Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Piszcie limeryki

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Pamiętają Państwo? Rok temu w tym miejscu zachęcałem do pisania ekonomicznych haiku. Pomysł wypalił, godzi się go więc - już choćby dla podtrzymania pięknej tradycji - kontynuować. Ale żeby nie było banalnie, w tym roku proponujemy delikatną zmianę poetyckiego klimatu.

Bo haiku to gatunek piękny, ale w polskiej tradycji zakorzeniony gorzej niż taki na przykład limeryk. Dla tych, którzy nie pamiętają, krótkie wprowadzenie. Limeryk to krótki, groteskowy i frywolny wierszyk. Nie dajmy się jednak zwieść. Choć leciutki, to podlega bardzo ścisłym wymogom formalnym. Wersów musi być pięć. Rymują się na zasadzie aabba. To znaczy: pierwszy z drugim, drugi z trzecim, a piąty z pierwszym. No i najlepiej, kiedy już na wstępie pojawi się nazwa geograficzna. Niektórzy twórcy dowodzą, że limeryk musi być plugawy. Ale tu zdania są podzielone.

Tak czy inaczej limeryk - choć pochodzi od nazwy miasta w Irlandii - świetnie się przyjął i rozkwitł w nadwiślańskiej kulturze. Wszystko to - podobno - z powodu niezwykłej fleksyjności naszego pięknego języka, która daje wierszoklecie niebywałe pole do popisu. Popisywało się więc wielu. Od Tuwima po Szymborską. Szkoda, że w tym gronie brak ekonomistów. I w ogóle tematów bardziej gospodarczych. Chociaż - jeśli lepiej pogrzebać, to można znaleźć taki na przykład wierszyk Gałczyńskiego:

Był pewien mnich z Tipperary,

który strasznie lubił dolary,

lecz, że nogę miał krzywą,

robił z dolarów piwo

- ten dziwny mnich z Tipperary.

Dobrze poinformowani wiedzą też, że wierszyki (choć nie limeryki) pisał Michał Kalecki. Podobno w ich posiadaniu jest Jerzy Osiatyński, uczeń i wydawca pism słynnego łódzkiego ekonomisty. Jak dotąd nie ujrzały one jednak światła dziennego. Jedyny, który udało mi się kiedyś od Osiatyńskiego wyciągnąć, brzmi tak:

Co na dziś trudności rodzi,

w perspektywie ci wychodzi,

nigdy więc nie padaj duchem,

bądź perspektywicznym zuchem.

Wierszyk jest satyrą Kaleckiego na tych wszystkich, którzy myśląc o gospodarce, zapominają o krótkim okresie. I o tym, że długi okres zawsze jest sumą okresów krótkich.

Dobre wzorce można jednak czerpać z zagranicy. W amerykańskiej blogosferze ekonomicznej funkcjonuje na przykład niejaki Dr. Goose. Tenże przedstawia samego siebie jako doktora ekonomii, który postawił sobie za cel popularyzowanie tej dziedziny poprzez limeryki właśnie. Oto próbka jego możliwości:

Fed Chairmen (paternal or motherly)

Have made a depressing discovery:

If demand isn''t great,

You can lower the rate

But you can''t cut your way to recovery.

Albo:

Said a banker of world reputation:

It''s an Age of Reduced Expectation.

For workers, the answer

Is less social transfer;

The rich face diminished taxation.

Tłumaczył ich nie będę, bo nie jestem Czesławem Miłoszem. Powiem tylko, że oba zawierają dość gorzką (i trafną) ocenę przyczyn i skutków obecnego kryzysu. Potrafią Państwo napisać lepsze? Piszcie limeryki ekonomiczne! Najlepszych - jak zwykle - docenimy. A może nawet - też jak zwykle - nagrodzimy.

@RY1@i02/2014/246/i02.2014.246.000000400.101.gif@RY2@

Rafał Woś dziennikarz DGP

Rafał Woś

dziennikarz DGP

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.