Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Elmo lubi wszystkich

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Mały, naiwny, ufny, bardzo spontaniczny - tak o czerwonym mapecie z "Ulicy Sezamkowej" mówi Tomasz Bednarek, który użycza mu głosu

Tomasz Bednarek: Technicznie tak. Kiedy na castingu dostałem do zagrania dwie sceny, bez problemu zmobilizowałem głos na kilka minut. Ale wkrótce okazało się, że kiedy nagrywamy 20-, 30-, a nawet 50-minutowe odcinki z udziałem Elma, to oznacza potężny wysiłek. Trzeba non stop na wysokościach operować dźwiękiem, barwą głosową przekazywać emocje, śpiewać piosenki, dołożyć do tego interpretację.

To świetna przygoda. Elmo jest naiwny, ufny, spontaniczny. Fascynuje go dosłownie wszystko, zadaje mnóstwo pytań, przez co czasami pakuje się w tarapaty. Mówi w trzeciej osobie, bo ma jeszcze problem z odmianą. Lubi wszystkich, ma ulubione rzeczy i postaci obok siebie, czyli rybkę Dorotkę, kredkę i Zoe, z którą spędza dużo czasu. Lubi też przebywać z Groverem. W filmie rzadko pojawiają się jego rodzice, ale mówi się o nich, są narysowani na karteczce, która wisi w jego pokoju. Elmo uczy też dzieciaki. Choćby tego, jak przygotować się do świąt, jak zachowywać się w obliczu zagrożeń. Dlatego odwiedził strażaków, był też w oddziale ratunkowym.

Tak, nagrywaliśmy próbki w Polsce, potem były wysyłane do twórców. Ma być jak najbliżej oryginału. Oceniane są emocje, intencje, ogląda się widmo dźwięku, robi porównania charakterystyki graficznej.

Marionetka jest formą pośrednią pomiędzy cartoonem, czyli zupełnie rysunkowym bohaterem, a żywym. Szczególnych różnic nie ma, chociaż przy Elmo jest większa dbałość o zgodność dźwięku z ruchem ciała. Zupełnie inaczej podkłada się głos pod aktorów w żywym planie - tu nie ma miejsca na ekspresję czy nad-ekspresję, która jest zaletą animacji.

Pewnie, bo musi wpasować się w coś, co jest już gotowe. Z jednej strony jest to praca całkiem wtórna, ale zdarzają się produkcje bardzo twórcze, takie jak "Shrek". Amerykanie przyznali, że polska wersja była lepsza. W tego typu dużych produkcjach od początku przy nagraniu jest coach, czyli przedstawiciel twórców, który koryguje błędy na bieżąco. Często zdarzają się poprawki dotyczące warstwy literackiej, przetłumaczony na język polski tekst jest bowiem ponownie tłumaczony na angielski. Wszystko, by sprawdzić, czy nie pozwalamy sobie na zbyt duże dowolności. Wiele zależy od elastyczności tłumacza, czasami jego wyobraźnia może podziałać z zyskiem dla filmu. Tak było w przypadku "Shreka". Tekst tłumaczył Bartek Wierzbięta, który ma lekkie pióro, jest dowcipny i wiele jego tekstów funkcjonuje w powszechnym języku.

Owszem, była wtedy dla mnie powiewem świeżości z Zachodu. Podobnie jak "The Muppet Show", w którym lubiłem zakochaną w Kermicie Piggy oraz mruczącego pod nosem szwedzkiego kucharza. "Ulica Sezamkowa" była pierwszym nienadętym programem edukacyjnym dla dzieciaków. Trudno jest w nim właściwie wyczuć dydaktyzm, a dzieciaki są przecież bardzo uczulone na to, że ktoś chce im pokazać, że jest mądrzejszy.

@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.004b.001.jpg@RY2@

Agnieszka Michalak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.