Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pisarstwo jest jak Formuła 1

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Książki to moja przeszłość i przyszłość - mówi Andrzej Bart, który jako reżyser swojej sztuki "Boulevard Voltaire" debiutuje w Teatrze TV

Andrzej Bart: W tym samym miesiącu, w którym powstawał spektakl telewizyjny, nagrałem też słuchowisko pod tym samym tytułem. Myślę, że dotykanie przeze mnie innych obszarów sztuki bierze się z chęci ucieczki od ciężkiej pracy, jaką jest pisarstwo. Z tego samego powodu wychodziłem z domu, aby nakręcić dziesięć filmów dokumentalnych. Jeśli pisarskie tworzenie własnego świata i zaludnianie go stworzonymi przez siebie postaciami można porównać z umysłowym i fizycznym wysiłkiem kierowców Formuły 1, to praca na planie jest jazdą skuterem po mieście. Owszem, trzeba także bardzo uważać, ale ile atrakcji po drodze...

Niczym specjalnym. Zarówno kino, jak i teatr telewizyjny, a zwłaszcza radio, wymagają czułego, a przede wszystkim mądrego ich traktowania. Jeśli się spełni te pozornie proste warunki, można się spodziewać dobrych rezultatów.

"Boulevard" jest sztuką współczesną, choć mówi się w niej o historii. W powieściach często umieszczam swoich bohaterów w przeszłości. Chcę ich lepiej widzieć po prostu, a przeszłość narodów czy ludzi warunkuje w dużym stopniu ich dzisiaj. Jednak tak samo jak relacje polsko-żydowskie interesują mnie wszelkie relacje ludzi, o których piszę.

Gdybym "Boulevard Voltaire" pisał przed rokiem, na pewno myślałbym o tej wspaniałej parze. Rzecz jednak powstała przed 10, a może nawet 12 laty i wtedy Ewa Wiśniewska i Janusz Gajos byli zbyt młodzi, abym mógł brać ich pod uwagę. Z tego, co pamiętam, jako Panią Z. widziałem wówczas Halinę Winiarską. W słuchowisku radiowym znakomite kreacje stworzyli też Danuta Stenka i Władysław Kowalski.

W powieści "Rien ne va plus" bohaterem jest Polska obserwowana przez 200 lat, w "Pociągu do podróży" Europa w ostatnim momencie naiwności, a w "Don Juanie raz jeszcze" dobrze czuję się w Kastylii. Nie da się wyciągnąć z moich książek jakiejkolwiek średniej. Szczególne miejsca dla mnie to te, które służą tworzonej powieści. Wtedy bacznie się im przypatruję i stają się moimi miejscami.

Moja przeszłość i przyszłość to pisarstwo. Niczego nie umiem robić lepiej i jest to chyba najważniejszy powód mojego życia. Jeśli jednak artystycznie ucieknę jeszcze do kina czy teatru, to albo dla zrobienia sobie przyjemności, albo dla bardzo ważnego powodu. Przyznaję, że druga ewentualność bardziej mnie pociąga.

@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.004a.001.jpg@RY2@

Rozmawiała Agnieszka Michalak

Pierwsze kadry: malownicze paryskie uliczki nocą - akacja spektaklu Andrzeja Barta toczy się bowiem w mieście zakochanych, w starej kamienicy stojącej przy bulwarze Woltera. Oto w stylowym mieszkaniu bogatej dystyngowanej wdowy, Polki (Ewa Wiśniewska)... cieknie kran. Z pomocą kobiecie przychodzi hydraulik, również Polak (Janusz Gajos). Podczas rozmowy okazuje się, że Pan R. zna się na muzyce lepiej niż goszcząca go dama, a i wiedzę o malarstwie ma całkiem sporą. To pogodzony z losem zdegradowany społecznie poeta, którego stan wojenny zmusił do pozostania na obczyźnie. Z goryczą mówi: "Za młodu chce się być nie wiadomo kim, a kiedy się nie udaje, reszta mija szybko i bez smaku". Także Pani Z. ma pęknięty życiorys - to polska Żydówka, która wraz z matką przeżyła obóz zagłady. Ale ta zginęła w pierwszą noc po wyzwoleniu od zabłąkanego odłamka. Pani Z. wyjechała z Polski po 1956 r. Dziś nie ma dość sił, by wrócić. Ukojenia szuka w sztuce tak jak Pan R.

Bart kreśli w swoim spektaklu portrety dwojga dojrzałych ludzi, którzy dźwigają garb wspomnień. Wspomnień, które jak zadra uwierają grubo pod skórą i nie sposób się ich pozbyć. Opowiada o przypadkowym spotkaniu, z którego rodzi się piękne uczucie.

To też wnikliwa przypowieść o relacjach między Polakami i Żydami. Eksponująca absurdalność wzajemnych uprzedzeń, stereotypów i animozji. Bart w kilkudziesięciosekundowym dialogu nie tylko zawarł większość emocjonalnych zarzutów, którymi Polacy i Żydzi wzajemnie się obrzucają, ale również subtelnie je wyszydził, demonstracyjnie wyrzekając się mentorskiego tonu.

Agnieszka Michalak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.