Perfekcyjna niedoskonałość
Spec od improwizacji i parodystycznej imitacji. Twórca postaci nadętych i głupich. Steve Coogan: mistrz neurotycznej komedii
W filmie "Hamlet 2" wcielił się w pretensjonalnego nauczyciela Danę Marschza, prowadzącego szkolne kółko teatralne. Kiedy dyrekcja grozi obcięciem funduszy na jego lekcje, Dana postanawia wraz z uczniami wystawić sztukę własnego autorstwa - koszmarnego gniota z przerostem ambicji. Jednak niezamierzenie śmieszny musical "Hamlet 2", w którym na scenie spotykają się rock’n’rollowy Jezus, duński książę, Adolf Hitler i jeszcze kilka powszechnie znanych postaci, niespodziewanie okazuje się hitem. Pod pozorami głupoty kryje się zaś mądrość i głębia, o którą nikt nie podejrzewałby tego życiowego nieudacznika.
Brytyjski komik, aktor i producent przyznaje, że w pracy chętnie wykorzystuje własne lęki, słabości i wady. - Bycie kreatywnym wymaga pewnego rodzaju neurozy. Jeśli znajdujesz się w stadium nirwany, nie będzie to dla nikogo ani interesujące, ani zabawne - mówił Coogan. - Niepewność i malkontenctwo dają ci napęd. Kreacja to dziwny proces, który powoduje, że rzeczy, które cię niepokoiły, nagle przestają cię już martwić, bo zrobiłeś z nich sceniczny użytek - wyjaśniał swoje komediowe credo.
Postać Dany ma z pewnością wiele ze Steve’a: to niespełniony aktor, walczący z uzależnieniem trzeźwy (do czasu) alkoholik, pozer ukrywający luki w wykształceniu pod afektowanymi gestami. Coogan przez wiele lat walczył z kompleksami dotyczącymi swojej edukacji - odrzucony przez pięć szkół teatralnych w Londynie ukończył wydział dramatyczny politechniki w rodzinnym Manchesterze. - Zawsze czułem, że jestem za bardzo niewielkomiejski - wyznał w wywiadzie dla "Independent". - Obecnie czytam mnóstwo książek historycznych, bo odczuwam swoje braki w tej dziedzinie. Z tym że teraz nie sprawia mi trudności przyznanie się do tego - kiedyś raczej ukrywałem swoją ignorancję - opowiadał aktor.
Uzależnienie też nie jest dlań obcym tematem. Brytyjskie tabloidy z lubością publikowały jego zdjęcia po rozmaitych alkoholowych i narkotykowych libacjach oraz donosiły o ekscesach celebryty. Plotkarska fala osiągnęła szczyt w 2005 roku, kiedy brukowce doniosły o rzekomym romansie Coogana z Courtney Love, co przyczyniło się do rozpadu małżeństwa komika. Obecnie aktor zaszył się na prowincji, rzadko bywa w Londynie i niechętnie opowiada o swoich problemach z trzeźwością. - Teraz po prostu zachowuję się inaczej, niż kiedy byłem młody. Znalazłem swój sposób na własną perfekcyjną niedoskonałość - szybko zamknął temat Coogan.
Aktorskie niespełnienie może wydać się fałszywym tropem - Coogan przynajmniej w Anglii cieszy się statusem gwiazdy. Jego komediowe wcielenia, zwłaszcza niesympatyczny radiowy DJ Alan Partridge, którego grał w scenicznych stand-upach, telewizyjnym serialu i internetowych krótkometrażówkach, cieszą się sporą popularnością. Uznanie branży i krytyki przyniosły mu zaś role w filmach Michaela Winterbottoma: "24 Hours Party People", w którym zagrał legendarnego szefa Factory Records Tony’ego Wilsona, oraz "Wielka ściema. Tristram Shandy". W tej genialnej ekranizacji niemożliwej do sfilmowania XVIII-wiecznej powieści Laurence’a Sterna Coogan i Rob Brydon, również znakomity komik, zagrali podwójne (a nawet potrójne) role różnych postaci z książki oraz samych siebie w nieco krzywym zwierciadle.
Winterbottom, Brydon i Coogan byli tak zadowoleni z efektów pracy nad tym filmem - zwłaszcza opartych na improwizacji dialogach między parą komików - że niedawno powrócili do tego rodzaju kreacji w filmie "The Trip". Opowiada on o podróży Brydona i Coogana, którego jedna z brytyjskich gazet poprosiła o napisanie tekstu o najlepszych restauracjach na północy Anglii. Aktorzy zwiedzają pięciogwiazdkowe lokale, jedzą, kłócą się, rywalizują, mieszają fikcję i rzeczywistość. Ich pojedynki o to, kto lepiej udaje Michaela Caine’a, Ala Pacino czy Anthony’ego Hopkinsa, to popis absolutnego mistrzostwa.
Jednak mimo tych wszystkich sukcesów Coogan wciąż czuje się niespełniony i marzy o podbiciu Ameryki. - Gram tam niemal same ogony, choć raz prawie się udało. "Hamlet 2" miał świetne recenzje, ale nawet to nie chwyciło. Tamtejsi producenci boją się mnie, bo są przekonani, że będę próbował przejąć kontrolę nad filmem, bo jestem zbyt dobry w komedii, zbyt dużo potrafię. Sam ukręciłem bat na swój tyłek - żartował, nie kryjąc jednak rozczarowania, Coogan. Śmiech podszyty lękiem i smutkiem to bowiem jego specjalność.
@RY1@i02/2011/160/i02.2011.160.196.0003.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu