Do nowej chińskiej pięciolatki trzeba podejść poważnie
Patrzenie na Chiny wyłącznie jako na taniego dostawcę prostych produktów to niepoparte faktami pocieszenie. Ich dotychczasowa polityka przemysłowa nie okazywała się zawsze skuteczna, lecz była wystarczająco efektywna, by osiągać kolejne kamienie milowe - pisze Artur Klimek.
Uchwalenie nowej pięciolatki podczas niedawnej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych było chyba żywiej komentowane w Europie niż w Państwie Środka. Są ku temu powody. Skumulowany deficyt Unii Europejskiej w handlu towarami z Chinami w ostatnich trzech latach wyniósł prawie 1 bln euro. Nie sposób było zbilansować tego niewielką nadwyżką w usługach. Liczy się nie tylko bezpośrednia wymiana, lecz także konkurencja w dostępie do rynków trzecich, bo eksport odgrywa dużą rolę również dla Europy. Zdecydowane wejście Chin na zarezerwowane dotąd dla Unii i innych rozwiniętych gospodarek obszary technologii zagraża ich pozycji.
Chiny jasno wskazały obszary, które będą traktowane priorytetowo: półprzewodniki, lotnictwo, systemy kosmiczne, biomedycyna i drony (również te zdolne przenosić ludzi). Technologie te w wielu krajach są już zaawansowane, ale Państwo Środka ciągle ma sporo do nadrobienia. W planie wymienia się też technologie przyszłości, takie jak: komputery kwantowe, technologia 6G, nowe źródła energii czy interfejsy mózg-komputer. Należy więc się spodziewać jeszcze ostrzejszej rywalizacji o wiedzę, energię i rynek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.