Słodkie zapomnienie
kac moralny
życie nie jest fair - powiedział ostatnio tragicznym głosem mój 5-letni syn. Dlaczego? - zapytałam. Dziecko zamyśliło się, wzruszyło ramionami i powiedziało: nie pamiętam. Świadkowie się roześmieli, bo jednozdaniowy przeskok z głębi egzystencjalnej do obojętności faktycznie jest dość zabawny. Ja natomiast poczułam zazdrość. Jak to zrobić, żeby tak po prostu, ze zdania na zdanie, zapomnieć? O tym, co nie fair, o tym, że globalne ocieplenie (i że niedźwiedzie polarne samotnie na topniejących krach wyją o pomoc do zdziesiątkowanych pingwinów), że Strefa Gazy, że zewsząd radykalizacja i nienawiść albo że niewyobrażalne jeszcze rok temu naruszenie granic w Europie powoli staje się faktem? Ale po chwili odetchnęłam z ulgą. Przecież mam na to świetny sposób; używam go namiętnie od niemal roku. Nazywa się "Candy Crush".
"Candy Crush" to gra na telefon, tablet, komputer. Niewiele upraszczając, cel gry można opisać następująco: musisz ustawiać grupki kolorowych cukierków obok siebie, żeby znikły albo utworzyły supercukierka. Jak ci się taka operacja uda, to pan z offu mówi głębokim głosem: "Sweet!" albo nawet "Divine!". Cukierki monotonnie spadają, z uspokajającym stukotem. Na liczniku pojawiają się kolejne punkty, karmiąc cię satysfakcją, ale nie niezdrową euforią, jak to ma zapewne miejsce w przypadku bardziej skomplikowanych gier. A potem przechodzisz do następnego poziomu, gdzie wszystko jest prawie takie samo, tylko ciut trudniejsze, ale tylko ciut. I tak chyba przez całą wieczność, bo chociaż chodzą w internecie słuchy, że ten i ów przeszedł całą sagę "Candy Crush", to ja jestem na poziomie 360 i końca nie widać. To nic. Najważniejsze to być zawieszonym w bezkresnej, aczasowej plazmie cukierkowej rzeczywistości. Stuk, stuk, stuk. Sweet. Divine. Jeszcze dwieście punktów. Następny poziom. W oczach pojawiają się hipnotyczne esy-floresy, nie ma już nic, tylko kolorowe słodycze.
Brzmi idiotycznie, prawda? Idiotyczne jest samo zadanie, idiotyczny fakt jego nieskończonej powtarzalności, a już kompletnym idiotyzmem jest to, że człowiek mimo tego idiotyzmu w ogóle gra. A jednak: miesięcznie aplikację otwiera 481 milionów użytkowników. Tylko w pierwszym kwartale tego roku "Candy Crush" zarobiło ponad 607 mln dol. Dziennie przynosi ok. 995 tys. — dla porównania nieco bardziej sensowne "Angry Birds" (tu przynajmniej mamy jakiś konflikt, tu są świnie, tam ptaki, ktoś komuś zjada jaja, trzeba obliczyć kąt natarcia) przynoszą około 7 tys. dol. dziennie. Kwestionariusz opracowany przez Ask Your Target Market mówi, że 32 proc. cukierkowców ignoruje przyjaciół i rodzinę na rzecz słodkiej rozrywki, 10 proc. ma poważne konflikty z bliskimi na tle czasu spędzanego przy "Candy Crush", a 30 proc. deklaruje uzależnienie. Co tu jest grane?
W skrócie gry typu "Candy Crush" są o wiele lepsze od torby chipsów. Do torby chipsów łapę pakujemy rytmicznie i bezwiednie, tutaj nasze zaangażowanie jest nieco większe, coś tam musimy pomyśleć, ale - co ważne - niewiele więcej. Mechaniczność nasza jest więc nieco mniej mechaniczna, ale mechaniczna w dalszym ciągu. Wiemy z psychologii, że najbardziej wciągają człowieka wzmocnienia pozytywne częste, acz do pewnego stopnia nieprzewidywalne. W wyciągniętej z torby chipsów łapie zawsze będzie chips, równie dobry jak poprzedni (nuda). "Candy Crush" natomiast oferuje raz większego chipsa, raz mniejszego, a czasem nawet (ach, prowokacyjny flircie!) żadnego chipsa nie ma. Czyli jest fajnie, jest sweet, divine, ale jednak trzeba się mieć trochę na baczności, nie można sobie całkiem odpuścić. Następnie są poziomy. Jest kolejny poziom. Co w nim będzie? Nie wiadomo. To nie tak, jak z drugą, pozbawioną tajemnicy torbą chipsów. Cukierki, moi drodzy, mogą być ułożone zupełnie inaczej! I tak zhakowano nasz mózg po raz kolejny poprzez niespotykany balans między działaniem automatycznym a przemyślanym, między ciekawością a obojętnością, między karą a nagrodą. A co najważniejsze, przy torbie chipsów człowiek tak się nudzi, że zwykle ogląda telewizję. A tam, panie, Gaza, radykalizm, niedźwiedzie na krze wołające do pingwinów, rzeczy straszne. Tymczasem "Candy Crush" wymaga skupienia, więc niedźwiedzie pokornie odpływają na swoich krach za horyzont naszej uwagi. Czy to nie jest niebezpieczne, że deweloperzy tak świetnie potrafią wywołać w nas postawę kognitywnego, moralnego i życiowego zombie? Czy to nie jest właśnie zapowiedź większego Wielkiego Brata albo krachu cywilizacyjnego? Stuk, sweet, divine. Trzeba się mieć na baczności. Dlaczego? Zapomniałam.
@RY1@i02/2014/153/i02.2014.153.000001400.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu