Demaskacja mitu
"Mesjaszy" Györgya Spiró polscy krytycy przyjęli z osłupieniem i nieskrywanym zakłopotaniem. Jak to bowiem możliwe, że przez dziesiątki lat żaden z polskich twórców - wyjąwszy próby Krzysztofa Rutkowskiego - nie zabrał się za temat tak smakowity, tak fascynujący i w dodatku leżący na wyciągnięcie ręki? Zbiorowe opętanie religijne polskiej emigracji polistopadowej w Paryżu lat 40. XIX wieku aż prosiło się o literacką fabułę. A może niezły film. Polacy przechodzili jednak obok tematu obojętnie.
Czyżbyśmy tak bardzo bali się ruszyć z miejsca romantyczne truchła, które do dziś od czasu do czasu wprawiają ogłupiały naród w opętańczy, chocholi taniec? Dlaczego tylko Maria Janion uparcie dekonstruuje romantyczne mity, strąca zmurszałych wieszczów z pomnikowych cokołów, dowodząc, jak dalece, jak wampirycznie wgryźli się w naszą mentalność, żerując na niej od blisko 200 lat? Może trudno nam się dziwić? "Polska Chrystusem narodów" - od wielu dekad kaligrafują gnębione przez polonistów dzieci, potem recytują pustą, wykutą na pamięć formułę na egzaminie dojrzałości, zanim pójdą w świat. I niby nic właściwie się nie dzieje. Tyle że romantyczna trucizna już zdążyła nas zakazić, wzbierający podskórnie wrzód w pewnym momencie pęka - przy okazji narodowych tragedii czy zapiekłych sporów nie wiadomo, jak i skąd zaczynamy mówić Mickiewiczem, wprawiając w zdumienie cały świat.
W sukurs musiał więc nam przyjść Węgier, zabierając się do rzeczy rzetelnie, metodycznie, w sposób wolny od lokalnych obciążeń. György Spiró (notabene również autor powieści "Iksowie" opartej na biografii Wojciecha Bogusławskiego) mówi w wywiadach, że "Mesjaszy" napisał dla Polaków. Historia Węgrów jest wprawdzie naszej bliska, ci jednak mają raczej dusze pragmatyków. Opowieść o mesjańskim mistycyzmie to dla nich rzecz z gatunku dziwacznego science fiction. Ale nas kusi, by zajrzeć za próg domu przy paryskiej rue d’Amsterdam, siedziby Koła Sprawy Bożej, królestwa Andrzeja Towiańskiego, samozwańczego zbawiciela, który zdołał omotać emigracyjnych poetów: Mickiewicza, Słowackiego, Goszczyńskiego. Histeryk, szarlatan, nawiedzony szaleniec. Jaką charyzmę musiał mieć Towiański, by zamydlić oczy największym umysłom polskiej emigracji tamtego czasu? - zastanawia się Spiró, a my razem z nim. Bo życie towiańczyków odbywa się według zasad rządzących każdą sektą: jest pranie mózgów, manipulacja, wykorzystanie dominacji i władzy. Nawet z mitu romantycznej miłości zostają strzępy, gdy czytamy o łóżkowych igraszkach brata Adama z piękną Ksawerą pod bokiem chorej psychicznie żony. Spiró oparł swoją powieść na solidnym materiale dokumentalnym. Przestudiował zachowane listy, pisma Towiańskiego, dzienniki. To rzecz potężna, momentami monotonna. Ale dla naszej zbiorowej psychoanalizy niezbędna.
@RY1@i02/2010/220/i02.2010.220.196.038c.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/220/i02.2010.220.196.038c.002.jpg@RY2@
FOT. MAKSYMILIAN RIGAMONTI; MARCIN KALIŃSKI
@RY1@i02/2010/220/i02.2010.220.196.038c.003.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu