Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Jubileusz wąsatego Gala

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Ma sztucznego satelitę i menu w McDonald’s. Asterix kończy 50 lat

Kiedy rodzice szli na zakupy, zostawiali nas w dziale z książkami, a my tam czytaliśmy Asteriksa - wspomina swoje dzieciństwo w Grenoble politolog Nicolas Maslowski, rocznik 1972. A takich osób jak on na całym świecie są miliony. Bo komiksy o przygodach Gala rozeszły się w 320 milionach egzemplarzy i w ponad stu językach (także po łacinie i starogrecku). Asterix jest bohaterem kilkunastu filmów oraz gier komputerowych. Ma inspirowany swoimi perypetiami park rozrywki pod Paryżem. Trafił też w kosmos i do kuchni. Jego imieniem ochrzczono sztucznego satelitę oraz menu w McDonald’s. Największy wkład Francji we współczesną popkulturę obchodzi pięćdziesiąte urodziny. Nic dziwnego, nad Sekwaną czczą wąsatego woja niczym bohatera narodowego.

Uwielbienie Francuzów dla papierowego herosa było przedmiotem niezliczonych rozpraw naukowych. Najpopularniejsza wykładnia fenomenu tłumaczy go charakterem narodowym mieszkańców ojczyzny Moliera.

Otoczona palisadą osada, w której mieszka Asterix, jest jedynym skrawkiem Galii, który nie pozwolił się podbić legionom Juliusza Cezara. To oczywista analogia - niepokorna wioska to Francja, zaś rzymscy siepacze - obcy interwenci. 29 października 1959 roku, kiedy komiks o Asteriksie zadebiutował na łamach magazynu Pilote, była to "słodka Francja" pod rządami de Gaulle’a, która nie dała się pokonać znacznie potężniejszym Niemcom oraz Stanom Zjednoczonym. Tym pierwszym militarnie, a drugim gospodarczo i kulturowo.

Francuzi pokochali "Asteriksa", bo dzięki niemu mogli odreagować swoje kompleksy. W czasach, kiedy pałeczkę na międzynarodowej arenie przejęły Ameryka i ZSRR, Francja musiała się dowartościować. A w "Asteriksie" Francuzi zawsze byli najlepsi i wygrywali z potęgami. Te symbole stały się czytelne dla wszystkich. - Każdy w domu miał kilka komiksów. Można je było dostać w każdym supermarkecie - wspomina Maslowski. Potwierdza to współautor "Asteriksa" Albert Uderzo (rocznik 1927). Rysownik wspomina, że swojego bohatera wymyślili z Goscinnym, po tym jak pewien wydawca pożalił się, iż ma dość tego, że jego dzieci czytają komiksy amerykańskie. "Asterix" miał więc uwodnić światu, że Francuz też potrafi. Jak na ironię obaj twórcy komiksu nie są etnicznymi Frankami. Uderzo to z pochodzenia Włoch, zaś urodzony w Paryżu Rene Goscinny (1926 - 1977) jest synem Polaka i Ukrainki.

Oczywiście celebrowanie frankofońskiej megalomanii to za mało, by wywindować komiks na listy bestsellerów. Goscinny i Uderzo zrobili woltę, która zapewniła im miejsce w dziejach tego gatunku, dzięki nim komiks wyszedł z przedszkola, przestał być tylko rozrywką i trafił do dorosłych. Sfrancuziały Włoch i paryżanin o polskich korzeniach jako pierwsi na taką skalę pokazali, że komiks może być dziełem sztuki, którego lektura wymaga solidnego wykształcenia.

Główni bohaterowie skrojeni są według eksploatowanego w literaturze wzorca - pary przyjaciół o różnych osobowościach. Konusowaty Asterix to typ idealisty, spryciarza, któremu w pierwszym rzędzie chodzi o dobro ogółu. Jego otyły i przerośnięty kompan Obelix jest żarłokiem i safandułą. Są trochę sybarytami, więc każdy odcinek przygód kończy się ucztą.

Sukces w walce z legionistami zawdzięczają Panoramiksowi. Druid przyrządza magiczny napój, który daje nadludzką siłę. Nie potrzebuje go tylko Obelix, który jako niemowlę wpadł do kotła z czarodziejskim płynem i od dziecka ma krzepę niczym Herkules. Tu dochodzimy do kolejnego toposu europejskiej kultury. Asterix i Obelix są zwyczajni - jeden to kurdupel, drugi grubas, a obaj mają nosy jak kartofle. Z takimi brzydalami łatwiej się czytelnikowi utożsamić niż z muskularnymi amerykańskimi superbohaterami.

Do tego dochodzi pełen lingwistycznych akrobacji, błyskotliwych aluzji i skojarzeń humor. W "Wielkiej przeprawie" przybywają do Ameryki wikingowie. Kiedy pierwszy z rogatych wojowników schodzi na ląd, rzuca: "Mały krok dla mnie. Wielki skok dla ludzkości!". W "Róży i mieczu" kobieta trubadur prowadzi w wiosce feministyczną propagandę: "Siostry Galijki! Zerwijcie kajdany!". Z kolei głuche na apel agitatorki wioskowe modnisie jeżdżą po ciuchy do metropolitarnej Lutecji.

W dialogach pojawia się łacina, zaś starożytna sceneria, obyczajowość i stosunki społeczne przemieszane są z cytatami z współczesności. Starożytni Galowie i Rzymianie zmagają się ze spekulacjami na rynku nieruchomości, korkami na drogach, głupotą reklam i wieloma innymi problemami, w które obfituje dzisiejsza rzeczywistość. "Od początku naszym celem było sparodiowanie współczesnego społeczeństwa" - mówi Uderzo, który od śmierci Goscinnego w 1977 roku sam pracuje nad cyklem.

Ten uniwersalny przekaz przyćmił frankofilską wymowę komiksu. Zresztą tak naprawdę śmiejąc się ze sparodiowanych w "Asteriksie" cudzoziemców, Francuzi śmieją się także z siebie. Goscinny i Uderzo wykpiwają skłonność do stereotypowego postrzegania innych narodów, która w przypadku wieśniaków z Galii objawia się na przykład szyderstwami z brytyjskiej mgły ("Na Wyspach nie ma jej tylko wtedy, kiedy pada"). Tego rodzaju megalomania żywotna jest nie tylko w dorzeczu Sekwany i Loary, ale pod każdą szerokością geograficzną. - Ta żonglerka jest uwodzicielska. Tam, gdzie powinno się zachować political corectness, autorzy pozwalali sobie na wykorzystanie stereotypów. Francuzi żartowali z Anglików, ale w tym samym momencie śmiali się też sami z siebie - dodaje Maslowski.

W czasach PRL dzieła Goscinnego i Uderza nie wydawano, a obcojęzyczne wydania o wąsatym woju przywożono z Zachodu. Polscy czytelnicy, przyzwyczajeni do siermiężnych edycji krajowych komiksów, przeżywali szok. - Kupiłem kilka "Asteriksów" od handlarza na bazarze Szembeka. To było niewiarygodne. W latach 80. z braku papieru i maszyn poligraficznych wydawano u nas komiksy na kiepskim papierze z żółto-czarnymi obrazkami. "Asterix" był jak mercedes przy syrence. Miał piękną, lakierowaną okładkę, kolorowe ilustracje i nieziemsko pachniał farbą drukarską. Nie liczyło się, że nie wiedziałem, o co chodzi, bo nie znałem języka. Na "Asteriksie" nauczyłem się francuskiego - wspomina Mariusz Dąbrowski, grafik z Warszawy.

Podobne doświadczenia miał Krzysztof Ostrowski, wokalista zespołu Cool Kids of Death. - Pierwszego "Asteriksa" zobaczyłem jako uczeń podstawówki. Przywiózł go z Belgii mój przyjaciel. To jeden z najbardziej dynamicznych komiksów, jaki kiedykolwiek czytałem. W połowie lat 80. w Łodzi nawet guma do żucia przywieziona z NRD była wielkim wydarzeniem, a co dopiero album komiksowy w sztywnej oprawie, z niesamowitym nasyceniem barw, wydrukowany na papierze, którego w Polsce się nie widywało - wspomina.

Większość Polaków o "Asteriksie" nie miała jednak pojęcia. Polska edycja jego przygód pojawiła się dopiero w roku 1990. Przez lata w klimat tego komiksowego pamfletu na współczesność, osadzonego w zamierzchłej przeszłości, wprowadził nas rodzimy autor. W swojej serii o przygodach "Kajka i Kokosza" Janusz Christa przerobił patent Goscinny’ego i Uderza na słowiańską modłę i dodał aluzje do Polski Ludowej. - Lubię "Kajka" za jego swojskość, "Asteriksa" poznałem później - mówi pisarz Jakub Żulczyk. Autor powieści "Radio Armageddon" dodaje, że dzieło Goscinnego i Uderza nigdy nie zyskało u nas należnej pozycji. Jubileusz pięćdziesięciolecia to dobra okazja, by spojrzeć na "Asteriksa" nie jak na hollywoodzką superprodukcję, lecz jeden z najważniejszych komiksów w dziejach i błyskotliwy pamflet na rzeczywistość. Na dodatek wymyślony przez artystę z polską metryką.

@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.186.0012.101.jpg@RY2@

Asterix, Obelix i jego ukochany kundel Idefix

© Les Editions Albert Rene Goscinny Uderzo Egmont Polska

Cezary Polak

współpraca Ewa Antoniak i Klara Klinger

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.