Ekonomia i nicość myśli
Konwencjonalna ekonomia to nauka, gdzie za dużo jest modeli dla modeli. To, moim zdaniem, degeneracja
Leszkiem Balcerowiczem
Co pan czyta?
Zwykle kilka książek naraz. Zawsze jakiś kryminał po niemiecku, francusku albo angielsku. Dużo historii.
A o gospodarce?
Ostatnio przygotowywałem do druku serię "Nobliści". Siedmiu czy ośmiu laureatów Nagrody Nobla z ekonomii, którzy jeszcze nie byli tłumaczeni na polski, np. Brytyjczyka Ronalda Coase’a. Dżentelmena liczącego już sobie 103 lata.
I co można u niego znaleźć?
Prace Coase’a wniosły do ekonomii wiele świeżości. Konwencjonalna ekonomia to nauka, gdzie za dużo jest modeli dla modeli. To, moim zdaniem, degeneracja. Liczy się przede wszystkim to, czy coś można wyrazić w języku matematyki, niezależnie, jak to się ma do rzeczywistości.
A to dopiero! Leszek Balcerowicz przyznaje się, że nie przepada za matematyką!
Ja akurat matematyki się nie boję i zawsze byłem z niej niezły, ale uważam, że w ekonomii nie należy przysłaniać językiem matematyki faktycznej nicości myśli. W ekonomii jest tak, że najważniejsze twierdzenia można wypowiedzieć prostym i zrozumiałym językiem. Można wskazać wybitnych ekonomistów, którzy wnieśli swój wkład do rozwoju właśnie dlatego, że zobaczyli coś nowego i to coś przydało się do zrozumienia rzeczywistego świata. A czasami umożliwiało lepszą politykę gospodarczą.
I Coase jest kimś takim?
To człowiek, który wymyślił nowy kierunek z pogranicza prawa i ekonomii, czyli ekonomiczną analizę prawa (law and economics). Bardzo precyzyjnie formułował myśli, nie używając matematyki. I dokonał dwóch wielkich odkryć. Jako pierwszy zauważył, że wszystkie interakcje ekonomiczne coś kosztują i wprowadził pojęcie kosztów transakcji. Wyjaśnił przy okazji, dlaczego w ogóle istnieją firmy.
I dlaczego?
Właśnie po to, żeby redukować koszty transakcyjne. Bo gdyby tych kosztów nie było, wówczas wszelka działalność gospodarcza mogłaby się odbywać w formie bezpośrednich transakcji rynkowych. Nikt by wówczas żadnych firm nie potrzebował. Na tym opiera się m.in. współczesna ekonomia instytucjonalna. Sprowadza się ona przecież w dużym stopniu do pytania, jak budować instytucje, żeby maksymalnie obniżyć koszty transakcyjne związane z ich funkcjonowaniem. A co najciekawsze, on to zrobił w roku 1937. Mając lat 27.
A jego drugie odkrycie?
Jeszcze głośniejsze. Coase rozwiązał gnębiący ekonomistów problem kosztów zewnętrznych. Większość ekonomistów przed i po Coasie twierdziła, i czasem twierdzi nadal, że można go rozwiązać tylko poprzez interwencję trzeciej strony - rządu. Taki rząd nakłada podatek na fabrykę wypuszczającą swoje ścieki do rzeki, z której korzysta całe miasto. Bo nie można oczekiwać, by ta firma sama z siebie taki podatek uiściła. A Coase pokazał, że jeżeli jest tylko prywatne prawo własności i jeżeli łatwo się stronom porozumieć, to niezależnie od szczegółowego kształtu prawa mogą dojść do rozwiązań optymalnych. To znaczy takich, które maksymalizują produkcję z danego zasobu. To było zupełnie sprzeczne z wyobrażeniami wszystkich znanych ekonomistów. Nawet tych wolnorynkowych. Jest taka znana anegdota, że po publikacji tego tekstu Coase został zaproszony przez najwybitniejszych wolnorynkowców z Chicago na dyskusję. Byli przekonani, że bez trudu udowodnią mu, iż jego pomysły to herezja. Po dwóch godzinach nawet Milton Friedman przyznał Coase’owi, że ma rację.
Nie wierzę. Wolnorynkowcy z Chicago z Friedmanem na czele dali się do czegoś przekonać!
To faktycznie bardzo rzadki przypadek (śmiech).
@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.00000240a.802.jpg@RY2@
Marcin Kaliński
Leszek Balcerowicz, wicepremier i minister finansów w latach 1989-1991 oraz 1997-2000, prezes NBP w latach 2001-2007, przewodniczący Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu