Ten wścibski lider
Alan Axelrod ma wprawdzie błyskotliwe pomysły, lecz przy okazji także skłonność do bezkrytycznej adoracji swoich bohaterów
Idea jest prosta. Bierzemy legendarną postać historyczną. Na przykład ikonicznego - nie tylko w świecie anglosaskim - Winstona Churchilla. I przedstawiamy go nie jako nieugiętego brytyjskiego premiera, który uratował Wyspy przez hitlerowską nawałnicą - Nasz Churchill to będzie l i d e r, od którego powinni się uczyć przywódcy biznesu. Robienie interesów nosi, jak wiadomo, wiele znamion wojny: z konkurencją, przełożonymi, a czasem ze sobą samym.
Taki jest sprawdzony pomysł na beststsellery, które od lat wychodzą spod ręki Alana Axelroda. Opisał już w ten sposób choćby angielską monarchinię Elżbietę I, a potem amerykańskiego generała z czasów II wojny światowej George’a Pattona, za każdym razem stawiając sobie pytanie: czy "królowa dziewica" albo ekscentryczny "Generał Bandito" (jedna z ksyw Pattona) poradziliby sobie w roli menedżera zarządzającego dużą korporacją. W efekcie Axelrodowi udało się ze swoimi książkami dotrzeć do dwóch odległych grup czytelniczych: zarówno do amatorów biografii historycznych, jak i do zapracowanych biznesmenów. Pierwsi dostali nowe portrety herosów pisane z zaskakującej perspektywy. Drudzy mieli wreszcie pretekst, by oderwać się od wykresów i analiz. Czytali przecież, jak zostać lepszym i skuteczniejszym menedżerem.
Trzeba przyznać, że od tej strony książki Axelroda to majstersztyk. A co poza tym? W środku, między okładką i marketingowym pomysłem? Najnowsza książka Axelroda "Winston Churchill. Lider" zdaje ten test niestety z notą raczej średnią.
Największym mankamentem "Churchilla" jest męczący momentami schematyzm narracji. Szukając w słynnym brytyjskim premierze idealnego CEO, Axelrod wznosi mu monstrualny pomnik w stylu, który niezbyt pasuje do krytycznej perspektywy współczesnych biografii postaci historycznych. Niemal każda nauka płynąca ze skądinąd niebanalnego żywota sir Winstona m u s i nas czegoś nauczyć, bo nasz bohater, przynajmniej według Axelroda, prawie zawsze ma rację. Gdy jako Pierwszy Lord Admiralicji posyła na śmierć 200 tysięcy żołnierzy, kierując nieprzygotowaną operacją w Dardanelach (1915), "uczy się na błędach". Nie myli się, gdy jest miękki i idzie (jako minister ds. uzbrojenia) na kompromis ze strajkującymi robotnikami zbrojeniówki. (Co szczególnie urocze, związkowego lidera urabia, oferując mu... herbatę). Wykazuje się też jednak intuicją, twardo uderzając i nakazując aresztowanie domagających się demobilizacji (jest już po wojnie) oddziałów brytyjskiej armii. Od takiej wszystkowiedzącej postaci trudno się czegokolwiek nauczyć. Axelrodowi podoba się nawet, gdy Churchill uprawia "mikrozarządzanie" i ręcznie interweniuje w jakieś czwartorzędne działania swojego ministerstwa. "Skuteczny lider jest nieuleczalnie ciekawy. Chce wszystkiego sam dopilnować. (...) Nie dba o wytykanie mu zarządzania w skali mikro, byle mógł podążać tam, gdzie prowadzi go ciekawość" - pisze autor. Brrr. Wszyscy znamy takich szefów i - bądźmy szczerzy - zanadto skuteczni to oni nie są.
Dlatego najlepsze są te fragmenty (choć mamy ich tu niewiele), gdy Churchill jest żywym człowiekiem. Zostaje ministrem finansów kierowany rozbuchanym ego (tę funkcje pełnił wcześniej jego ojciec, sir Randolph, i Winston zawsze pragnął mu dorównać), a nie znajomością ekonomii. Natrafia więc na całą masę kłopotów związanych z brakiem kompetencji. I dopiero w tym momencie - decydując o kształcie polityki fiskalnej albo o tym, czy Wielka Brytania powinna wrócić do parytetu złota - dowodzi swojej wielkości, szukając wyjścia z najtrudniejszych dylematów. Niezaprzeczalnym atutem książki jest też spora dawka słynnych Churchillowskich bon motów, które pomogą ubarwić nam niejedno publiczne wystąpienie.
Jest jeszcze jeden argument za tym, by mimo wszystko "Churchilla" przeczytać - bohater Axelroda jest tak kolorowy, że jego postać potrafi się obronić przed ustawieniem na postumencie. A na dodatek takich książek próbujących przekładać historię na język współczesności (na przykład świata biznesu) jest - zwłaszcza na polskim rynku - ciągle bardzo mało.
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.037a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.037a.002.jpg@RY2@
Winston Churchill z mniejszym i większym cygarem
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu