Gdy nadejdzie czas próby
W połowie lat 80. Peter Gabriel i Kate Bush nagrali piosenkę pt. "Don’t Give Up" (Nie poddawaj się). Choć ten utwór znałem od dawna, nigdy nie wsłuchiwałem się w słowa tego smutnego kawałka. Dopiero niedawno ktoś uświadomił mi, że dotyczy ona strachu przed... bezrobociem.
Zaczyna się zwyczajnie. Gabriel śpiewa, że nigdy nie był typem loosera. Potrafił walczyć o swoje i zwyciężać. Widział, że są tacy, którym powinęła się noga. Ale nie sądził, że może to spotkać również jego. Gdzieś przy drugiej zwrotce zaczynamy rozumieć, że nie chodzi tu o bliżej nieokreślone życiowe niepowodzenia. Rzecz dotyczy problemu bardzo konkretnego. Utraty pracy i związanego z tym uczucia spadku własnej wartości. Pod koniec nie mamy już wątpliwości. "Przeniosłem się do innego miasta, próbowałem stanąć na nogi. Ale tu jest tylu ludzi na jedno stanowisko. Tylu ludzi, których nikt nie potrzebuje". Powtarzający się refren w wykonaniu Kate Bush (tytułowe "Nie poddawaj się") trochę uspokaja. Ale tylko trochę.
Tej piosenki powinni posłuchać ci, którzy uważają, że rynek pracy to prosty mechanizm, którym rządzą jedynie żelazne prawa podaży oraz popytu. I że rosnące bezrobocie nie jest problemem, bo doprowadzi nieuchronnie do obniżenia kosztów pracy. Co poprawi konkurencyjność produkcji i firmy zaczną zatrudniać nowych ludzi. W rzeczywistości przy wysokiej stopie bezrobocia zaczynają się uruchamiać zupełnie inne niepokojące mechanizmy. Jakie? W formie piosenki pokazał to duet Gabriel-Bush. Jednak jest też kilka klasycznych prac ekonomistów na ten temat.
Jedna z najnowszych to publikacja dwóch pracowników Instytutu Gospodarki Światowej w niemieckiej Kilonii - Dennisa Snowera i Wolfganga Lechthalera. Zadali oni sobie pytanie, dlaczego zła sytuacja na rynku pracy utrzymuje się zazwyczaj dużo dłużej niż sama recesja. Snower i Lechthaler nie byli pierwszymi badaczami mierzącymi się z tym zagadnieniem. W latach 80. dominowało np. przekonanie, że problem leży po stronie pracodawców. Nikt przecież nie lubi zwalniać ludzi, więc firmy czekają z naborem dość długo, nim się upewnią, że ożywienie rzeczywiście powróciło. Inna teza głosi, że ludzie przyjmują nastawienie dominujące w społeczeństwie. W czasach gdy bezrobotnych jest mało, nikt nie chce być jednym z nich. W kryzysie brak pracy normalnieje. Staje się standardem, co prowadzi do jego reprodukcji.
Snower i Lechthaler patrzą na sprawę inaczej. W ich modelu ogół pracowników można podzielić na elitę oraz podklasę. Nie chodzi tu o stanowisko czy rodzaj wykonywanej pracy. O przynależności do każdej z grup decyduje indywidualne nastawienie do zawodowych obowiązków. Każdy, kto lubi swoją pracę, jest elitarystą. Wiąże się to z relatywnie wysoką etyką pracy, wydajnością oraz niechęcią do bycia zwolnionym. Podklasa to ich zaprzeczenie. Jej przedstawiciele swojej pracy nie lubią, nie przykładają się do niej i raczej im na niej nie zależy. Elitaryści mają w każdych warunkach większe szanse na znalezienie nowej posady, a u należących do podklasy te szanse są niższe. Według badaczy problem polega na tym, że w czasie przedłużających się recesji wyjątkowo wielu elitarystów przeistacza się w podklasowców. Mechanizm jest prosty. Elitarysta traci pracę, która była dla niego ważna, definiowała wręcz to, kim jest. Szybko znajduje inne zajęcie, ale w kryzysie dobrych i satysfakcjonujących (tak merytorycznie, jak i finansowo) prac jest mniej. Elitarysta dostaje więc gorszą posadę, adaptuje się do nowych obowiązków, przyjmując stopniowo tożsamość podklasowca. I jak to z większością degradacji bywa, tylko najsilniejsi potrafią bez problemu powrócić szybko do dawnej wyższej tożsamości. A więc w kryzysie szeregi elitarystów topnieją, a podklasa rośnie.
Pozostaje tylko odśpiewać za Kate Bush: "Don’t give up". Tylko ilu z nas się to uda, kiedy nadejdzie godzina próby?
@RY1@i02/2013/124/i02.2013.124.00000020a.802.jpg@RY2@
Rafał Woś dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu