Pod Marszałka, bez Marszałka
24 kwietnia 1935 roku weszła w życie nowa konstytucja. Uchwalona w cieniu aresztowań, brutalnej pacyfikacji wieców opozycji, naginania i łamania prawa
Stanisław Car miał całkiem sporo zalet. Był człowiekiem bardzo dzielnym, czym wykazał się podczas wojny polsko-bolszewickiej, gdy służył w 10 dywizji gen. Lucjana Żeligowskiego i walczył z nią m.in. pod Radzyminem, Ciechanowem i Zamościem. Był też z pewnością dobrym prawnikiem – studiował w Warszawie i Odessie, a praktykę zdobył jeszcze podczas wojny. Nieźle radził sobie także z teorią prawa. To on założył i prowadził cenione pismo prawnicze „Palestra”.
Problem w tym, że był nade wszystko utalentowanym karierowiczem. Wyczuł, że w najbliższych latach piąć się najłatwiej będzie u boku Józefa Piłsudskiego – polityka jeszcze dość niepopularnego w mocno wtedy endeckiej Warszawie, ale wyraźnie wyrastającego na legendę. Car się pod tę legendę podłączył i w 1918 r. został szefem Kancelarii Naczelnika Państwa. Jego gest został doceniony. Stał się potem jedną z najważniejszych postaci rządów sanacyjnych, a niezliczone przypadki naginania prawa dla korzyści władzy zyskały wkrótce określenie „caryzacji prawa”, on zaś sam nazywany był przez ulicę „Jego Interpretatorskoje Wieliczestwo” (Jego Interpretatorska Wysokość).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.