Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

O tym, czy polski prezydent ma dar przewidywania przyszłych przestępstw

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Zakup noża nie czyni z nas nożownika. Tak samo maska na twarzy nie oznacza, że ktoś jest wandalem i zagraża bezpieczeństwu

W pierwszej scenie filmu pt. ,,Raport mniejszości" Howard Marks w swojej sypialni zakładał właśnie okulary, gdy wpadli przez okno uzbrojeni policjanci, powalając go i informując, że aresztują go za przyszłe morderstwo Sary Marks i Donalda Dubina. Nie ma znaczenia, że zatrzymany nie popełnił żadnego przestępstwa, istotne jest jedynie, że mógłby je popełnić, gdyby nie zatrzymanie i aresztowanie. Jak wyjaśnia jeden z oficerów policji swojemu podwładnemu: "To, że powstrzymałeś fakt przed zaistnieniem, nie zmienia tego, że ten fakt miałby miejsce".

Prowadzi to do stworzenia nowej gałęzi prawa, zwanej prawem przed-przestępstwem (the Precrime law). Zgodnie z nim Agencja Prewencji poprzez trzech jasnowidzów przewiduje przyszłość i karze sprawcę, zanim jeszcze popełni on zabroniony czyn. Punktem zwrotnym akcji jest moment, w którym to sam szef Agencji Prewencji, John Anderton, zostaje uznany za przyszłego przestępcę (przedstępcę).

Koncepcja opiera się na twierdzeniu, że człowiek nie posiada wolnej woli i swobody decyzji, lecz jego los jest poddany okrutnemu determinizmowi, który jedynie władza może przepowiedzieć, przewidzieć i mu zapobiec. Zdolność jasnowidzenia jest przecież naturalnie przynależna władzy. I gdy pisze ona w uzasadnieniu ustawy, że "projektowana nowelizacja przepisów powinna wzmocnić gwarancję dla wolności pokojowych zgromadzeń poprzez eliminację realnych zagrożeń ze strony osób, których nie można zidentyfikować i dla których cel zgromadzenia jest obojętny lub wrogi" (uzasadnienie prezydenckiego projektu ustawy o zgromadzeniach), to na pewno mylić się nie może.

Podziw musi budzić rozwiązanie z art. 1 ust. 1 owego projektu, zgodnie z którym "w zgromadzeniach nie mogą uczestniczyć osoby, których identyfikacja z powodu ubioru, zakrycia twarzy lub zmiany jej wyglądu nie jest możliwa". Jakże inaczej uzasadnić tę regulację, aniżeli zdolnością do jasnowidzenia i przewidywania przyszłych przestępstw.

Trybunał Konstytucyjny w sprawie o sygn. akt Kp 1/04 podkreślał, że "zamaskowanie czy przebranie samo w sobie nie stanowi zagrożenia dla wartości konstytucyjnych zawartych w art. 31 ust. 3, których ochrona wiąże się ściśle z ochroną pokojowego charakteru zgromadzenia". Trybunał stwierdził, że "wygląd zewnętrzny uniemożliwiający identyfikację nie może być przesłanką zakazu uczestnictwa w zgromadzeniach, gdy dotyczy osób, które w żaden sposób nie zagrażają pokojowemu charakterowi zgromadzeń".

Dla uznania danego zachowania za zabronione i karalne konieczne jest, aby to zachowanie naruszało chronione dobro. "Sprzeczny z normą sankcjonowaną będzie tylko taki czyn, który naraża na niebezpieczeństwo dobro prawne lub je narusza" - zaznacza w swoim komentarzu do kodeksu karnego prof. Andrzej Zoll. Zamaskowany uczestnik zgromadzenia nikomu zaś nie zagraża, jak wynika z przywołanego wyżej rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego. Tak jak nie zagraża nikomu ten, kto kupuje nóż czy samochód, lecz jedynie ten, kto noża tego użyje przeciwko innej osobie lub samochodem spowoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Również zakup telefonu komórkowego nie zagraża żadnemu dobru, chyba że ten telefon zostanie wykorzystany jako narzędzie do zorganizowania aktów wandalizmu w trakcie zgromadzenia.

Podczas okupowania Wall Street w Nowym Jorku w sierpniu 2011 r. pięć osób zostało aresztowanych za zasłanianie twarzy (protestujący mieli na sobie maski Anonymusa, znane także w Polsce z czasu niedawnych protestów w sprawie ACTA). W tym przypadku wykorzystano 150-letnie przepisy obowiązujące w tym stanie, których jednak od dawna nie stosowano - pochodziły z 1845 r. i wprowadzono je, gdy farmerzy przebierający się za Indian napadali na urzędników. W uzasadnieniu swojej interwencji policja nowojorska wskazała, że protestujący maskowali się w celu uniknięcia identyfikacji w trakcie dokonywania aktów wandalizmu i atakowania policjantów. Jednak społeczeństwo i media amerykańskie jednoznacznie oceniły te działania jako pretekst do zdławienia protestów, a nie zapobieżenia zagrożeniu ze strony zamaskowanych demonstrantów.

Nie można jednak podejrzewać polskiego prezydenta o tak niecne zamiary. Amerykanie może i tak postępują, ale u nas jest niemożliwe, żeby władzy przyświecały takie intencje. Przecież symbolem protestów przeciw ACTA była zasłaniająca twarz maska Guya Fawkesa, a zakaz zasłaniania twarzy ograniczyłby wolność ekspresji tego ruchu, pozostając bez żadnego wpływu na bezpieczeństwo demonstrantów. Skoro zatem ideą prezydenta nie było ograniczenie wolności słowa, to co?

Pozostaje zatem jedyna możliwość w postaci daru przewidywania przyszłych przestępstw. Bo jak inaczej wyjaśnić to, co tak trafnie i dosadnie ujął prezydent w uzasadnieniu swojego projektu, że "projektowana nowelizacja powinna wzmocnić gwarancje dla wolności pokojowych zgromadzeń poprzez eliminację realnych zagrożeń ze strony osób, których nie można zidentyfikować i dla których cel zgromadzenia jest obojętny lub wrogi".

Każdy zamaskowany to przyszły przestępca, tak jak "każdy pijak to złodziej". Jeżeli ktoś zakrywa twarz, to na pewno dla niego cel zgromadzenia jest "obojętny lub wrogi". Jedno zachowanie (zakrycie twarzy) determinuje następne (spowodowanie zamieszek). I nie ma tu nic do rzeczy "wolna wola" czy "swoboda decyzyjna" człowieka, który przecież mimo że zamaskowany, to może odstąpić od aktów wandalizmu.

"Wolność pokojowych zgromadzeń" zostanie zaś wzmocniona - idąc za tokiem rozumowania prezydenckiej ustawy - jeżeli wyeliminujemy wolność poszczególnych uczestników tych zgromadzeń. Im mniej wolności jednostek, tym większa wolność wspólnoty.

Wolność przynosi przecież tylko niepokój, zamęt i niedolę, a Wielki Inkwizytor wie, że "człowiek woli spokój, a nawet śmierć, od wolnego wyboru (...) i nie ma nic bardziej ponętnego dla człowieka nad wolność sumienia, ale nie ma też nic bardziej męczącego" (Fiodor Dostojewski w "Braciach Karamazow").

I jest tylko jeden problem: na jakiej podstawie karać przyszłych przestępców? Skoro jako istoty pozbawione wolnej woli i poddane ślepemu determinizmowi, według prezydenta, tak czy inaczej popełnią przestępstwo, to przecież moralnie nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

Z drugiej zaś strony, jeśliby przyznać im wolność decydowania o swoich czynach, to niemoralne będzie ich karanie, gdyż Władza nie może być do końca pewna, czy popełnią przestępstwo, jako że w każdej chwili mogą od niego odstąpić. Ale już informacji o rozstrzygnięciu tego dylematu próżno szukać w projekcie prezydenckiej ustawy.

Trybunał Konstytucyjny podkreślał, że "zamaskowanie czy przebranie samo w sobie nie stanowi zagrożenia dla wartości konstytucyjnych (...), których ochrona wiąże się ściśle z ochroną pokojowego charakteru zgromadzenia"

@RY1@i02/2014/006/i02.2014.006.07000020a.803.jpg@RY2@

Fot. Wojtek Górski

Dr Marcin Warchoł zastępca dyrektora Instytutu Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Dr Marcin Warchoł

zastępca dyrektora Instytutu Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.