Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Sarrazin prowokuje. Do dyskusji o euro

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Jeśli spotkają państwo kiedyś Niemca, a rozmowa nie będzie się kleiła, rzućcie mu dwa słowa: "Thilo Sarrazin". Gwarantuję, że będzie nawijał jak nakręcony przez następne trzy kwadranse. Czemu ten niemłody już ekonomista ze srebrnym wąsem i okularami w rogowej oprawie potrafi doprowadzić swoich rodaków do białej gorączki? Jest właśnie dobra okazja, żeby się dowiedzieć.

Po polsku wyszła bowiem druga książka Sarrazina "Europa nie potrzebuje euro". Żeby była jasność: to nie jest TA książka, po której Thilo Sarrazin został okrzyknięty pierwszym prowokatorem Republiki Federalnej i wyklęty przez niemieckie elity opiniotwórcze. Tamta nosiła tytuł "Niemcy likwidują się same" ("Deutschland schafft sich ab"). Została wydana w 2010 r. Sarrazin pisał w niej o niemieckich problemach z imigrantami, zwłaszcza tymi tureckiego pochodzenia, często już urodzonymi w Niemczech i posiadającymi niemiecki paszport. Cytował statystyki pokazujące, że niemieccy Turcy mają gorsze wyniki w nauce, częściej popełniają przestępstwa i bardzo rzadko udaje im się osiągnąć społeczny awans. Ale za to mnożą się szybciej niż Niemcy etniczni. Wniosek z tego prosty: imigranci ciągną w dół całe społeczeństwo naszych zachodnich sąsiadów. Gdyby Sarrazin pochodził z Francji, Wielkiej Brytanii albo Danii i opublikował swoją książkę w którymś z tych krajów, pewnie nie byłoby tak wielkiej hecy. Ale Niemiec piszący o wyższości jednej rasy nad drugą? Tego już było zbyt wiele dla rozmiłowanych w politycznej poprawności niemieckich elit opiniotwórczych. I zrobił się skandal, który jeszcze bardziej napędził sprzedaż Sarrazinowskiego bestsellera. Do dziś sięgnęła ona prawie 2 mln egzemplarzy.

Paradoksalne w całej tej historii jest to, że autor "Deutschland schafft sich ab" pisał tę książkę z pozycji laika. Thilo Sarrazin nie jest bowiem demografem, socjologiem ani specem od edukacji. Jest ekonomistą. Większą część swojej kariery spędził jako urzędnik na wysokich ministerialnych stanowiskach. A do dużej (choć nie wielkiej) polityki wszedł dopiero w 2002 r., gdy na siedem lat stanął na czele resortu finansów Berlina. Karierę zaś kończył jako członek zarządu Bundesbanku. Odwołano go stamtąd zresztą natychmiast pod wpływem medialnego oburzenia książką o imigrantach. Więc tak na dobrą sprawę dopiero jego druga publikacja - wydana w 2012 r. "Europa nie potrzebuje euro" - powinna być prawdziwym opus magnum niepokornego autora. Na problemach wspólnej waluty Sarrazin zna się bowiem akurat doskonale. Tylko że na rzeczowe przyjęcie ta książka w Niemczech z oczywistych przyczyn liczyć nie mogła. Za Odrą Sarrazin na zawsze pozostanie "TYM Sarrazinem od migrantów". Balansującym na granicy poprawności politycznej prowokatorem lubiącym być w centrum zainteresowania. A nie rozsądnym (choć krytycznym) głosem w debacie o przyszłości wspólnej europejskiej waluty.

To wielka szkoda. Sama "Europa..." jest bowiem pozycją spokojną i bardzo merytoryczną. A przede wszystkim świetnie napisaną. Można się oczywiście z Sarrazinem w temacie euro nie zgadzać, choć autor dość dobrze przedstawia wszystkie argumenty dowodzące, że wspólna waluta jest tworem sztucznym, nieskutecznym i nieprzemyślanym ekonomicznie. Na dodatek jego opinia nie jest bynajmniej głosem w Niemczech (i w całej Europie) odosobnionym. Dlatego dobrze, że Studio Emka zdecydowało się przeszczepić tę książkę na polski grunt. Przecież i nas czeka w końcu debata (na razie odsunięta w czasie) o członkostwie w strefie euro. Aby się do niej mentalnie przygotować, czytajmy więc i Sarrazina. Żeby potem nie było załamywania rąk, że nie wiedzieliśmy, co robimy.

@RY1@i02/2013/212/i02.2013.212.000002800.803.jpg@RY2@

Thilo Sarrazin, "Europa nie potrzebuje euro", Wydawnictwo Studio Emka, Warszawa 2013

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.