Garlej zamiast guinnessa
Con Houlihan był legendą irlandzkiego dziennikarstwa. Miarą jego popularności jest to, że w co drugim dublińskim pubie ma swoje mniejsze lub większe popiersie (każdy z pubów szczyci się tym, że to w nim Con przepijał wypłatę). Tenże Houlihan zapisał kiedyś ważne słowa: „Ptaka rozpoznaje się po tym, jak śpiewa. A człowieka po tym, jak opowiada swoje historie”.
Piotr Garlej nie jest Irlandczykiem, ale podręcznik opowiadania historii wyszedł mu nie zgorszy. Autor od paru lat jest jednym z najlepszych w Polsce specjalistów od biznesowych prezentacji. Nie tylko przygotowuje je na zamówienie, lecz także uczy, jak lepiej je tworzyć. W ślad za praktyką i szkoleniami w naturalny sposób przyszła też pora na teorię. Podręcznik „Storytelling...” to wetknięcie przez Garleja flagi na szczycie i obwieszczenie: „To jest mój teren, ale mogę was nauczyć tego, czego się po drodze dowiedziałem”.
Co jest – zdaniem Garleja – najważniejsze w przygotowaniu prezentacji? Mamy więc – na początek – wyznanie wiary w dobry plan opowieści („struktura ważniejsza niż matura”), potem idzie dbałość o to, żeby przekaz nie tylko był zrozumiały, ale także angażował odbiorców („I jak inkluzywność”), konieczna jest także dbałość o stronę wizualną, bo nie samym słowem żyje człowiek. Po przerobieniu tych wstępnych kroków przychodzi czas na storytelling. Jak opowiadać, żeby chcieli nas słuchać? Czy należy zaskakiwać? Utwierdzać? Ile szczegółu? Ile dygresji? Na koniec przychodzi czas syntezy. Dopiero storytelling nałożony na prostą komunikację daje mistrzowskie efekty. Może stanowić przewagę konkurencyjną w biznesie – zwłaszcza na rynkach zdecentralizowanych, gdzie rywalizują ze sobą produkty w sumie dość podobne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.