O przewodzeniu kotom za pomocą e-maila
P odobno kiedyś grupa inżynierów z NASA została zapytana, co jest trudniejsze: budowa rakiety, która przetrwa w kosmosie, czy zarządzanie zespołem ludzkim. Odpowiedzieli bez wahania, że trudniejsze jest zarządzanie ludźmi. A kiedy jeszcze dowiedzieli się, że chodzi o zespoły rozproszone w różnych miejscach – uciekli w popłochu do swoich rakiet, które zdawały się im dziecinną igraszką.
Lekko przerobiłem anegdotę (pojawia się również w tej książce), by pokazać rodzaj stopniowania rzeczy trudnych – z przywództwem sprawowanym na odległość jako wyższą szkołą jazdy (przynajmniej jeśli zestawić ją z przywództwem zwykłym). Tymczasem konieczność zarządzania zespołami, których fizycznie nie sposób zebrać w jednym miejscu, staje się codziennym wyzwaniem wielu menedżerów.
Książka Kevina Eikenberry’ego i Wayne’a Turmela daje przynajmniej jakąś nadzieję na ogarnięcie tematu. Przedstawia czytelnikowi 19 czytelnych zasad, zgodnie z którymi można się do tego zabrać. Najważniejsza z nich głosi, że na pierwszym miejscu jest przywództwo. Lokalizacja pracowników powinna mieć zaś znaczenie drugorzędne. Po jej wygłoszeniu autorzy przystępują do wyjaśnienia swojej koncepcji przywództwa. Definiują je jako zdolność do wyznaczenia kierunku, w którym inni ludzie chcą (w miarę możliwości dobrowolnie) podążać. Jeśli nikt nie podąża, o przywództwie nie ma mowy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.