Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Półprawdy albańskiego wieszcza

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Ismail Kadare stworzył wokół swojej osoby fałszywy mit bohaterskiego dysydenta. Zachód pomógł mu go utrwalić

Kiedy w 2005 roku komitet Man Booker International Prize postanowił przyznać swoje pierwsze wyróżnienie Ismailowi Kadaremu, profesor z Oxfordu, który wygłaszał laudację, tak uzasadnił wybór: "Po wojnie, w czasie terroru reżimu Hodży, [Kadare] odważył się atakować systemy totalitarne oraz doktryny socrealizmu. W 1975 roku na trzy lata zabroniono mu publikować, ponieważ obraził władze wierszem satyrycznym".

Do tej szlachetnej listy można jeszcze dodać, że Kadare w czasach komunistycznych był inwigilowany, o czym czytelnicy zachodni mogli dowiedzieć się w 2006 roku, kiedy paryskie wydawnictwo Odile Jacob wydało książkę "Le Dossier Kadare" ("Dossier Kadarego") - wypisy z teczek albańskiej bezpieki z donosami na pisarza. Tekst opatrzyło wywiadem-rzeką z Kadarem, przeprowadzonym przez sławnego francuskiego historyka, specjalistę od reżimów komunistycznych Stephanea Courtois. Kadare występuje tam jako jedyny sprawiedliwy krajów postkomunistycznych, który od początku rozumiał zło totalitaryzmu, a teraz nawołuje do otwarcia archiwów służb specjalnych.

Courtois nie pyta tylko, jak to możliwe, że pisarz o tak bezkompromisowych antyreżimowych poglądach był zarazem przez ten reżim hołubiony, podczas gdy inni za jedno zdanie przeciw władzy trafiali na długie lata do więzienia lub stawali przed plutonem egzekucyjnym.

Paryskie wydawnictwo i znany historyk najwyraźniej dołączyli do tych zachodnich intelektualistów, którzy pomogli Kadaremu zbudować wizerunek dysydenta. Legenda o jego bohaterstwie była bowiem raczej konstrukcją na użytek zachodniej publiczności. Kadare opuścił Albanię w 1990 roku, w wigilię upadku komunizmu, i poprosił o azyl we Francji. Od tego czasu nie przestał udowadniać Zachodowi, że jest weteranem walki z komunizmem. Podkreślał swoje zasługi - chwalił się na przykład tym, że krytykował ZSRR w swoich książkach. Słuchano z szacunkiem, mniej wnikając już w to, że taka była akurat linia polityczna jego równie zamordystycznego kraju, bo niedawną przyjaźń z Sowietami zastąpiło zerwanie z nimi wszelkich stosunków - notabene na rzecz maoistowskich Chin. Pisarz opowiadał z dumą o samokrytyce, do której złożenia go zmuszono, i w której przyznawał się do pisania przeciw partii. Nie wyjaśniał jednak, jaki był prawdziwy powód tej samokrytyki. Otóż jego poemat "Czerwoni paszowie" okazał się na tyle serwilistyczny wobec Hodży, że sam dyktator zakazał jego publikacji, twierdząc: "Nigdy nie pozwolę na poróżnienie mnie z towarzyszami, postawienie mnie ponad partią i zasadami, które ona wybrała". Za karę Kadare został wysłany na dwa tygodnie na wieś, "aby być bliżej ludu", co później na Zachodzie zostało przekute w "trzy lata zakazu publikowania". Stał się ekspertem od umysłu zniewolonego, sam zarazem przekonując, że pozostał niewinny jak niemowlę dzięki obcowaniu z wielką literaturą - i nie mówił o sobie w kontekście innym niż Homera i Szekspira.

Taki wizerunek mógł przynieść mu realne korzyści. - Nie jest tajemnicą, że Kadare miał nadzieję na Nagrodę Nobla. Nadzieja ta mogła się spełnić tuż po upadku komunizmu, kiedy jeszcze nie było dokładnie wiadomo, kim jest. Poszła wtedy plotka, że to dysydent. Ale podczas gdy łatwo było mydlić oczy Zachodowi, to jednak część rodaków Kadarego wiedziała, jak wyglądało jego dysydenctwo. W wyniku ogólnonarodowej dyskusji, zainicjowanej przez wybitnych albańskich intelektualistów, osiem lat temu publicznie musiał przyznać, że nigdy nie był dysydentem. Ale też nigdy nie prostował, kiedy tak określali go jego akolici - mówi nam Dorota Horodyska, tłumaczka literatury albańskiej.

Tak naprawdę Kadare należał do partii komunistycznej, był posłem do parlamentu, zasiadał w prezydiach i na trybunach, cieszył się względami i przyjaźnią Envera Hodży, który studiował we Francji i uważał się za człowieka oświeconego. Jego krytycy podkreślają, że Kadare miał dostęp do książek zachodnich, wyjeżdżał za granicę. Był jedynym albańskim pisarzem ze swojego pokolenia, którego wydawano na Zachodzie, konkretnie we Francji, w dodatku w przekładach doskonałego Jusufa Vrioni, nawiasem mówiąc, także tłumacza Hodży. O takich przywilejach innym pisarzom się nie śniło. Uciekł z Albanii w 1990 roku zapewne właśnie dlatego, że bał się rozliczeń po upadku komunizmu - a nie dlatego, że nagle po tylu latach postanowił otwarcie zbuntować się przeciw reżimowi.

Kiedy zmuszono go do przyznania się, że nie był dysydentem, wymyślił inną, zapewne istotnie odpowiedniejszą formułę - że "próbował robić normalną literaturę w nienormalnym kraju". Ale była to literatura "normalna" tylko według "nienormalnych" komunistycznych standardów - musiała przecież dyplomatycznie pomijać lub starannie zawoalowywać to, czym żył cały naród, i co codziennie czyniło jego życie koszmarem. Zamiast o współczesnych Albańczykach, Kadare pisał więc o bohaterach Homera i Szekspira. Często starał się wykorzystywać starożytny sztafaż do aluzyjnego denuncjowania dyktatury, tak jak w "Pałacu Snów" czy w "Ślepym fermanie". Ludzie doskonale to rozumieli - przyzwyczajeni byli do czytania między wierszami i uważali go za swojego duchowego przewodnika. Władza zdawała sobie z tego sprawę, ale postanowiła to tolerować, zapewne w tym celu, by pokazać swoją ludzką twarz. A także dlatego, że w innych książkach Kadare spłacał należne daniny. W powieści "Wesele" i w wielu wierszach wychwalał komunistów za zmodernizowanie Albanii. W powieści "Wielka zima" gloryfikował Hodżę za zerwanie z ZSRR w 1961 roku.

Ukazująca się właśnie w Polsce "Córka Agamemnona" to jedna z nielicznych jego powieści krytykujących albański reżim wprost. Napisana w 1985 roku w Tiranie, została przemycona do Francji, gdzie przeleżała w sejfie. Bohater, znany dziennikarz i pisarz, zostaje zaproszony do trybuny honorowej podczas obchodów Pierwszego Maja. Wie, że zobaczy tam swoją ukochaną Suzanę - córkę jednego z oficjałów - która właśnie została zobowiązana przez ojca, żeby zerwać z kochankiem i zmienić styl życia na skromniejszy. Bohater dopatruje się w tym ofiary podobnej do zamordowania Ifigenii przez jej ojca Agamemnona. Czuje, że niewinna z pozoru zmiana to początek kolejnej albańskiej rewolucji kulturalnej, która zniszczy lub zabije setki tysięcy ludzi. Ciekawe, że nawet pisząc całkiem realistyczną prozę, autor nie mógł przestać odwoływać się do mitów.

Dziś Kadare nadal ma się dobrze. Jest właścicielem Legii Honorowej i mieszkania w Paryżu, a w Albanii uchodzi za mit narodowy porównywalny z Matką Teresą z Kalkuty. Tylko jako pisarz ponosi porażkę. Rzeczy napisane po 90. roku - zdaniem wielu Albańczyków - są przeważnie słabe, jakby materia komunistyczna była mu potrzebna do tworzenia. Dzisiaj mógłby jeszcze raz ją wykorzystać i szczerze rozliczyć się z tamtych czasów. Ale do tego trzeba by zerwać z półprawdami, ćwierćaluzjami i całymi oszustwami, które - nie z własnej woli, lecz jednak z własnego przyzwolenia - uprawiał przez całe życie. Trzeba by zrobić to, czego komunizm go oduczył. Napisać wprost, bez ogródek o rzeczywistości, w której sam uczestniczył i którą swoimi utworami kształtował, i dać na chwilę spokój Homerowi i Szekspirowi.

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.0038.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.0038.002.jpg@RY2@

Miasto Berat w Albanii - lata 80. W tle wszechobecny dyktator Enver Hodża

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.0038.003.jpg@RY2@

Ismail Kadare

Magdalena Miecznicka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.