie i zapewnił UE dodatkowe środki. Przychody te mogłyby zostać wykorzystane do promowania inwestycji i wzrostu w Europie. Polska musi mieć pewność, że podatek ten odegra ważną rolę w obecnych negocjacjach budżetowych w UE. Szacuje się, że mógłby on przynieść 57 mld euro, nawet przy wyjątkowo niskiej stawce, gdyby wprowadzić go w całej Unii Europejskiej. Fakt, że kilka krajów UE się temu sprzeciwia, pokazuje, że niektórzy politycy preferują retorykę nad działanie, kiedy mówią o strategii wzrostu dla Europy, której ten podatek powinien być integralną częścią (tak, panowie Cameron i Miliband, do was między innymi mówię). Kto jednak powiedział, że politycy koniecznie muszą być uczciwi?
To, że europejska wspólnota biznesowa sprzeciwia się temu podatkowi, pokazuje jedynie, jak bardzo globalny biznes jest oderwany od rzeczywistości. Taki podatek jest uzasadniony z moralnego, ekonomicznego i społecznego punktu widzenia i wymaga jedynie, by sektor finansowy zapłacił to, co jest winny. Jeżeli kraje znów zaczną inwestować w przyszłość i ograniczać swoje zadłużenie, będzie to z korzyścią dla całej gospodarki. Dotknie to sektor finansowy, ale on i tak próbuje od kilku lat odłączyć się od realnej gospodarki (zapytajcie dowolnego drobnego lub średniego przedsiębiorcę, starającego się o skromny kredyt).
Podatkowi od transakcji finansowych sprzeciwia się Wielka Brytania, argumentując, że może on zaszkodzić statusowi City jako centrum biznesowego (choć cynicy radzą przyjrzeć się dokładnie, kto najwięcej wyłożył na kampanię wyborczą brytyjskiej Partii Konserwatywnej). Trudno sobie jednak wyobrazić, by fundusze hedgingowe i inne podmioty, które kupują i sprzedają te same akcje lub inne instrumenty finansowe w niespełna pół sekundy, w ramach transakcji wysokich częstotliwości, cieszyły się z takiego podatku. Z pewnością wpłynęłoby to na marże takich operacji. Czy powinno nas to niepokoić? Takie zamknięte transakcje mają żaden albo wręcz negatywny wpływ na firmy zapewniające miejsca pracy i dochody w realnej gospodarce.
Biznes zależy w istocie od wydatków nas wszystkich, a nie jedynie wąskiej elity finansowej. Dlatego też nierówność we współczesnej gospodarce jest tak ważną kwestią ekonomiczną i społeczną.
Tak czy inaczej wprowadzenie tego podatku będzie dobrą decyzją. Być może rządy zwrócą teraz uwagę na inne strukturalne problemy podatkowe, które wpływają na stabilność finansów publicznych i kondycję firm w całej Europie. Te zawirowania rynkowe obejmują mniejsze podatki płacone przez bogaczy, co jest wynikiem niższych stawek podatkowych od zysków kapitałowych i odsetek, a także różne stawki od dywidendy i papierów dłużnych, co sprzyja nadmiernemu zadłużaniu firm. Proces ten obejmuje również wykorzystywanie rajów podatkowych do ucieczki przed zobowiązaniami fiskalnymi i manipulowanie zyskami przez międzynarodowe koncerny, co daje im nieuczciwą przewagę nad rodzimą konkurencją.
Wkrótce opowiem wam o żałosnym spektaklu zaprezentowanym przez Google, Starbucks i Amazon, które przed brytyjską komisją parlamentarną próbowały usprawiedliwić to, że w ostatnich latach nie zapłaciły w tym kraju niemal grosza podatku. Jak ujął to przewodniczący komisji: "Nie oskarżamy was o to, że działacie nielegalnie, tylko że jesteście niemoralni". Można ich również oskarżyć o działanie wbrew interesom krajów takich jak Polska, dzięki którym przede wszystkim zarabiają.
Do niedawna sektor finansowy unikał wzięcia odpowiedzialności za kryzys, chociaż to on się do niego przyczynił. Teraz kilkanaście krajów europejskich uzgodniło możliwość wprowadzenia podatku od transakcji finansowych. To krok w dobrym kierunku
@RY1@i02/2012/230/i02.2012.230.00000120b.803.jpg@RY2@
Tim Clapham, psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski
Tim Clapham
psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu