Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Wyrzucamy szkiełko i oko

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Do księgarń trafia właśnie nowa seria przygód "Bolka i Lolka". Z Joanną Olech, współautorką książek, rozmawiamy o starych bajkach i o tym, jak dziś pisać dla dzieci i młodzieży

Joanna Olech: Zadanie karkołomne, ale w dobrym towarzystwie. Nowe opowieści piszemy wspólnie z Maciejem Wojtyszką, którego lubię i podziwiam. Jest przecież "tatą" słynnej Bromby, na dodatek scenarzystą i reżyserem. Zadecydowało też zaufanie do oficyny, z którą od lat współpracuję. Jeśli Znak decyduje się coś wydać, to gra jest warta świeczki.

To oczywiste. Bolek i Lolek to całe moje dzieciństwo. Pierwszy odcinek zrealizowano w 1962 roku. Kiedy seria wystartowała, byliśmy zatem w podobnym wieku. Początkowo oglądałam "Bolki" u sąsiadów, państwa Kowalików - nie mieliśmy jeszcze telewizora. Dopiero kilka lat później zobaczyłam ich we własnym odbiorniku, rzecz jasna czarno-białym. Wszyscy lubili tę dobranockę. Pierwsza seria była poczciwa - Bolek i Lolek mieli skromne, domowo-podwórkowe przygody. Dopiero w kolejnych odcinkach scenarzyści się rozkręcili, folgując wyobraźni. Bracia wyruszali w egzotyczne podróże, ujarzmiali dzikie zwierzęta, nurkowali, latali balonem... Lubiłam tę wolność, rozmach, ryzyko. Na dodatek - hurra! - wszystkie wybryki uchodziły im na sucho.

Akcja kolejnej książki rozgrywa się na pustyni. Chłopcy wsiadają do nocnego pociągu w środku zimy, a budzą się w upalnej egzotyce. Inaczej niż to było w kreskówce, w naszych historiach pojawiają się rodzice, ale bardzo dbamy o to, aby byli na drugim planie i nie krępowali spontanicznych pomysłów Bolka i Lolka.

Mam absolutną wolność, choć nad całością czuwa redakcja. A ponieważ piszemy na cztery ręce, raz po raz okazuje się, że trzeba jakieś elementy ujednolicić. Na przykład Maciej Wojtyszko umieścił chłopców w bloku, a ja w domku jednorodzinnym. Wygrał domek ze względu na możliwości, jakie w scenariuszu daje ogródek. Uznałam też, że w książkach powinni pojawiać się rodzice, tyle że sporadycznie. Wspominam tu i ówdzie o mamie i tacie, którzy właśnie gdzieś wyszli, śpią czy odśnieżają chodnik przed domem... Dbamy też o logikę i prawdopodobieństwo. To, co w kreskówce nie wymagało komentarza, w opowieści z tekstem domaga się uprawdopodobnienia.

Kiedy pisze się dla maluchów, które nie potrafią jeszcze czytać, warto pomyśleć o ich rodzicach - bo to oni są pierwszymi czytelnikami książek, oni wybierają lektury i czytają je dziecku. A zatem najlepsze książki dla dzieci to te, które zadowolą zarówno przedszkolaka, jak i dorosłego. Za przykład takiej fabuły międzypokoleniowej mógłby posłużyć "Shrek" (początkowo wydany jako książka Amerykanina Williama Steiga, dopiero potem ekranizowany). Takie też są książki brytyjskie - gdzie obok warstwy przygodowej, dostępnej dziecku, jest często wiele abstrakcyjnego poczucia humoru, groteski, pastiszu. Lubię książki napisane prosto, bez koturnów i moralizatorstwa - tu z kolei Skandynawowie są mistrzami. Podsuwając lektury starszym dzieciakom, nie zapominajmy, że nastolatki żyją w dobie telefonów komórkowych, internetu i iphoneów - nasze przaśne lektury mogą im się wydać strasznie anachroniczne. Jedyne, co się nie starzeje i pozostaje wspólne dla różnych generacji, to emocje - na nie zawsze jest popyt. Mentorski ton można sobie schować do kieszeni. Jestem dorosła. Nie cierpię, kiedy ktoś mnie poucza i na każdą moją rozterkę ma gotową receptę, którą wciska mi z niezmąconą pewnością własnej racji. Skoro tak nie lubimy podobnych sytuacji, dlaczego z uporem fundujemy je naszym dorastającym dzieciom? Jak powiedział Stachura: "To szkiełko i oko wrzuć pan do rzeki Orinoko". Jeśli upieramy się częstować młodego czytelnika morałami, zadbajmy przynajmniej o to, żeby były sprytnie zakamuflowane.

Inspiracja pochodzi z wykopków poczynionych we własnej głowie. Pamiętam własne dzieciństwo, silne uczucia, jakie mu towarzyszyły, zachwyty, pragnienia, lęki. Ponadto jestem mamą trojga dzieci (dziś dorosłych), które były dla mnie kopalnią pomysłów. Na dodatek czytam mnóstwo cudzych książek dla młodych i rozpoznaję w nich zarówno pomysły świetne, jak i płycizny i fałsze. Wszystko to razem sprawia, że jest we mnie wystarczająca dawka arogancji, żeby publikować własne książki.

Uwielbiałam czechosłowackie kreskówki: "Bajki z mchu i paproci", "Sąsiadów", "Krecika", "Rumcajsa" czy mniej popularną: "Szczudlik i Bagietka". Lubię je do dziś. Piękne graficznie, zawierają mnóstwo bezpretensjonalnego, szwejkowskiego poczucia humoru. Ilustracyjnie wydają mi się ciekawsze niż rodzime animacje, chociaż te polskie mają inne zalety - są poczciwe, dobroduszne, swojskie.

Nic nie mogło jednak konkurować z książkami, z których ukochaną pozostaje nadal "Kubuś Puchatek" Milnea z genialnymi rysunkami Sheparda. Do dziś cenię także talent i niezwykłą intuicję skandynawskich autorek z Astrid Lindgren i Tove Jansson na czele. "Dzieci z Bullerbyn", "Pippi Pończoszanka", "Muminki" - to nadal książki bardzo ważne dla mnie.

Pierwsze dziecięce lektury pamiętamy przez całe życie. To one w dużej mierze kształtują gust, wyobraźnię i charakter małego czytelnika. Dlatego tak ważne jest, abyśmy wybierali lektury dla dziecka roztropnie i z namysłem.

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.0043.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.0043.002.jpg@RY2@

 

Bolka i Lolka wymyślił Władysław Nehrebecki (1923 - 1978). Pod postaciami dwóch braci urwisów nestor polskiej animacji sportretował ponoć swoich synów. Pierwszy odcinek serii, która została uznana za polską dobranockę wszech czasów, trafił na ekrany w 1962 roku. Tak jak wszystkie następne powstała w wytwórni filmów animowanych w Bielsku-Białej. Do dziś nakręcono ponad 150 odcinków oraz dwa filmy pełnometrażowe. Duet małoletnich bohaterów podbił widzów na wszystkich kontynentach. W 1973 roku twórcy filmu na życzenie żeńskiej części widowni wprowadzili nową postać - Tolę. Serial był jedyną produkcją europejską dopuszczoną do emisji w Iranie po rewolucji islamskiej i obaleniu szacha w 1978 roku. Imionami bohaterów nazwano kalkulatory produkowane przez Wrocławskie Zakłady Elektroniczne "Elwro" - Elwro 441 Bolek i Elwro 481 Lolek.

Od lat między spadkobiercami twórców kreskówki trwa spór o prawa autorskie, który uniemożliwia kontynuację serialu. czar

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.0043.101.jpg@RY2@

Rozmawiała Agnieszka Michalak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.