Problem bez wyjścia
Oscar Wilde ujawnia się w antologii swoich tekstów już nie jako dandys i dekadent, ale jako człowiek nam współczesny
"Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!". "Młodzi ludzie wyobrażają sobie obecnie, że pieniądze to wszystko. A gdy dorastają, wiedzą, iż tak jest". Jak zrobić wrażenie na rozmówcy podczas bankietu? Niezawodnym patentem jest nadal cytowanie Oscara Wilde’a. Dzisiejsi scenarzyści męczą się, by wymyślić zapadające w pamięć, błyskotliwe frazy - on sypał nimi jak z rękawa. Może to zresztą mu zaszkodziło? Mało kto chyba czyta jeszcze Wilde’a, ale wszyscy znają go jako autora celnych powiedzonek, króla paradoksów. Wciąż żywa jest też pamięć jego anegdotycznej legendy: Irlandczyk jawi się w niej w roli dandysa, eleganta brylującego na salonach, a zarazem człowieka, który rzucił wyzwanie mieszczańskiej moralności.
Poszerzone wznowienie antologii krótkich form literackich Wilde’a może go przywrócić do obiegu literackiego. W zbiorze "Twarz, co widziała wszystkie końce świata" znajdziemy bajki, opowiadania, eseje i poematy prozą Irlandczyka. To dobry moment na wydawanie tej spuścizny: bo to właśnie dla współczesności Wilde staje się ponownie postacią kanoniczną - ze swoją płynną tożsamością (także seksualną), naciskiem na autokreację i poczuciem dojmującej sztuczności form życia społecznego, z własną egzystencją na czele.
"Często prowadzę z sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię" - pisał Oscar Wilde. Mógłby to być wspaniały wstęp do rozważań o związkach między krytyką a sztuką zawartych w szkicu "Krytyk jako artysta". Owa mająca formę rozmowy dwóch dżentelmenów debata zaskakuje aktualnością, mimo że powstała 120 lat temu. Choć te słowa mogłyby stanowić przyczynek do dyskusji o zmierzchu inspirującej krytyki literackiej - a dyskusja taka toczyła się przecież i w naszych mediach: "Mam niemądry zwyczaj czytania periodyków i większość nowoczesnych artykułów krytycznych wydaje mi się zupełnie bezwartościowa" - zauważa Ernest. A jego interlokutor Gilbert odpowiada: "To samo można powiedzieć o większości dzieł twórczych. Miernota mierzy miernotę, a nieporadność przyklaskuje swej siostrze (...)". Później jednak Gilbert staje się dla krytyków nieco bardziej łaskawy, wynosząc ich ponad twórców. Jego zdaniem każdy może napisać trzytomową powieść - do tego wystarczy całkowita nieznajomość życia i literatury. Ale bycie krytykiem wymaga odpowiednich kompetencji kulturowych - bo mówić o czymś jest trudniej, niż to coś tworzyć.
W tym programowym tekście Wilde wykłada swoje poglądy na temat sztuki i krytyki sztuki. Każda wielka twórczość jest świadoma, przemyślana i niemoralna. Prawdziwy krytyk jest niesprawiedliwy, nieszczery i nierozsądny oraz bardziej twórczy od twórcy. A najtrudniej w świecie jest nic nie robić. To chyba najciekawszy z zamieszczonych w tomie esejów, ale dla badaczy twórczości Wilde’a być może ważniejszy będzie ten zatytułowany "Narodziny krytyki historycznej" - młodzieńczy, niepublikowany wcześniej w Polsce szkic Irlandczyka, w którym ten jawi się jako erudyta poszukujący swego stylu.
"Twarz, co widziała wszystkie końce świata" to, jak sam tytuł mówi, zbiór tak ułożony, by pokazać rozmaite oblicza irlandzkiego twórcy. Mamy więc tu Wilde’a lirycznego - autora pięknych bajek, takich jak "Słowik i róża" czy "Szczęśliwy książę", mamy Wilde’a - znawcę literatury klasycznej, interpretatora Szekspira, mamy doskonałego portrecistę salonowego życia, utalentowanego, igrającego z konwencjami twórcę opowiadań. Słynny "Upiór z Canterville" będący parodią literatury gotyckiej także dziś wywołuje salwy śmiechu, przypominając o niebanalnym poczuciu humoru słynnego dekadenta.
Skryty za milionem masek, słownych gier, ciętych ripost i nienagannych strojów Wilde również dla nas pozostaje enigmą. "Byłem problemem nie do rozwiązania" - pisał w liście do przyjaciela. Niewykluczone, że dopiero teraz ujawniają się jego genialne intuicje i zaczniemy czytać Wilde’a na nowo. Na pewno warto próbować.
@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.038a.001.jpg@RY2@
Rok 1882 - Oscar Wilde podczas podróży po USA
@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.038a.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.038a.003.jpg@RY2@
Jedna z ilustracji Aubreya Beardsleya do "Salome" Oscara Wilde’a - ok. roku 1894
Patrycja Pustkowiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu