Aktor nie do pobicia
Specjalista od ról wampirów, zabójców i psycholi znów wciela się w czarny charakter. W filmie "Kung Fu Panda 2" Gary Oldman zagrał wrednego pawia
Rola w animacji doskonale wpisuje się w filmowe emploi brytyjskiego aktora - stworzona przezeń postać mistrza walki to zimny i wyrafinowany zabójca. Jak skorumpowany glina, którego grał w "Leonie zawodowcu", terrorysta w "Air Force One" czy narkotykowy diler w "Prawdziwym romansie". Oldman świadomy, iż bywa obsadzany zgodnie z pewnym utrwalonym już stereotypem, nieco ironicznie określa ten typ ról jako "Crazy-Scary-Gary" (szalony i straszny Gary). - Hollywood nie wie, co ze mną zrobić - mówił w jednym z wywiadów. - Jeśli chodzi na przykład o komedie romantyczne, moje nazwisko znajduje się raczej na końcu listy.
A przecież Gary Oldman to aktor wszechstronny, dysponujący pełnym wachlarzem ekranowych osobowości - równie znakomity jako wampir w "Draculi", uzależniony od heroiny punk Sid Vicious w biograficznym "Sidzie i Nancy" czy czarodziej renegat i wuj głównego bohatera Syriusz Black w adaptacjach "Harry’ego Pottera".
Zapytany, która ze stworzonych przezeń postaci jest mu najbliższa, bez wahania odpowiada, że komisarz Jim Gordon - ostatni uczciwy glina w Gotham City z opowieści o Batmanie. Oldman wcielił się weń dwukrotnie w filmach Christophera Nolana "Batman: Początek" oraz "Mroczny rycerz". Choć Gordon jest mu bliski, Oldman nie utożsamia się ze swoimi bohaterami. - Aktor, który wmawia wam, że staje się postacią, którą gra, wciska kit. Chyba że zdiagnozowano u niego schizofrenię - ironizował. Jak widać, jest nie tylko utalentowany, ale też prawdziwie inteligentny.
Ma solidne wykształcenie aktorskie. Pochodzi z niezamożnej rodziny, ale zdobył stypendium w Britain’s Rose Bruford Drama College w Kent, który ukończył w 1979. Początkowo występował w prowincjonalnych teatrach na północy Anglii - w Yorku, Glasgow i Colchester, następnie otrzymał angaż w Royal Court w Londynie. Tam też odniósł pierwszy poważny sukces - za występ w sztuce "The Pope’s Wedding" otrzymał nagrodę dla najbardziej obiecującego aktora przyznawaną przez opiniotwórczy magazyn "Time Out" oraz Drama Theatre Award przyznawaną przez londyńskich krytyków teatralnych.
Choć Oldman postrzegany jest głównie jako aktor brytyjski, chętnie grywa w produkcjach amerykańskich i europejskich, a w swoich rolach często wykorzystuje umiejętność zmieniania głosu i akcentu - zupełnie inaczej brzmiał jako groteskowy czarny charakter Zorg w filmie SF "Piąty element" (1997) Luca Bessona czy jako domniemany zabójca Kennedy’ego Lee Harvey Oswald w "JFK" (1991) Olivera Stone’a. Mówienie różnymi głosami zaczął trenować jeszcze w szkole, kiedy jeden z wykładowców powiedział mu, że z jego tenorem będzie mógł grać jedynie Puka. Szekspir jest jednym z ulubionych pisarzy Oldmana - obok Jane Austen i Bertolda Brechta. Zaś rola w opartym na wątkach z "Hamleta" filmie "Rosenkrantz i Guildestern nie żyją" przyniosła mu nagrodę Independent Spirit.
Obok aktorstwa od zawsze zajmuje się też muzyką - odkąd jako chłopiec obejrzał w kinie "A Hard Day’s Night" marzył o zostaniu gwiazdą rocka. Częściowo udało mu się spełnić to pragnienie. Nie tylko zagrał Sida Viciousa z Sex Pistols i zaśpiewał na potrzeby filmu kilka piosenek. W 1993 roku wystąpił w teledysku do kawałka "Since I Don’t Have You" Guns N’Roses, gdzie wcielił się w postać diabła, a w 1995 zaśpiewał piosenkę "You’ve Been Around" w duecie z Davidem Bowiem na płycie Reevesa Gabrelsa "Sacred Squall of Now". Zaś na planie kolejnych części "Harry’ego Pottera" wykorzystywał przerwy w zdjęciach, by uczyć Daniela Radcliffe’a gry na basie. To lepsze niż czary.
@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.026b.001.jpg@RY2@
Tim Roth i Gary Oldman w filmie "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją"
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu