Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W rytmie Szekspira

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Wszystkie utwory sceniczne Williama Szekspira ukażą się w nowych przekładach. Ich autorem jest Piotr Kamiński

Seria nowych przekładów ukaże się już w styczniu, gdy nakładem WAB ukaże się "Makbet". To pierwszy cykl tłumaczeń Szekspira od przekładów Stanisława Barańczaka, które ukazywały się w latach 90. ubiegłego wieku. Tym razem w dokładnym opracowaniu naukowym pod redakcją szekspirologa, Anny Cetery. Taki zestaw może sprawić, że mistrz ze Stratfordu stanie się nam jeszcze bliższy, być może też - czego chcieliby twórcy tych wydawnictw - bliższy temu, jak brzmi po angielsku.

Piotr Kamiński postawił sobie poprzeczkę wysoko - każdy wiersz tłumaczy tylko jednym wierszem. Równa liczba wersów w oryginale i przekładzie z pozoru wydaje się kwestią formalną, ale w rzeczywistości to ogromna trudność, na którą narzekali polscy tłumacze w XIX wieku. Znaleźli na nią sposób - dodawali w przekładach wersy, tylko pozornie zachowując rygor metryczny - jedenaście polskich sylab za dziesięć angielskich. Mimo tych starań, efekt był daleki od charakteru tekstów Szekspira. "Takie poluzowanie przyniosło korzyści - pojawiło się więcej miejsca na oddanie sensu oryginału" - tłumaczy Anna Cetera. "Wkrótce jednak ujawniły się skutki uboczne - Szekspir po polsku stał się rozwlekły i przegadany. Słynny dudniący pentametr wyhamował, przycichł, czasem nawet usypiał. Tłumacząc z dokładnym zachowaniem rytmu, Piotr przyspiesza i ogromnie dynamizuje tę poezję. To całkiem nowa energia". Pracą Kamińskiego zachwycony jest Andrzej Seweryn, który podkreśla, że dla aktora taki tekst to "błogosławieństwo". Gdyby nie spotkanie tych dwóch panów nowe polskie tłumaczenia Szekspira prawdopodobnie nie powstałyby tak szybko.

Wcześniej Piotr Kamiński przede wszystkim pracował jako krytyk muzyczny i dziennikarz, związany z Polskim Radiem. Publikował przekłady z literatury francuskiej i angielskiej (Samuel Beckett, Jean Genet, Raymond Chandler). W 1981 roku Roman Polański zaprosił go do współpracy w roli doradcy muzycznego przy warszawskiej inscenizacji "Amadeusza" Petera Shaffera. Po premierze Kamiński wyjechał do Francji na zaproszenie Polańskiego, by zrealizować z nim francuską premierę tej sztuki. Po ogłoszeniu stanu wojennego osiadł we Francji, gdzie był dziennikarzem RFI. Tłumaczył na francuski Wisławę Szymborską, zaczął współpracować przy spektaklach z Andrzejem Sewerynem. W 2004 roku spotkali się w Teatrze Narodowym w Warszawie przy pracy nad "Ryszardem II". Na początku chodziło tylko o konsultację, skończyło się na przekładzie, bo według Kamińskiego żaden z istniejących nie był wystarczająco dobry.

A uczył się Szekspira na przekładach uznawanych dziś za kanoniczne - Józefa Paszkowskiego i Leona Ulricha. Ich pierwsze wydania (PIW) dostał pod choinkę w dzieciństwie, twierdzi, że "mama coś przeczuwała". Czekał na inaugurację teatru The Globe w Londynie, który po rekonstrukcji ruszył w 1997 roku. "Zobaczyłem tam nagle, na jaki instrument teatralny te sztuki zostały napisane", wspomina. Tłumaczenie Szekspira zaczął od właśnie od pracy z Andrzejem Sewerynem - od "Ryszarda II", który po premierze w Teatrze Narodowym ukazał się nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego. Wtedy też zaczął pracować z Anną Ceterą, która dziś przy każdej okazji podkreśla, jak dobrym tłumaczem jest Kamiński: "Bardziej niż inni zdaje sobie sprawę, że dramaty Szekspira są nie tylko o czymś, lecz też że są w określony sposób opowiedziane. Przekład ma być zrozumiały, dynamiczny, a jednocześnie wierny wobec powracających obrazów, dźwięków, autocytatów. Wreszcie idealnie sprzyjać dykcji i emisji głosu aktora. W tym wszystkim Piotr jest nieuleczalnym perfekcjonistą. Jednocześnie potrafi być cierpliwy dla samego siebie, czekać tygodniami, aż zakiełkuje w głowie właściwe rozwiązanie".

Szekspir wpisał się w polska kulturę w szczególny sposób - każde kolejne tłumaczenie było odbierane jako przełom. Maciej Słomczyński miał zastępować przekłady kanoniczne, Stanisław Barańczak - Słomczyńskiego. Kamiński tę misterną, trudną do naśladowania poezję tłumaczy, nie polemizując z poprzednikami. "Po prostu robię swoje" - mówi. Jednocześnie twierdzi, że język oraz styl Paszkowskiego i Ulricha zestarzały się, a Ignacy Hołowiński popełniał błędy, starając się wszystko rymować. "Niemniej znajdziemy u nich głębokie zrozumienie tekstu, wierność wobec niego i wielką, literacką wyobraźnię. Nie przypadkiem Paszkowski i Ulrich wciąż powracają na sceny". Nie zamierza na siłę zmieniać utartych zwrotów z Szekspira, powtarzanych po polsku. "Najlepsze z tych znalezisk nie tylko wolno, ale wręcz należy przenosić do nowych przekładów. Nie ma powodu odkrywać na nowo Ameryki i robić gorzej tylko po to, żeby było inaczej. Nie mam takich ambicji".

"Wystarczy zajrzeć o jego przewodnika operowego, aby przekonać się, z jaką precyzją opisuje niemal każdy dźwięk w partyturze. Dokładnie tak samo wsłuchuje się w oryginał tekstu" - mówi Anna Cetera. "Jest czujny, niebywale wrażliwy na rytm i brzmienie. Wspaniale wykorzystuje swoje pasje muzyczne i doświadczenie radiowe. Dba, aby grały wszystkie elementy tekstu: znaczenie, obraz i wrażenie akustyczne".

Sam Kamiński twierdzi, że niemożliwe jest, by doświadczenie w pracy tłumacza - które rośnie - doprowadziło go do rutyny. "Zaczynając pracę nad kolejną sztuką, niby czuję się pewniej, jednak zawsze jak u stóp nowej góry" Teraz przekłada "Ryszarda III", a przygodę z Szekspirem zaplanował na całe życie.

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.0026.101.jpg@RY2@

Piotr Kamiński

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.0026.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.0026.002.jpg@RY2@

"Tragedia Makbeta" Romana Polańskiego. Polski reżyser jest wielbicielem przekładów Kamińskiego

Piotr Kamiński nie obawiał się znakomitych poprzedników tłumaczących dzieła Shakespeare''a, a jego przekłady dzieł mistrza są najlepszym potwierdzeniem, że warto odświeżać klasykę. Z pewnością znajdą się dzieła, których polskie wersje tak wpisały się do naszego języka, że kolejne przekłady nie mają właściwie racji bytu - tu wystarczy wspomnieć książeczkę pod tytułem "Fredzia Phi Phi", czyli nową próbę spolszczenia "Kubusia Puchatka" (który tym samym przeszedł translatorską operację zmiany płci). My podpowiadamy, jakie książki warto przeczytać w nowych przekładach, nawet jeśli wydają się one odległe od tych uznawanych za kanon.

"Pinokio" (Media Rodzina) - Jarosław Mikołajewski przywraca blask klasycznej powieści Carlo Collodiego, ale odsłania także jej prawdziwe oblicze: droga do budującego morału jest mroczna, posępna i chwilami przerażająca.

"Losy dobrego żołnierza Szwejka czasów wojny światowej" (Znak) - być może część czytelników odebrała to jako zamach na klasykę, skoro nawet z tytułu arcydzieła zniknął "wojak" zastąpiony "żołnierzem". A jednak przekład Antoniego Kroha zachwyca i jeszcze lepiej oddaje zarówno humor, jak i głębię powieści Jaroslava Haška. Książka ukazała się w firmowanej przez Znak serii "50 na 50", w której pojawiły się także nowe tłumaczenia m.in. "Braci Karamazow" i "Biesów" Fiodora Dostojewskiego oraz "Lorda Jima" i "Jądra ciemności" Josepha Conrada. Wszystkie godne najwyższej uwagi.

"Wyprawa na żmirłacza" (Oficyna Naukowa) - Robert Stiller zabija dżabersmoka i bezpardonowo rozprawia się z przekładami Stanisława Barańczaka. Ale jednocześnie oferuje doskonałe spolszczenie poematów Lewisa Carrolla, który nie bez powodu uchodzi za twórcę wyjątkowo trudnego do tłumaczenia.

"Latający cyrk Monty Pythona. Tylko słowa" (Read Me) - fanatycy Monty Pythona daliby się pociąć za przekłady Tomasza Beksińskiego, które towarzyszyły pierwszej emisji "Latającego cyrku..." w TVP. W wersji książkowej ze względów prawnych i technicznych ukazał się przekład Elżbiety Gałązki-Salomon. Równie doskonały i wcale nie mniej śmieszny.

A czyje dzieła Państwa zdaniem wymagają odświeżenia? Kto zasłużył na nowy przekład? Czechow czy Gogol? Cervantes czy Hugo? Twain czy Hemingway? Czy w ogóle potrzebujemy nowego kanonu przekładów? Czekamy na Państwa opinie, sugestie, pomysły. Za kilka tygodni podsumujemy plebiscyt, oddamy także głos krytykom literackim.

jakub.demianczuk@infor.pl

Marta Strzelecka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.