Wąskie gardła zamówień dla armii. W tle wojna z Iranem
Niedobór metali ziem rzadkich może się odbić na dostawach dla polskiego wojska. Niepokojący raport amerykańskiego think tanku pokazuje, jak USA przygotowały się do nowego konfliktu i jak dług potrwa odrabianie strat. Wnioski nie napawają optymizmem.
Dla Polski Stany Zjednoczone od lat były jednym z głównych dostawców broni. To właśnie za oceanem zamówiliśmy 366 czołgów Abrams, system obrony przeciwrakietowej Wisła (rakiety Patriot), śmigłowce Apache czy myśliwce F-35. W 2026 r. powinna też zapaść decyzja o wyborze modelu maszyny, która mogłaby wejść na wyposażenie kolejnych dwóch eskadr myśliwskich. Mowa jest o następnych 32 samolotach, a wśród kandydatów znalazł się m.in. amerykański F-15EX. Jak nieoficjalnie ustalił DGP, doniesienia o możliwych problemach z dostawami zza oceanu spowodowały, że w MON zaczęto się zastanawiać, czy amerykański kierunek zakupów jest właściwy.
Konieczna dywersyfikacja dostaw dla wojska
– W strategii bezpieczeństwa militarnego potrzebne jest kierowanie się zasadą dywersyfikacji, podobnie jak w bezpieczeństwie energetycznym. Nie wolno uzależnić się od jednego dostawcy, który może mieć jakieś inne zadania – mówi generał Stanisław Koziej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.