Brońmy wyjechanych rodaków
Bogata Północ do tej pory nie znała problemu bezrobocia. Kraje takie jak Holandia, Wielka Brytania czy Szwecja były mekką dla pracowników z Polski. Czasy się jednak zmieniają. Politykom w tych państwach coraz trudniej ukryć niechęć do polskiego hydraulika, sprzedawcy, budowlańca. I to nie kibolom czy lumpen klasie średniej, tylko politykom głównego nurtu i poważnym gazetom. Gdy w Holandii bezrobocie rośnie z 3 proc. do niemal 7 proc., Geert Wilders przestaje być niszowym wariatem opowiadającym bajki o zapijaczonych Polaczkach. Takie argumenty z chęcią podchwyci polityk uznający się za orędownika postępu. Choćby Lodewijk Asscher, wicepremier, minister pracy i polityki społecznej, socjaldemokrata. W Wielkiej Brytanii, gdy pojawia się zjawisko wyzerowanych (Brytyjczyków pracujących na zasadach, które u nas są określane mianem umów śmieciowych), to nie tabloidy włączają się w spory o zatrudnianie Polaków w Tesco czy Next. Wyręczają ich politycy lewicowej Partii Pracy i liberalny "Guardian".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.