Zabrać i bogatym, i biednym
"Robin Hood" Ridleya Scotta jest świetnym widowiskiem. Ale i dowodem, że reżyser myśli już przede wszystkim w kategoriach finansowych, niekoniecznie artystycznych
Gdy kilka lat temu pojawiły się pierwsze informacje, że Ridley Scott przeniesie na ekran opowieść o Robin Hoodzie, zapowiadało się wydarzenie. Podobno reżyser planował przewartościowanie legendy o banicie z Sherwood. Chciał odwrócić role: to Robin miał być tym złym, a szeryf z Nottingham miał stać po stronie sprawiedliwych. Nie wiem, czy wystraszyło się studio, czy jednak Scott stwierdził, że nie podniesie ręki na jedną z największych ikon angielskiej popkultury. A być może doniesienia o wczesnych planach scenariusza należy po prostu włożyć między bajki. Wiem za to, że rezygnując z opowiedzenia legendy o Robinie w tak nieoczywisty sposób, Ridley Scott stracił szansę na nakręcenie wielkiego filmu.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.