Prawo coraz bardziej troszczy się o zwierzęta
Jak się wydaje, w ostatnich miesiącach częściej rozmawiamy o zwierzętach nie tylko w kontekście własności, lecz przede wszystkim w kontekście ich ochrony prawnej i dobrostanu. Dyskutujemy o zakazie używania petard w sylwestra, o odpowiedzialności za porzucenie pupila, o standardach hodowli. Temat przestaje być niszowy. Wychodzi z przestrzeni aktywizmu i trafia do debaty legislacyjnej.
Na rodzimym gruncie wciąż oswajamy się z tym, że pies to nie element obejścia. Polska ustawa o ochronie zwierząt z 1997 r. w art. 1 wprost stanowi, że zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Ustawa zakazuje znęcania się, nakłada obowiązek humanitarnego traktowania oraz zapewnienia odpowiednich warunków bytowania. Obowiązują ograniczenia w trzymaniu psów na łańcuchu. To zmiana mentalna, a zarazem prawna, która jeszcze kilkanaście lat temu wydawała się rewolucyjna. Gdy jednak w Polsce wciąż toczy się spór o granice ingerencji prawa w relację człowieka i zwierzęcia, w innych krajach regulacje idą dalej. W Niemczech ochrona zwierząt została wpisana do konstytucji (art. 20a). Zabroniono też stosowania obroży elektrycznych wobec psów, uznając je za sprzeczne z zasadą humanitarnego traktowania. W Austrii troska o zwierzęta znalazła umocowanie konstytucyjne już w 2004 r. W Holandii od 2021 r. ostatecznie zakazano hodowli zwierząt futerkowych. Na antypodach dobrostan zwierząt regulują ustawy stanowe. Dyskutuje się tam o zaostrzeniu sankcji za pozostawienie psa w niebezpiecznych warunkach (np. w nagrzanym samochodzie) oraz o rozszerzeniu katalogu zachowań uznawanych za zaniedbanie.
Lepiej psu u ludzi niż w schronisku
Co kraj, to obyczaj, także w podejściu do zwierząt. Są państwa, które konsekwentnie wzmacniają ich ochronę, inne ograniczają się do ogólnego zakazu znęcania się. Kierunek wydaje się jednak wspólny: coraz silniejsze włączanie dobrostanu zwierząt w ramy prawa publicznego. W debacie pojawiają się również postulaty, by ustawowo określać maksymalny czas pozostawiania zwierzęcia samego w domu albo minimalną liczbę godzin, które opiekun powinien spędzać z psem w ciągu doby. Intencja jest szlachetna, wszak chodzi o przeciwdziałanie samotności i zaniedbaniu. Łatwo jednak wyobrazić sobie sytuację, w której troska legislacyjna zaczyna przypominać próbę zmierzenia relacji stoperem. A przecież w tej dyskusji warto pamiętać o rzeczy podstawowej: zwierzę, które ma swoich ludzi, więź emocjonalną, bezpieczny dom i codzienną, nawet jeśli nieidealną rutynę, ma większą szansę na dobre życie niż w najlepiej wyposażonym schronisku. Schronisko, choć prowadzone z oddaniem, pozostaje miejscem przejściowym, pełnym hałasu, stresu i niepewności. Samotność w domu nie jest rozwiązaniem idealnym, ale w ogromnej liczbie przypadków jest bliższa ideału niż instytucjonalna bezdomność. Prawo powinno więc zwiększać poczucie odpowiedzialności wobec zwierząt i edukować, a nie próbować zastępować więzi przepisem. Życie pupila w rodzinie to przede wszystkim relacja, a nie liczba minut spędzonych pod nadzorem urzędnika. ©℗
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.